Społeczeństwo

Chwyt za krtań, rzut na ziemię. Sadyści w mundurach

Policjanci na pl. Piłsudskiego w Warszawie, 10 kwietnia 2021 r. Policjanci na pl. Piłsudskiego w Warszawie, 10 kwietnia 2021 r. Damian Lugowski / Forum
Funkcjonariusze mają prawo stosować środki przymusu, ale to przecież nie jest alibi usprawiedliwiające przemoc i bestialstwo.

Policjant może użyć pięści i dusić wyłącznie w głęboko uzasadnionej obronie własnej. W Głogowie podczas demonstracji antymaseczkowych kibiców do zagrożenia zdrowia i życia policjantów nie doszło. Przeciwnicy noszenia maseczek (na marginesie: sprawiający wrażenie niezbyt rozgarniętych, ale to wyłącznie moja subiektywna opinia) byli agresywni, ale wyłącznie w gębie. A mimo to maksymalnie naładowany złą energią policjant rzucił się na młodą kobietę, uderzył ją twardą pałką (służącą do odpierania ataku), chwycił za krtań i brutalnie rzucił na ziemię. Tak jakby był nieświadomy, że jego atak jest skierowany przeciwko bezbronnej kobiecie i że może zagrażać jej życiu.

Czytaj też: Policja w służbie władzy

Wal i nie patrz, ale nie w Częstochowie

Zarejestrowano ten wyczyn na filmie. I na nic niemądre tłumaczenia rzeczników policyjnych, że kobieta była ostrzegana, iż zostaną użyte środki przymusu bezpośredniego, a zgromadzenie ok. 200 osób było nielegalne i naruszało przepisy czasu pandemii. Chwyt za krtań i rzut na ziemię jak manekinem na macie zapaśniczej nie były dozwolonymi środkami przymusu. Przypominały zachowanie ulicznego bandyty. Policjant sięgnął po środki kompletnie nieadekwatne w stosunku do potrzeby. Dlaczego? Bo jest sadystą w mundurze, ma deficyty emocjonalne, nie potrafi zapanować nad agresją, nie przeszedł szkolenia, nie przebadano jego psychiki pod kątem przydatności do służby? A może po prostu dlatego, że wydano mu rozkaz, aby się nie patyczkował – nieważne, kobieta czy dzieciak, wal i nie patrz!

Czytaj też: „Nikt nie zginął”? To tylko kwestia czasu

W tym samym czasie na jasnogórskich błoniach kilka tysięcy motocyklistów bez zachowania jakichkolwiek zasad pandemicznych fetowało udaną pielgrzymkę do Częstochowy. Policja ich nie napominała, nie mówiąc już o próbie rozwiązania zgromadzenia, które było równie nielegalne co manifestacja w Głogowie, jeżeli przyjąć policyjny punkt widzenia, że legalne są wyłącznie zgromadzenia do pięciu osób. Policji w polu widzenia motocyklowych pielgrzymów po prostu nie było. Brak reakcji służb na tak jawne łamanie prawa komendant z Częstochowy rozbrajająco uzasadnił: nie było pod ręką wystarczających policyjnych sił.

Policja nie lubi Babci Kasi

Nie było zapewne dlatego, że rzucono armię policjantów do stolicy, dla ochrony prezesa PiS składającego wieńce pod pomnikami na pl. Piłsudskiego. Tam polska policja zademonstrowała swoją moc, setki pojazdów i tysiące funkcjonariuszy, nawet mysz by się nie prześlizgnęła. Po południu, kiedy prezes już się oddalił, Lotna Brygada Opozycji, znana z czasem zabawnych, a czasem bardzo dramatycznych happeningów ulicznych, rysowała na placu czarnymi węglami krzyże upamiętniające ofiary covid-19. Wśród aktywistów pojawiła się znana już w całej Polsce Babcia Kasia. Kilkunastu policjantów bez żadnego powodu rzuciło się na niestanowiącą najmniejszego zagrożenia starszą panią. Powlekli ją do policyjnej suki i wywieźli na komendę.

Babcia Kasia to dla policjantów wróg numer 1, takie można odnieść wrażenie, bo wobec niej za każdym razem, kiedy pojawia się w miejscu publicznym, stosowana jest przemoc. Dodajmy: niczym nieuzasadniona. Policja czemuś nie lubi Babci Kasi.

Czytaj też: Policja, zbrojne ramię władzy. Tej hańby nie da się zmyć

Nadejdzie czas rozliczeń

Bez wątpienia decyzję o rzuceniu plutonu policjantów, aby wywlekli z placu starszą kobietę, wydano na wyższych szczeblach. Niewątpliwie na tych samych szczeblach zdecydowano, żeby nie przeszkadzać w festynie motocyklistom. Niewątpliwie policja stała się narzędziem autorytarnej władzy i mając polityczne zaplecze, zachowuje się jak dawne ZOMO. Stosując bez potrzeby przemoc, brutalnie tłumiąc protesty i bijąc bezbronne kobiety. Policjanci działają tak, jakby uwierzyli, że już zawsze pozostaną bezkarni. Tak jednak nie będzie, bo nawet największe zło nie trwa wiecznie, a kiedy przeminie, nadejdzie czas rozliczeń. Policyjni oprawcy jawnie przekraczający swoje uprawnienia zostaną zapamiętani i za swoje uczynki odpowiedzą. Warto im o tym przypominać.

Czytaj też: Policja wprowadza terror. Na czyj rozkaz?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Zanim padły strzały II. Czarna wołga i tajemnicze fiolki pod kopalnią „Sosnowiec”

Jesienią 1981 r. w tłum górników kopalni „Sosnowiec” poleciały fiolki z duszącą substancją. Sprawców do dzisiaj nie znaleziono. Także motyw pozostaje niejasny, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że celem było wywołanie wrzenia w kraju i sprowokowanie siłowej konfrontacji.

Jan Dziadul
21.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną