Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Tęczowa Matka Boska nie obraża. To było pięć lat walki o uznanie prawa do protestu

Protest solidarności z Elżbietą Podleśną w Warszawie Protest solidarności z Elżbietą Podleśną w Warszawie Jędrzej Nowicki / Agencja Wyborcza.pl
Przed Sądem Najwyższym zakończyła się ostatnia rozprawa kobiet oskarżonych o obrazę uczuć religijnych. Chodzi o tęczową Maryję. Sąd uznał, że kasacja jest bezzasadna. Aktywistki są niewinne.

Sąd oddalił kasację, uznając ją za bezzasadną. Czuję ogromną ulgę i satysfakcję. Ten wyrok to kolejne potwierdzenie, że jesteśmy niewinne – mówi Joanna Gzyra-Iskandar, jedna z oskarżonych kobiet.

Pięć lat temu Anna Prus, Joanna Gzyra-Iskandar oraz Elżbieta Podleśna rozkleiły wokół kościoła św. Dominika w Płocku naklejki z Matką Boską Równościową. W skrócie: Tęczochowską. Matka Boska na plakacie zamiast aureoli miała tęczę, a cała akcja była odpowiedzią na wystrój Grobu Pańskiego w lokalnym kościele. Przekaz, który płynął z instalacji, był homofobiczny: zestawiono w niej słowa „nienawiść”, „kłamstwo” czy „zdrada” z pojęciem LGBT. Do akcji wkroczyły aktywistki znane ze swojego zaangażowania i pracy na rzecz tej społeczności.

Kto obraża uczucia religijne...

Elżbieta Podleśna jest terapeutką, która od lat przyjmuje pacjentów z tej grupy. Wie, z jakimi problemami się borykają. Że ich codziennością jest doświadczenie dyskryminacji i wykluczenia za to, kim są. Polska bowiem od dawna zajmuje niechlubne pierwsze miejsce wśród najbardziej homofobicznych krajów Unii Europejskiej. W 2023 r. czwarty raz znalazła się na ostatnim miejscu w ILGA-Europe, najważniejszym rankingu badającym poziom równouprawnienia dla osób LGBT na kontynencie. Najgorzej jest w Azerbejdżanie, najlepiej na (katolickiej) Malcie. Polska dostała 15 proc. na 100, zajmując w całej Europie 42. miejsce na 49. Gorzej jest w San Marino, na Białorusi, w Monako, Rosji, Armenii, Turcji i wspomnianym Azerbejdżanie.

Protestem aktywistek poczuł się urażony proboszcz Tadeusz Łebkowski (reprezentowany przez Ordo Iuris) oraz Kaja Godek, inspiratorka projektu „Stop LGBT”. Oskarżała prokuratura oraz Łebkowski i Godek w roli oskarżycieli posiłkowych.

Podleśna, Gzyra-Iskandar i Prus zostały oskarżone na podstawie art. 196 kk, który brzmi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Sąd Najwyższy o tęczowej Matce Boskiej

Kiedy w 2021 r. sąd w Płocku uniewinnił oskarżone, sędzia tak uzasadniała wyrok: „Działania aktywistek miały charakter prowokujący, ale miały na celu zwrócenie uwagi na homofobiczny i krzywdzący wystrój w kościele w Płocku. Oskarżone zrobiły to, by pokazać, że takie działania są nieakceptowalne”. Dodała, iż „nie była zamiarem aktywistek obraza niczyich uczuć religijnych ani znieważenie obrazu Matki Boskiej. Ich działania miały na celu ochronę osób dyskryminowanych”.

Sprawa trwała pięć lat. Wcześniej aktywistki dwukrotnie zostały uniewinnione przez sądy pierwszej i drugiej instancji. Prokuratura i oskarżyciele posiłkowi skorzystali z nadzwyczajnego środka odwoławczego, czyli kasacji. Rozprawa była planowana na 27 października 2023, ale do jej rozpatrzenia zostali wyznaczeni neosędziowie. Obrońcom udało się ich wyłączyć. Sprawę tym razem rozpatrywał trzyosobowy skład sędziowski: Dariusz Kala, Andrzej Tomczyk i Eugeniusz Wildowicz.

„Nasi oskarżyciele (prokuratura, Kaja Godek, reprezentowany przez Ordo Iuris Tadeusz Łebkowski, twórca homofobicznego grobu pańskiego, sprawca tego zamieszania) skorzystali z nadzwyczajnego środka odwoławczego, adekwatnego do nadzwyczajnej sytuacji, jaką jest umieszczenie gdzieś tęczowej flagi. Oznacza to, że najwyższy z sądów będzie decydował, czy nasz przypadek wymaga ponownego rozpatrzenia przez sąd niższej instancji” – napisała na Facebooku Anna Prus.

Kto ma w Polsce prawo do protestu

Tęcza nie obraża, a my miałyśmy i mamy prawo do protestu, do tego, by stanąć w obronie mniejszości, która w Polsce jest dyskryminowana i doświadcza przemocy ze strony Kościoła, państwa i części społeczeństwa – mówi Joanna Gzyra-Iskandar. Po pięciu latach ma poczucie, że zamknął się ważny etap. Etap, który kosztował wiele stresu i nerwów. – Owszem, to już zamknięty rozdział. Jednak w zakresie walki o prawa mniejszości LGBT nadal jest bardzo wiele do zrobienia, ponieważ państwo wciąż jej nie chroni, wciąż nie ma regulacji prawnych, które zapewniałyby jej poczucie bezpieczeństwa. To dlatego pięć lat temu wzięłyśmy jako aktywistki sprawy w swoje ręce, a teraz apelujemy do rządzących, by jak najszybciej taką ochronę wprowadzić – dodaje Gzyra-Iskandar.

Zaznacza, że wybór abp. Tadeusza Wojdy, który inspirował ataki na białostocki marsz równości, na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski jest jasnym sygnałem, że w sprawie ochrony praw osób LGBT jest w Polsce bardzo wiele do zrobienia.

– Dziś zarzucono nam, iż postąpiłyśmy niewłaściwie, bo jeśli poczułyśmy się urażone tą nienawistną instalacją, powinnyśmy były protestować zgodnie z prawem. A my postąpiłyśmy zgodnie z prawem, bo mamy prawo do protestu – dodaje działaczka.

Podczas poprzedniej rozprawy Kaja Godek pytała Elżbietę Podleśną: „Czy ma pani świadomość, że grzech sodomii należy do grzechów wołających o pomstę do nieba?”. Z kolei urażony proboszcz mówił, iż doszło do sięgnięcia po „wizerunek królowej Polski, której to wizerunek jest na sztandarach narodowych, żeby go zniekształcić sześcioma kolorami, które w publicznej wiedzy i świadomości są oznaką zaburzeń, zboczeń i odchyleń. (...) Obliczone to było na głębokie zranienie tych, którzy czczą Matkę Bożą”.

Sędziowie Sądu Najwyższego mieli inne zdanie. Zdecydowali, że kasacja nie zostanie uwzględniona, a sprawa nie zostanie skierowana do ponownego rozpatrzenia. Wyrok uniewinniający pozostaje w mocy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Dlaczego książki drożeją, a księgarnie upadają? Na rynku dzieje się coś dziwnego

Co trzy dni znika w Polsce jedna księgarnia. Rynek wydawniczy to materiał na poczytny thriller.

Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
18.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną