Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Jak zarobić na rzezi wołyńskiej i turystach. Kolejny skok PiS na kasę

Budowa pomnika rzezi wołyńskiej Budowa pomnika rzezi wołyńskiej Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Sto milionów na Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego to ledwie próba generalna przed prawdziwym skokiem na kasę, do którego właśnie doszło w Chełmie.

Rzeź wołyńska, a właściwie wołyńsko-galicyjska, to jedna z największych tragedii, jaka spotkała Polaków w czasie II wojny światowej. W kilku falach pogromów od lata 1943 r. do wiosny 1944 r. z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło 60–80 tys. polskich mieszkańców terenów II RP, które Ukraińcy mieli nadzieję wcielić do przyszłego państwa ukraińskiego. W odwetowych akcjach polskich zginęło kilka tysięcy Ukraińców. Zbrodnia na ludności polskiej jest słabo znana Ukraińcom, natomiast Polacy dobrze o niej pamiętają i głównie z jej powodu niechętni są nacjonalizmowi ukraińskiemu oraz czczonej w Ukrainie Ukraińskiej Armii Powstańczej, nie mówiąc już o UON (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) ze Stepanem Banderą na czele.

Stolica pamięci o rzezi wołyńskiej

To niezabliźniona rana, z którą trzeba obchodzić się z najwyższą ostrożnością i odpowiedzialnością. A w żadnym wypadku nie można tak poważnych spraw, jak pamięć ofiar czystek etnicznych oraz stosunków między dwoma, często zwaśnionymi, a dziś w tragicznych okolicznościach wojennych szczęśliwie zbliżającymi się do siebie narodami, czynić przedmiotem polityczno-finansowych targów. Nie wspominając już o traktowaniu ich w naiwnej i wąskiej perspektywie prosperity jednego z miast, liczącego na „pieniądze pozostawione przez turystów”. Głupota i zwykła niestosowność często dochodzą do głosu, gdy nieprzygotowani do tego ludzie muszą się mierzyć ze sprawami, które ich przerastają. Tak się dzieje dzisiaj w kontekście Chełma, który już od trzech lat przygotowywany jest przez warszawskich lokalnych dygnitarzy PiS do roli stolicy pamięci o rzezi wołyńskiej. Oczywiście w ramach PiS-owskiej tzw. polityki historycznej, która z założenia daje pierwszeństwo „polskiemu punktowi widzenia” względem naukowej postawy stopniowego przybliżania się do obiektywizmu w rekonstrukcji i interpretacji historycznych wydarzeń.

I tak oto słyszymy, że Chełm czeka na turystów! Takim argumentem posługują się w wywiadach radni i politycy lokali miasta Chełm, uzasadniając swoje poparcie dla umowy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w myśl której na ternie m.in. Zespołu Szkół Społecznych przy ul. Hrubieszowskiej powstanie Centrum Prawdy i Pojednania im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz związane z nim Muzeum Rzezi Wołyńskiej. Rząd (rząd Donalda Tuska?) oraz miasto Chełm przeznaczą na ten cel zawrotną kwotę 180 mln zł w ciągu dziesięciu lat, z czego miasto jakąś trudną dziś do ścisłego wyliczenia część, zapewne rzędu 10 proc. Technicznie biorąc, Chełm uchwalił jedynie zmiany w tzw. wieloletniej prognozie finansowej. Jaki będzie dalszy ciąg, to się jeszcze zobaczy, bo nowy wojewoda, mianowany przez nowego premiera, może uchwałę samorządu i cały projekt zablokować. Może też doprowadzić do daleko idącej jego modyfikacji, co też wydaje się najbardziej prawdopodobne.

Schemat działania PiS jest ten sam

Generalnie jednak schemat działania PiS jest ten sam, co w Otwocku, gdzie odchodzący ze stanowiska minister prof. Piotr Gliński zainstalował – z pomocą radnych PiS – pompę, która przez dziesięć lat tłoczyć będzie po 10 mln rocznie na ludzi PiS, z prof. Janem Żarynem na czele, ze względu na konieczność (tak zapisano w otwockiej umowie miasta z ministerstwem!) upowszechniania myśli narodowej. Tymczasem okazuje się, że 100 mln na Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego to ledwie próba generalna przed prawdziwym skokiem na kasę, do którego właśnie doszło w Chełmie.

Sprawa otwocka jest bulwersująca z wielu powodów, a przede wszystkim z powodu prowokacyjnego i obraźliwego gestu, jakim jest czczenie antysemity Dmowskiego w mieście o tragicznej przeszłości holokaustowej. Będzie tam działać instytucja dysponująca ogromnym budżetem, z którego m.in. finansowany był Robert Bąkiewicz (szerzej pisaliśmy o tym tutaj). Sprawa chełmska bulwersuje również, jakkolwiek przewrotność, z którą mamy tu do czynienia, jest trudniejsza do zauważenia i ujęcia w słowa. Bo o ile gloryfikacja endeków i antysemitów jest sama w sobie czymś wstrętnym, o tyle upamiętnienie rzezi wołyńskiej jest czymś słusznym i potrzebnym. Rzecz w tym kto, w jaki sposób, w jakich okolicznościach i jakim kosztem tego upamiętnienia dokonuje.

PiS i związane z tą partią środowiska z całą pewnością nie są wiarygodne, gdy chodzi o budowanie pojednania z narodem ukraińskim. Do 24 lutego 2022 r. PiS był jeśli nie wprost antyukraiński, to w każdym razie trzymał się od Ukrainy na dystans, a stosunki między Polską a jej wschodnim sąsiadem były niemalże w stanie zamrożenia. Również dzisiaj, gdy trwa coś w rodzaju nieformalnej blokady granicy polsko-ukraińskiej, daje o sobie znać zwykła i typowa dla polskiej prawicy niechęć do Ukrainy. Używanie zaś słowa „pojednanie” przez środowiska zajmujące się pamięcią o Polakach pomordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–44 jest po prostu kpiną. To tzw. kresowiacy, którzy z pewnością nie obrażą się, gdy nazwę ich polskimi nacjonalistami. PiS zapowiada, że w tworzenie Muzeum Rzezi Wołyńskiej zaangażowana zostanie również strona ukraińska. Doprawdy? Kresowiacy polscy zaproszą do współpracy przy urządzaniu ekspozycji muzealnej kresowiaków ukraińskich? Zapowiedzi, że w Chełmie, w Muzeum Rzezi Wołyńskiej, jednać się będą – pod egidą PiS i jego akolitów – Polacy i Ukraińcy, to czysta hipokryzja. Nie o żadne pojednanie tu chodzi, a nawet pewnie nie tak bardzo o posadki dla działaczy, lecz o duże „okołopartyjne” pieniądze i przyjemność wydawania ich wedle własnego uznania.

180 mln zł to zawrotna kwota

Ponadto bynajmniej nie jest tak, że gdy jakiś cel jest moralne istotny, i to nawet dla całego narodu albo i dwóch narodów, to nie ma takich kwot, których jego realizacja nie byłaby warta. Wszystko musi być proporcjonalne i stosowne. 180 mln zł to zawrotna kwota, dzięki której można sfinansować wiele żywotnych potrzeb publicznych, np. w ochronie zdrowia. Z całą pewnością to za dużo, jak na potrzeby muzealnego upamiętnienia zbrodni wołyńskiej. Co zostanie za te pieniądze zakupione, czego nie można by kupić, gdyby dotacja była trzy razy mniejsza? Więcej artefaktów związanych z ofiarami? Więcej urządzeń audio z nagraniami wspomnień świadków? Więcej projektorów do wyświetlania multimediów? Dobre sobie. Jest rzeczą oczywistą, że pieniądze te w znacznej mierze posłużą propagandzie PiS, np. pod pretekstem upamiętniania Lecha Kaczyńskiego, całkowicie bezpodstawnie kreowanego na jakiegoś wielkiego myśliciela politycznego, którego dokonania trzeba badać i kontemplować przez pokolenia. Aż przykro, że trzeba o tym przypominać, ale to wina PiS. Lech Kaczyński zginął w wypadku i można by go zostawić w spokoju. Jednakże prowokacyjny kult jego osoby, nachalnie urządzany przez PiS, niestety każe przypomnieć, że był miernym i niesamodzielnym prezydentem, a jego dorobek intelektualny niczym nie odbiegał od tego, co daje światu dowolny inny doktor habilitowany prawa. Skoro rozważanie „myśli Lecha Kaczyńskiego” warte jest miliony, to ile warte jest studiowanie Leszka Kołakowskiego? Miliardy?

Tak się jakoś moje życie potoczyło, że akurat miasto Chełm jest mi dobrze znane, a ziemia chełmska bliska. Wiem z wieloletniego doświadczenia, że mieszkający tam ludzie wolą nie pamiętać swojej historii. Ani spraw żydowskich, ani ukraińskich. Niewiele się mówi, a jeszcze mniej wie. Chełm nie jest w stanie społecznie unieść brzemienia pamięci. Potrafi to miasto co najmniej uniwersyteckie, jak Lublin, a i w to wątpię. Muzeum Rzezi Wołyńskiej, nawet zagospodarowane uczciwie (a nie pod dyktando propagandy zwanej „polityką historyczną”), nie powinno powstać w mieście, którego elity nie bardzo odróżniają porządek spraw czci i honoru od porządku ekonomiki turyzmu. Swoją drogą, na jednym ze skwerów tego miasta pojawił się niedawno uroczy pomniczek najsłynniejszej chełmianki – światowej sławy skrzypaczki Idy Haendel. To bardzo piękny gest i jeden z nielicznych przypadków zauważania żydowskiej historii miasta przez jego władze. I sądzę, że taki pomnik to jest właśnie coś na miarę Chełma. A wielkie sprawy etyki pamięci to naprawdę nie na chełmskie i nie na „pisowskie” głowy. Trzeba mieć trochę pokory (to pod adresem rajców) i trochę przyzwoitości (to pod adresem dygnitarzy z PiS).

Jak bardzo niczego nie rozumieją ludzie, w których rękach znalazła się wielka polsko-ukraińska sprawa, dowodzi tematyka toczącej się dziś w Chełmie debaty. Skupia się ona na losie szkoły, która będzie musiała otrzymać nową siedzibę. Z pewnością znajdzie się dla tego problemu rozwiązanie. Tylko że to jest sprawa drugorzędna, podobnie jak „dochody z turystyki”, bo tak naprawdę chodzi tu o przyszłość stosunków polsko-ukraińskich. Nie może się ona decydować ani w Chełmie, ani w Łucku. To sprawy dla Warszawy i Kijowa. A i one, po prawdzie, na nie jakby za małe. Bo tak to już jest, że duch jest jak nieboskłon – ogromny i chmurny – a ludzie mali i bojaźliwi. Bez różnicy, czy z wielkich, czy z małych są miast.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Przebudzenie na Majdanie. 10 lat temu nikt nie postawiłby hrywny na to, że dojdzie do rewolucji

Ucieczka prezydenta Wiktora Janukowycza 22 lutego 2014 r. stała się symbolem zwycięstwa ukraińskiej Rewolucji Godności. Dała także pretekst do aneksji Krymu i rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie.

Edwin Bendyk
20.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną