Społeczeństwo

„Odczłowieczanie i wieczna izolacja”. Bunt w ośrodku w Gostyninie

Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Zdjęcie z 2014 r. Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Zdjęcie z 2014 r. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Trwa protestacyjna głodówka w najsurowszym więzieniu w Polsce: Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. Z resortu zdrowia nikt nigdy się tu nie pofatygował.

Głodówkę prowadzi ponad 40 uwięzionych. 21 z nich napisało w oświadczeniu: „Nie godzimy się na praktycznie bezterminową izolację pod pozorem prowadzenia terapii, na izolację w warunkach gorszych niż więzienne, na dalsze odczłowieczanie i nazywanie nas »bestiami«”.

Czytaj też: Osadzeni w Gostyninie. Bez praw, bez godności

„Pojemność” przekroczona o jedną trzecią

KOZZD powstał w 2013 r. dla skazanych niegdyś na karę śmierci, zamienioną w 1990 r. na 25 lat więzienia (było ich w Polsce kilku). A tak naprawdę dla jednego: Mariusza Trynkiewicza, zabójcy czterech chłopców, który właśnie wtedy miał wyjść na wolność. Władza pod wpływem materiałów w mediach postanowiła do tego nie dopuścić i stworzyła specjalną ustawę pozwalającą bezterminowo izolować osoby „zaburzone psychicznie”, ale nie chore, które trafiły na więzienne oddziały terapeutyczne, a popełniły przestępstwo przeciwko zdrowiu, życiu albo wolności seksualnej. Taka definicja może więc objąć np. kierowców, którzy po pijanemu spowodują wypadek i pójdą w więzieniu na leczenie odwykowe.

Do KOZZD można trafić po odbyciu kary, jeśli dyrektor więzienia złoży odpowiedni wniosek, a dwóch biegłych uzna za „bardzo wysokie” prawdopodobieństwo, że więzień na wolności znów popełni przestępstwo. Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne i Polskie Towarzystwo Psychiatrii Sądowej zgodnie twierdzą, że nie można takiej diagnozy postawić bez poważnego ryzyka błędu. A jednak biegli ją stawiają, bojąc się, że jeśli taka osoba przestępstwo jednak popełni, to oni będą o to obwiniani. O umieszczeniu – bezterminowym – w KOZZD orzekają sądy rodzinne i dla nieletnich.

W rezultacie w ośrodku przeznaczonym w 2013 r. dla kilku, kilkunastu osób dziś uwięzionych jest 91. Dozwoloną rozporządzeniem „pojemność” ośrodka minister zdrowia co jakiś czas powiększa – na papierze, bo w praktyce dostawia się po prostu łóżka. Obecna „pojemność” to 60 osób. Ale nikt nie poniesie odpowiedzialności za przekroczenie jej o jedną trzecią. Minimalne standardy więzienne to 3 m kw. na osobę – w KOZZD nie obowiązują. By ominąć zarzut, że pobyt tam jest powtórnym ukaraniem za ten sam czyn, ośrodek nazwano terapeutycznym, dlatego też jest on podporządkowany Ministerstwu Zdrowia.

Czytaj też: Losy osadzonych w ośrodku w Gostyninie

Ośmiu w pokoju jednoosobowym

Zamiast strażników więziennych w Gostyninie są ochroniarze z prywatnej firmy. Reżim zaś jest cięższy niż w najcięższym więzieniu. Uczestnicy głodówki piszą, że lepiej byłoby popełnić nowe przestępstwo i trafić do więzienia, gdzie można choćby palić papierosy. „W KOZZD w Gostyninie palić papierosów nie można, bo feralna ustawa uczyniła z więzienia ośrodek terapeutyczny podległy Ministerstwu Zdrowia. Lekarstwa są, a owszem, do tego ostentacyjnie noszone przez strażników pałki, kajdanki, gaz… Dość dziwny zlepek medykamentów jak na szpital”.

W przeciwieństwie do więźniów odbywających karę w więzieniach ich praw i obowiązków nie reguluje ustawa (kodeks karny wykonawczy), ale regulamin pisany dowolnie przez dyrektora placówki. „Nie zgadzamy się na pozbawianie nas pod pretekstem bezpieczeństwa ośrodka rzeczy codziennego użytku, do których w więzieniu mieliśmy swobodny dostęp, a czego nie możemy posiadać w ośrodku. Chodzi tu o igły i nici – na 24 izolowanych w ramach oddziału jest dostępna jedna igła, przy czym w dni wolne nie ma jak przyszyć guzika, bo na dyżurkach pielęgniarskich nie ma igieł. Potrzebne jest też żelazko, nie każdą odzież po praniu da się nosić bez prasowania. (…) Postulowaliśmy też o podręczną lodówkę, gdzie izolowani mogliby trzymać część z psujących się szybko artykułów do spożycia, ale wstawiono taką lodówkę jedynie dla personelu. Nie dano nam też możliwości posiadania własnej pościeli, choć ta wydawana przez ośrodek jest najczęściej mocno zniszczona. Podobnie ma się rzecz z kocami”. Jednym z zapalnych punktów jest odbieranie – w ramach kary – telefonów i skracanie spacerów. I tak krótkich: pół godziny dziennie. Uwięzieni – mocą arbitralnych decyzji dyrekcji – nie mają też swobodnego dostępu do własnych pieniędzy.

W pokojach jednoosobowych uwięzieni mieszkają nawet po ośmiu, mają piętrowe prycze. „Brak miejsca dla ludzi, brak miejsca na nasze rzeczy. W magazynie brak miejsca powoduje, że nasze rzeczy ulegają zniszczeniu, giną, w salach z musu trzymane jest jedzenie razem ze środkami higieny i ubraniem, nie ma czym oddychać z powodu instalacji okien bez możliwości ich otwierania, a słabe oświetlenie niszczy wzrok” – piszą głodujący. W zatłoczonym ośrodku jeden z uwięzionych umarł na covid, zakażonych było kilkunastu. Personel i „pacjenci” nie dostali środków zabezpieczenia, ośrodek musiał je sobie załatwić sam.

Czytaj też: Co zrobić z chorymi psychicznie przestępcami

Dożywotnia izolacja zamiast terapii

Teoretycznie KOZZD jest instytucją leczniczą, a uwięzieni tam mają być poddawani terapii. Ale czują się traktowani przedmiotowo. Piszą: „Domagamy się sporządzania i wydawania izolowanym indywidualnych planów terapeutycznych pacjenta, do czego obliguje kierownika ośrodka ustawa. Jak dotychczas taki plan został wydany w dwóch przypadkach, kolejne prośby są załatwiane odmownie, co prowadzi do spekulacji, że taki plan nie istnieje. Może nie warto go pisać z uwagi na dożywotnią izolację, przecież w takiej sytuacji wszelka terapia traci sens”.

Mariusza Trynkiewicza dziś już w KOZZD nie ma – odbywa karę za posiadanie w celi pornografii i nielegalnego oprogramowania. Są za to w ośrodku osoby ze zdiagnozowaną chorobą psychiczną, a więc takie, których – według ustawy – być tam nie może. „Domagamy się, aby w trybie pilnym osoby chore psychicznie przewieziono do szpitali psychiatrycznych (przykładem jest sytuacja Janiny S. i Pawła S.), oraz nie mieszano ludzi zdrowych psychicznie z zaburzonymi umysłowo, co ma dziś miejsce i doprowadza do licznych konfliktów pomiędzy izolowanymi” czytamy dalej w oświadczeniu.

Konsultant krajowy ds. psychiatrii w trakcie wizytacji KOZZD w 2019 r. odnotował, że 16 przetrzymywanych tam osób nie spełnia ustawowych warunków: co do dziesięciu wystarczające byłoby zastosowanie nadzoru wolnościowego, a cztery powinny przebywać w szpitalu psychiatrycznym.

Poza tym jest pięć osób „zabezpieczonych” przy użyciu przepisów kodeksu postępowania cywilnego o przechowaniu rzeczy do czasu rozstrzygnięcia sporu. Sąd Najwyższy w 2019 r. orzekł, że więzienie ich na podstawie przepisów o rzeczach jest bezprawne. Ale sądy dalej stosują takie „zabezpieczenie”. Są też dwie osoby, co do których SN prawomocnie uchylił orzeczenie o umieszczeniu ich w KOZZD, ale się ich nie wypuszcza. Generalnie nikogo z KOZZD się nie wypuszcza. Do tej pory sąd w Poznaniu – jedyny „obsługujący” KOZZD – zwolnił tylko jedną osobę.

Czytaj też: Co więzienia wiedzą o więźniach

Reszta życia w „czarnej dziurze”

Uwięzionymi w KOZZD interesuje się jedynie Rzecznik Praw Obywatelskich. Skierował do tej pory 61 wystąpień do różnych organów – bez większego efektu. Domaga się poprawienia ustawy i rozbudowy ośrodka albo stworzenia sieci. RPO, psychiatrzy, psychologowie i prawnicy wydają rekomendacje, by napisać nową ustawę, w której – na europejskim poziomie – ureguluje się postępowanie z osobami potencjalnie niebezpiecznymi, tak by nie wrzucać ich na resztę życia do „czarnej dziury”, tylko dążyć do przystosowania ich do życia na wolności. Taki system jest m.in. w Niemczech i Holandii. Jak działa? Oto fragment opisu z materiałów RPO przekazanych senackim komisjom praw człowieka i zdrowia: „Osoby stwarzające zagrożenie dla społeczeństwa umieszcza się po odbyciu kary w tzw. TBS (treatment on behalf of state), a gdy osoba nie rokuje możliwości powrotu do społeczeństwa, trafia do longpsychiatric center w Zeeland, ośrodka przeznaczonego na długoterminowy pobyt”.

Dalej jest opis ośrodka Zeeland: „99 mieszkańców – bo tak się ich nazywa. Duży teren, pokoje pojedyncze z balkonami, możliwość poruszania się po tym terenie, jazdy na rowerze, praca na rzecz społeczności lokalnej – odpłatne naprawianie rowerów czy produkowanie drewnianych mebli na zamówienie. Wszystkie te prace to forma terapii, aby dać szansę ludziom, w których już nikt nie wierzy, że mogą się zmienić. Podstawa to traktowanie pacjentów z szacunkiem, zapewnienie im bezpieczeństwa w obrębie placówki i godnych warunków zamieszkania, wykorzystanie wszystkich dostępnych narzędzi terapii. Być może nie przyniosą one rezultatu i poszczególne osoby nie opuszczą miejsca długoterminowego pobytu w Zeeland, spędzą tam całe swoje życie aż do śmierci. Nie zmienia to jednak sposobu traktowania ich z poszanowaniem godności. Nieocenianie mieszkańców przez pryzmat czynów, które kiedyś popełnili, i brak represji – to podstawowe zasady miejsc dla osób niebezpiecznych dla społeczeństwa w Holandii”.

Badania naukowe z 2020 r. wykazały, że blisko 50 proc. pacjentów Zeeland udało się przejść do TBS, a kilkoro żyje w społeczeństwie w zgodzie z prawem. Stworzona w Polsce ustawa o izolacji w KOZZD nastawiona jest na „utylizację społeczną” umieszczanych tam osób. Pisana była z myślą o pozbyciu się ich na zawsze – i tak też działa ośrodek w Gostyninie.

Ministerstwo Zdrowia umywa ręce, uznając, że ustawę przygotował resort sprawiedliwości, więc niech on ją zmienia. A zmienić trzeba, choćby po to, by prawa i obowiązki izolowanych były uregulowane zgodnie z konstytucją: prawem powszechnie obowiązującym, a nie decyzją dyrektora ośrodka. Na niedawnym posiedzeniu połączonych senackich komisji zdrowia i praw człowieka dyrektor KOZZD przyznał, że „pacjenci” wygrywają procesy z ośrodkiem o bezprawne traktowanie. Jego zdaniem działa on zgodnie z prawem, ale to prawo należy poprawić. Na posiedzeniu byli przedstawiciele resortów zdrowia i Sprawiedliwości, ale niewiele mieli do powiedzenia.

To nie pierwszy protest głodowy uwięzionych w KOZZD. Ostatni – w czerwcu – zakończył się podpisaniem porozumienia z dyrekcją. Jak piszą dziś godujący: „Z 19 pkt tego porozumienia w pełni zrealizowano ledwie kilka postulatów, a comiesięczne spotkania z dyrekcją ustały bez podania przyczyn”.

Z Ministerstwa Zdrowia nikt nigdy do uwięzionych się nie pofatygował. RPO skierował więc kolejne wystąpienie, domagając się zajęcia stanowiska przez resort.

Czytaj też: Zakochane w „bestiach”. Nikt ich nie rozumie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Królewny – żony i matki władców

Wagę dynastycznej dyplomacji rozumieli także Piastowie i Jagiellonowie, którzy wykorzystywali ożenki swoich sióstr, córek i wnuczek do zawierania politycznych aliansów.

Anna Czarniecka
23.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną