Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Pigułka „dzień po” dla 15-latek? Tylko nie to! W Polsce to zawsze budzi wielkie emocje

Młodzież to grupa od lat pozostawiana z większością problemów sama sobie. Młodzież to grupa od lat pozostawiana z większością problemów sama sobie. Priscilla Du Preez / Unsplash
Rządowy projekt zniesienia recepty na antykoncepcję awaryjną, którym będą objęte też nastolatki, budzi wielkie emocje. Wciąż wałkujemy te same kwestie – bezpieczna czy nie? Będzie nadużywana czy nie ma obaw?

Właściwie tyle co nic w ostatnich latach państwo oferowało nastolatkom, jeśli chodzi o zdrowie i prokreację. To grupa od lat pozostawiana z większością problemów sama sobie. Bez publicznej edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia. Bez samodzielnego dostępu do ginekologa, nieważne, czy profilaktycznie, czy na cito, i nie tylko w małych miejscowościach. Antykoncepcja hormonalna? Na receptę, za zgodą mamy oraz jeśli mama zechce wyłożyć na to pieniądze. A i to przy założeniu, że jedyny lekarz w mieście nie zasłoni się klauzulą sumienia.

Jak pokazuje niedawny sondaż na zlecenie koncernu farmaceutycznego Gedeon Richter, młode kobiety tuż po osiągnięciu dojrzałości (w wieku 18–25 lat) to te, które najrzadziej chodzą do ginekologa – w tej grupie z usług specjalistów korzysta zaledwie 28 proc. Polek. Dlaczego? To jedna z konsekwencji niedomagań systemu opieki zdrowotnej, a takie zaniedbania pokutują potem latami.

Pandemia jako środek antykoncepcyjny

Według Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wiek inicjacji w Polsce oscyluje (w zależności od środowiska, miejsca zamieszkania, statusu rodziny) między 15. a 18. rokiem życia, natomiast aktywność seksualna przed ukończeniem osiemnastki dotyczy już ok. 80 proc. nastolatków. Jak się zabezpieczają? – Najpopularniejszym środkiem jest oczywiście prezerwatywa. Inne sposoby, które młodzież uważa za skuteczne, to seks analny i oralny – mówi dr Agnieszka Nalewczyńska, ginekolożka, założycielka Fundacji Jeszcze zajmującej się m.in. edukacją ginekologiczną i wsparciem w dostępie do antykoncepcji awaryjnej.

Jak na razie najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym dla młodzieży okazała się… pandemia. Wcześniej według GUS w Polsce nastolatki rodziły mniej więcej 8–10 tys. dzieci rocznie. W 2020 liczba ta spadła do 7,1 tys., rok później było to już 5,9 tys. noworodków. Przyczyn upatrywano rzecz jasna w wymuszonym ograniczeniu kontaktów społecznych.

Czy to znaczy, że niechlubne statystyki dobiją do dawnego poziomu? Niekoniecznie. Badający kwestię demografowie z Uniwersytetu Łódzkiego podejrzewają, że m.in. za sprawą powrotu do ośmioklasowych podstawówek niekorzystny trend i tak wyhamowuje (szkoła podstawowa to czas symbolicznie przypisany dzieciństwu; rozpoczęcie nauki w gimnazjum w wieku 13 lat kojarzyło się młodym ludziom z „dorosłością”, a to mogło przyczynić się do wcześniejszej inicjacji seksualnej mimo braku wiedzy na temat zapobiegania ciąży).

W domu się o tym nie rozmawia

Nastoletnich ciąż mogłoby być zdecydowanie mniej, gdyby wreszcie zadbano o powszechną edukację seksualną i łatwiejszy dostęp dziewczynek do ginekologa – uważa Olga Błaszczak-Galewska, ginekolożka z Gabinetów Lekarskich Gaja w Warszawie. Co z tego, że młodzi ludzie mają do wyboru prezerwatywy, kremy plemnikobójcze czy krążki dopochwowe (o ile ktokolwiek wie o istnieniu tych ostatnich) i niebawem będą mogli kupić w razie awarii „pigułkę po”, jeśli wszystkiego muszą dowiadywać się pokątnie. W co drugim polskim domu nie rozmawia się przecież z dziećmi o seksualności – wynika z raportu „WDŻ na dwóję”, opublikowanego w zeszłym roku przez Grupę Ponton. W ankiecie wzięło udział 11 tys. nastolatków, a ponad połowa przyznała, że żadne z rodziców nie podjęło z nimi tematu uświadamiania. Skoro tych rozmów wstydzą się obydwie strony, dlaczego nie oddać pola lekarzom, pielęgniarkom czy położnym – sugeruje Błaszczak-Galewska.

– Dziś jest tak, że matka lub ojciec musi towarzyszyć dziecku w każdej wizycie lekarskiej aż do ukończenia przez pociechę 18. roku życia. Nie mogę więc nawet na prośbę nastolatki wyprosić rodzica za drzwi, co najwyżej za zasłonkę, żeby dodatkowo nie krępować dziewczyny podczas badania w fotelu. Każdej pacjentce mówię przy tej okazji, że antykoncepcja hormonalna najskuteczniej zabezpiecza przed ciążą, ale jednocześnie należy stosować prezerwatywy, bo chronią przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, również przy seksie oralnym – dodaje ginekolożka.

Jeśli nawet rządowy projekt znoszący receptę na awaryjną tabletkę zostanie podpisany przez prezydenta, nastolatka będzie mogła wziąć ją za plecami rodziców, w porządku, ale antykoncepcji hormonalnej bez zgody rodzica – już nie przyjmie. Choć badania wskazują, że jest tak samo bezpieczna i u młodych, i u dorosłych kobiet.

Czego oczekuje się od dziewczyn

Przeciwnicy oddania nieletnim prawa do decydowania o tym, czy użyją „pigułki po”, argumentują, że to za wcześnie, że małolaty są nieodpowiedzialne, a przede wszystkim – że tabletka rujnuje młody organizm (zawarty w niej octan uliprystalu, analog progesteronu, ma dawkę odpowiadającą dziesięciu tradycyjnym pigułkom). Tymczasem na stronie Europejskiej Agencji Leków czytamy, że preparat ten jako forma antykoncepcji doraźnej jest odpowiedni dla kobiet w wieku rozrodczym, również młodych. Nie wykazano żadnych różnic w zakresie bezpieczeństwa lub skuteczności w porównaniu z kobietami w wieku co najmniej 18 lat.

WHO podkreśla, że nie ma granicy wieku dla antykoncepcji awaryjnej. O bezpieczeństwie stosowania tabletek zapewniają też European Society of Human Reproduction and Embryology i Amerykańska Akademia Pediatryczna – dodaje dr Agnieszka Nalewczyńska z Fundacji Jeszcze. Jej zdaniem rząd powinien wreszcie poważnie podejść do tematu zdrowia prokreacyjnego, bo na razie młodzież jest stawiana pod ścianą. Zgodnie z kodeksem karnym wiek zgody na seks wynosi 15 lat. Skoro zatem 15-latki mogą uprawiać seks, muszą się liczyć z zajściem w ciążę.

Tylko co dalej? – Z jednej strony mówi się, że dziewczyny nie są wystarczająco odpowiedzialne, by stosować na własną rękę środek opóźniający owulację. Z drugiej oczekuje się, że jak zajdą w ciążę, to mają się nagle tą odpowiedzialnością wykazać, rodząc dziecko i – nierzadko – samotnie je wychowując. Gdzie logika? – pyta Nalewczyńska.

Tymczasem ciąża nastolatki jest z góry uznawana za ciążę wysokiego ryzyka – to znacznie większe obciążenie dla rozwijającego się organizmu niż przyjęcie nawet kilku tabletek w krótkim czasie. Częste są przypadki wcześniactwa i związanych z nim problemów zdrowotnych u dzieci młodocianych mam.

Po antykoncepcję awaryjną sięgają raczej 20-latki

Takie jest też stanowisko WHO: skutki przyjęcia pigułki awaryjnej są znacznie mniej obciążające dla młodego organizmu niż zajście w ciążę. Wśród efektów ubocznych przyjęcia octanu uliprystalu wymieniane są: biegunka, nietypowe lub nieregularne krwawienie z pochwy, obfite lub przedłużające się krwawienie miesiączkowe, podrażnienie pochwy lub upławy, uderzenia gorąca, zaburzenia apetytu, niepokój, pobudzenie, zaburzenia snu, zmiany skórne, gorączka, dreszcze. Znacznie rzadziej obserwowano m.in. ból narządów płciowych, pęknięcie torbieli jajnika, zawroty głowy, drżenie, dezorientację, omdlenia, obrzęk twarzy.

Dzieje swobodnego dostępu do pigułki „dzień po” są w naszym kraju krótkie i burzliwe (była wydawana bez recepty w latach 2015–17, również od 15. roku życia). Może dlatego wciąż wałkujemy te same kwestie – bezpieczna czy nie? Będzie nadużywana czy nie ma obaw?

Chyba niepotrzebnie, bo jak zbadała firma Millward Brown, w czasach bez recepty awaryjną tabletkę kupowało tylko 2 proc. nieletnich, a najczęściej osoby między 25. a 30. rokiem życia (45 proc.). Przydałby się kolejny krok: – Najlepszym rozwiązaniem byłoby to, co robi się już m.in. w Wielkiej Brytanii, czyli refundacja antykoncepcji, która jest wydawana bezpłatnie u położnej i lekarza rodzinnego. Czy to zachęci młodych do wczesnych prób inicjacji? Nie obawiałabym się, nastolatki są ostrożne, nie chcą brać hormonów, boją się, że to nie jest naturalne, że od hormonów się tyje – uważa Olga Błaszczak-Galewska.

Parasol ochronny nad młodymi ludźmi jest ważny – jednak niech nim będzie rzetelny system edukacji w zakresie antykoncepcji i tak dostosowany system opieki zdrowotnej, by nastolatki mogły liczyć na pomoc we wszystkich kwestiach dotyczących i zdrowia, i płodności.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Czarna legenda marszałka Pétaina. We Francji to nadal bolesna i otwarta rana

Proces o zdradę stanu nie zawsze kończy sprawę, czasem na pokolenia zostaje otwarta narodowa rana. Przykładem skazanie marszałka Philippe’a Pétaina za kolaborację z Hitlerem.

Adam Krzemiński
27.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną