Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Złota, ale skromna. Nowa rezydencja dla abp. Jędraszewskiego mówi dużo o Kościele

Orszak Trzech Króli w Krakowie Orszak Trzech Króli w Krakowie Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Krakowskie Castel Gandolfo – tak niektórzy duchowni nazywają nową siedzibę dla metropolity Marka Jędraszewskiego. Ma mieć do dyspozycji 200 m kw. powierzchni mieszkalnej, wielki ogród i własną służbę.

Abp Jędraszewski w lipcu skończy 75 lat, osiągnie więc kościelny wiek emerytalny, który oznacza konieczność wyprowadzki z dotychczasowego lokum. Według doniesień mediów metropolita przeprowadzi się do posiadłości przy ul. Warszawskiej, na terenie parafii p.w. św. Floriana w Krakowie, w świetnie skomunikowanym miejscu (w pobliżu jest m.in. dworzec kolejowy). Trzykondygnacyjna budowla pochodzi z XVII w., przylega do niej rozległy ogród (w mediach społecznościowych parafii jest sporo zdjęć z organizowanych tam festynów dla wiernych) otoczony wysokim murem. Na wzór letniej rezydencji papieży pod Rzymem nowa siedziba metropolity nazywana bywa z przekąsem krakowskim Castel Gandolfo.

Hejt hierarchy

„Fascynuje mnie pytanie, po co arcybiskupowi emerytowi dwustumetrowe mieszkanie. Samotny mężczyzna, jak sądzę, chyba nie potrzebuje aż takich przestrzeni. Ale co ja tam wiem o standardach życia emerytowanych metropolitów” – napisał w mediach społecznościowych katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

Przypomniał przy okazji nieprawidłowości „nie do pogodzenia z nauczaniem społecznym Kościoła”, do jakich dochodziło w Archidiecezji Krakowskiej: „Podnoszony czynsz świeckim, tak by sami zrezygnowali z wynajmu mieszkań, bo ich obecność mogłaby przeszkadzać arcybiskupowi emerytowi. Łamanie standardów, których złamanie zarzucano proboszczowi Bazyliki Mariackiej i których złamanie miało być powodem wezwania go do rezygnacji”. To jednak tylko część „zasług” krakowskiego hierarchy dla polskiego Kościoła.

Jędraszewski nie kryje zaangażowania politycznego (kazał dziękować Bogu za braci Kaczyńskich), co rusz obraża i hejtuje osoby LGBT (nazywa je „tęczową zarazą”) oraz kobiety (w Wielki Piątek stwierdził, że rządzący w imię wolności kobiet usiłują „zafundować narodowi kolejny holokaust nienarodzonych”). Słynie z wykorzystywania religii do bezpardonowej walki o kościelne dobra doczesne, co objawia się opisywanymi m.in. w „Polityce” targami z władzami miasta o nieruchomości czy wprowadzeniem „dziesięciny”, nowego podatku (10 proc. przychodów z działalności) od parafii i organizacji kościelnych.

– Zamiłowanie abp. Jędraszewskiego do wystawnego trybu życia jest powszechnie znane, wiadomości o jego nowej rezydencji nie są więc dla mieszkańców Krakowa niestety żadnym zaskoczeniem – komentuje miejski radny PO Dominik Jaśkowiec. Zapowiada jednak, że wystąpi z interpelacją w sprawie kontroli na terenie parafii p.w. św. Floriana, bo wyszło na jaw, że historyczny obiekt jest remontowany bez wiedzy i zgody wojewódzkiego konserwatora zabytków. Media odkryły także to, że hierarcha kilka razy osobiście doglądał prac, a dotychczasowy lokator, proboszcz Grzegorz Szewczyk, musi opuścić rezydencję. Według krakowskiej kurii „sam zrezygnował z urzędu”, ale pytany przez dziennikarzy, czy jego miejsce w budynku parafialnym zajmie abp Jędraszewski, Szewczyk stwierdził, że „im ciszej wokół tej sprawy, tym lepiej (…), inaczej zrobi się zła atmosfera, a to byłoby źle. I dla parafii, i dla znamienitego lokatora”.

Biskupom się należy

„Należy podjąć wszelkie starania, by zapewnić im pogodę ducha i środki materialne w ludzkim kontekście, co do którego rozsądnie wyrażą pragnienie” – tak o prawach emerytowanych polskich hierarchów mówi dokument „Ofiarują wspólnocie swoją mądrość i doświadczenie. Status biskupów seniorów diecezjalnych i pomocniczych”. Został przyjęty w 2013 r. w trakcie zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, co oznacza, że biskupi sami zdecydowali, co im z urzędu przysługuje na emeryturze.

Powołali się na adhortację apostolską Jana Pawłą II „Pastores gregis” (Pasterze owczarni), w której czytamy: „Biskupi emeryci to kategoria pasterzy zasługujących na szczególną uwagę (…). Cały Kościół żywi głęboki szacunek dla tych naszych braci, którzy pozostają ważnymi członkami Kolegium biskupów oraz jest im wdzięczny za posługę pasterską, którą spełniali i nadal pełnią, ofiarując w ten sposób wspólnocie swoją mądrość i doświadczenie. Niech kompetentna władza docenia to ich osobiste dziedzictwo duchowe, w którym zachowana jest drogocenna pamięć Kościołów, którym przewodzili przez lata”. Konferencja Episkopatu Polski doceniła to w sposób, o jakim zwykły człowiek, także ksiądz, może tylko pomarzyć.

Do obowiązków diecezji należy zapewnienie biskupowi seniorowi „odpowiedniego mieszkania”, które zapewni mu „godne życie”. Co to oznacza? W obrębie mieszkania powinna być możliwość urządzenia kaplicy ze wszystkimi uprawnieniami przewidzianymi przez Kodeks Prawa Kanonicznego, łącznie z przechowywaniem Najświętszego Sakramentu. Diecezja pokrywa koszt codziennego wyżywienia, opłaca rachunki (prąd, ogrzewanie, woda, gaz, śmieci), musi zatrudnić osobę do prowadzenia domu i kolejną do przycinania trawy i gałęzi w ogrodzie. Emerytowanemu biskupowi należy się też pełna darmowa opieka w przypadku choroby, zwrot kosztów podróży służbowych, a gdy „boleśnie odczuwa samotność”, „w miarę możliwości” także kapłańska pomoc księdza kapelana.

Oprócz zwykłej emerytury płaconej przez ZUS emerytowany hierarcha otrzymuje stałe wynagrodzenie w wysokości dotychczas pobieranej pensji (z zachowaniem rewaloryzacji). Według medialnych doniesień to kwoty od kilku do kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Niejeden biskup w trakcie kilkudziesięcioletniej posługi zgromadził oszczędności, a także nieruchomości (rekordzistą jest abp Sławoj Leszek Głódź – jego majątek dziennikarze Wirtualnej Polski wraz z ekspertami wycenili na ok. 15 mln zł). – Do tego dochodzi aktywność duszpasterska biskupów na emeryturze: bierzmowania, wizytacje, poświęcenia, intencje mszalne itp. – mówi „Polityce” osoba znająca świat kościelnych finansów. Według niej znani emeryci (a takim na pewno będzie Jędraszewski) otrzymują ogromne stawki, sięgające nawet 8–10 tys. zł za niedzielny wyjazd (msza i kazanie) do niewielkiej parafii.

Są to pieniądze, które emerytowany biskup zatrzymuje niemal w całości dla siebie. Sam musi płacić jedynie za swoje leki, abonament telefoniczny i RTV, prywatne podróże oraz za dodatkową służbę (o ile uzna, że jedna osoba do obsługi nie wystarczy). Jakby tego było mało, w dokumencie „Ofiarują wspólnocie swoją mądrość…” czytamy: „Wskazania zawarte w niniejszym dokumencie nie ograniczają biskupa diecezjalnego, który zechce, na miarę możliwości diecezji, udzielić jeszcze szerszej pomocy biskupom seniorom”.

Odliczanie do emerytury

Biuro prasowe Archidiecezji Krakowskiej nie odpowiedziało na pytania reportera „Polityki” o to, czy abp Jędraszewski zamieszka na terenie parafii pw. św. Floriana sam, a także jakie są koszty jej remontu i czy inwestor otrzymał pozwolenie konserwatora zabytków. – Z punktu widzenia prawa kościelnego wszystko jest w porządku, ale pod względem moralnym to zwykły skandal – tak o szykowanej dla Jędraszewskiego siedzibie mówi ks. prof. UKSW Andrzej Kobyliński, filozof i etyk. I dodaje: – Przez 2 tys. lat historii Kościoła większość biskupów pochodziła z bogatych i wpływowych rodów arystokratycznych. W porównaniu z ich pałacami plebania parafii św. Floriana może się wydawać skromną chatką, ale świat poszedł do przodu i obecne oczekiwania społeczne wobec biskupów i księży są zgoła odmienne.

Od końca lat 60., wraz z głęboką reformą Kościoła po Soborze Watykańskim II, w świecie zachodnim arystokratyczny styl życia biskupów zaczął odchodzić w przeszłość. Dziś znakomita większość z nich mniej zarabia i skromniej mieszka, a po przejściu na emeryturę nawet nie myśli o osobnych rezydencjach. Tak jest np. we włoskiej diecezji Concordia-Pordenone, w której ks. prof. Kobyliński pracuje duszpastersko w okresie wakacji i świąt: tamtejszy emerytowany bp Ovidio Poletto od 2011 r. mieszka w Domu Księży Emerytów. – W Polsce natomiast ukształtował się model bizantyjsko-komunistyczny, czyli życie w przepychu połączone z uprzywilejowaną pozycją polityczną, społeczną i finansową, której korzenie sięgają czasów PRL – mówi Kobyliński.

Jak zauważa, władze komunistyczne – przy pomocy bezpieki – miały decydujący wpływ na nominacje biskupie. Dodatkowo od lat 70. komuniści zaczęli zabiegać o kształtowanie dobrych relacji z biskupami i całym duchowieństwem: – W latach 80. gen. Wojciech Jaruzelski wydawał polecenia służbowe sekretarzom wojewódzkim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, żeby na wszelkie sposoby szli na rękę lokalnym biskupom, a dzięki roli, jaką odegrał Kościół w transformacji ustrojowej 1989 r., ich wyjątkowe wpływy polityczne utrzymały się przez ostatnie trzy dekady. Symbolicznym końcem tej epoki są wybory parlamentarne z 15 października 2023 r., które pokazały, że w Polsce można przejąć władzę, niosąc na sztandarach hasła antykościelne i antyklerykalne.

W ocenie ks. prof. Kobylińskiego dokument z 2013 r., który uprzywilejowuje emerytowanych biskupów, to ewenement może nawet na skalę globalną. – Nie znam żadnego innego kraju, w którym biskupi sami sobie zagwarantowali tak daleko idące przywileje emerytalne. Ale skoro w naszym społeczeństwie są traktowani jak książęta czy państwowi ministrowie, to trudno się dziwić, że także biskupia jesień życia łączy się z luksusem – mówi. W jego ocenie potrzebna jest reforma prawa kościelnego ograniczająca władzę biskupów: – Inaczej nie zatrzymamy dramatycznego rozpadu Kościoła jako instytucji – przekonuje.

Radny Dominik Jaśkowiec zdaje się jednak w kościelne reformy nie wierzyć i jak wielu krakowian (także duchownych), odmierza czas do 24 lipca 2024 r., czyli spodziewanego przejścia Jędraszewskiego na emeryturę. To nie przenośnia: w internecie działa zegar, który odlicza każdą sekundę. W chwili postawienia ostatniej kropki w tym tekście zostało 110 dni, 9 godz., 36 min i 11 s.

Więcej na ten temat

Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Pięć dziwactw polskiej polityki. To dlatego czeka nas zapewne dreszczowiec dekady

Nasza krajowa polityka, choć wydaje się na co dzień zwyczajna i banalna, ma jednak swoje wyraziste cechy, może i dziwactwa – w skali europejskiej i nie tylko. Te znaki szczególnie mocno się ujawniają i będą wpływać na kluczowe wydarzenia, także na wybory 9 czerwca i prezydenckie. Oto kilka z takich osobliwości.

Mariusz Janicki
16.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną