Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Zimowe igrzyska: czas start! Ceremonia otwarcia i sport chaosu w świecie nie przyćmią

Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r. Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r. mat. pr.
Skrzypce Stradivariusa, latające koła olimpijskie i kontrowersje wokół Amerykanów. Najważniejsze zimowe zawody czterolecia rozpoczynają się właśnie w północnych Włoszech – w momencie, w którym nad wyraz trudno o olimpijski pokój.

Włoski hymn wykonała Laura Pausini, nieco zapomniana gwiazda muzyki pop przełomu wieków. Śpiewano go jednocześnie na Stadionie Giuseppego Meazzy w mediolańskiej dzielnicy San Siro i specjalnie wytyczonych promenadach w Bormio, Livigno i Cortina d’Ampezzo, gdzie również toczyć się będą sportowe zmagania. W Mediolanie, stolicy Lombardii, wystąpią hokeiści i łyżwiarze. Bardziej typowe konkurencje zimowe będziemy oglądać w Dolomitach, w miejscach doskonale znanych europejskim amatorom narciarstwa (lub letnich górskich wycieczek).

Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.mat. pr.Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.

Igrzyska i włoska tożsamość

Na mediolańskim stadionie jako pierwszy z vipów pojawił się włoski prezydent Sergio Mattarella, a jego „motorniczym” w specjalnym klipie – obaj przemieszczali się zabytkowym tramwajem – był wybitny rajdowiec i motocyklista Valentino Rossi. Towarzyszyła mu szefowa MKOl Kirsty Coventry. Część artystyczna ceremonii trwała relatywnie krótko, zdecydowanie największą atrakcją była próba zsynchronizowania wydarzeń w czterech lokalizacjach, do których widzów regularnie przenosili realizatorzy.

Motywem przewodnim było zderzenie gór i nizin, miasta i małych osad na zboczach Dolomitów. Oprócz Pausini o oprawę muzyczną zadbała Mariah Carey, śpiewając dość nietypową – bo wręcz przeraźliwie wolną – wersję szlagieru „Nel Blu dipinto di Blu” Domenico Modugno. Wcześniej orkiestra symfoniczna, w skład której weszli także muzycy z Budapesztu, wykonała utwory Giuseppe Verdiego. Głównym motywem choreografii była harmonia, synonim włoskiej tożsamości narodowej. Słońce współistniejące z górami i śniegiem, sporty zimowe i letnie, szybkie tempo życia w mieście i spowolnienie poza nim. Organizatorzy chcieli przekazać światu to, co o Włoszech mówi się często – że w jednym kraju można doświadczyć wszystkiego.

Do historii i bogactwa kulturowego Włoch nawiązał skrzypek Giovanni Andrea Zanon, który zagrał na oryginalnym Stradivariusie, instrumencie wykonanym w 1716 r. To hołd dla Lombardii – Stradivari wywodził się z położonej niedaleko Cremony. Istotne były też w piątek akcenty modowe i kreacje Giorgio Armaniego.

Na płycie głównej stadionu wystąpił również Pierfrancesco Favino, jeden z najbardziej znanych włoskich aktorów, w Polsce znany m.in. z nagradzanego na międzynarodowych festiwalach filmu „Nostalgia” o kulisach działania neapolitańskiej Camorry. Favino recytował poemat „L’Infinito” („Nieskończony”) Giacomo Leopardiego. Tekst z 1819 r. jest jednym z najbardziej znanych włoskich utworów poetyckich, symbolizuje siłę ludzkiej wyobraźni i pragnienie doświadczenia całego świata.

Leopardi, chłopak zamknięty w granicach miasteczka w regionie Marche, marzył o ucieczce i eksplorowaniu innych miejsc we Włoszech i poza nimi. W wierszu tłumaczył, że czas i przestrzeń są ograniczone, ale ich wartość jest nieograniczona – ludzie tego nie doświadczają, bo nie dają sobie na to szans. Poemat to apel o odwagę i przełamywanie własnych limitów. W kontekście igrzysk miał być spoiwem między przeszłością i teraźniejszością, miastem i górami, energią i spokojem.

Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.mat. pr.Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.

Hokeiści w Mediolanie, zjazdowcy w Cortinie

Podczas ceremonii oglądaliśmy też rzecz jasna długi tradycyjny przemarsz wszystkich reprezentacji. Atrakcją byli prowadzący je członkowie ekipy artystycznej, ubrani w futurystyczne szare płaszcze, niosący lodowe bloki z wypisanymi na nich nazwami krajów. Defilada nie była tak efektowna, jak często ma to miejsce na igrzyskach letnich, nie tylko z powodu znacznie mniejszej liczby uczestników i państw. Sportowcy byli podzieleni na grupy – maszerowali w kilku lokalizacjach jednocześnie. Poza najmniej licznymi kadrami, jak te z krajów afrykańskich czy bliskowschodnich, praktycznie każda miała kilkoro chorążych i z kibicami witała się tam, gdzie będzie startować. Hokeiści w Mediolanie, zjazdowcy w Cortinie, biathloniści w Anterselvie.

Wiele ekip wykorzystało okazję, by powitać się z szerszą publicznością przy pomocy choreografii tanecznych. Zwłaszcza małe delegacje, jak Brytyjczycy w Cortinie, przykuwali uwagę skoordynowanymi ruchami. Większe skupienie było widać u sportowców reprezentujących tradycyjne zimowe potęgi – Austrię, Niemcy, Kanadę czy Norwegię. Dla tych państw igrzyska w Mediolanie-Cortinie, wracające do Włoch po dwóch dekadach (w 2006 r. gospodarzem był Turyn), są nie tylko najważniejszą imprezą czterolecia, ale też elementem narodowej tożsamości.

Czytaj też: Szanse na medale dla Polski? Oby udało się oszukać statystykę

Polska reprezentacja. Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.Piroschka Van De Wouw / Reuters/ForumPolska reprezentacja. Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, 6 lutego 2026 r.

Pod ochroną ICE

Organizatorzy dołożyli starań, żeby wybrzmiał główny przekaz, czyli jedność, harmonia i pokój, nawiązujące do starożytnej idei zawieszania walk i konfliktów zbrojnych na czas igrzysk. Ale mało kto dziś wierzy w tak potężną moc sportowej rywalizacji. Od dawna – może nawet od zbojkotowanych przez Zachód letnich igrzysk w Moskwie w 1980 r. – mało kto ma ochotę po prostu oglądać sport. Nie mówiąc o tym, że nie da się go już oddzielić od polityki.

Kontrowersji i tym razem nie brakuje. Matteo Salvini, skrajnie prawicowy polityk, lider Ligi, apologeta Władimira Putina i wicepremier w rządzie Giorgii Meloni, próbuje wykorzystać igrzyska do resuscytacji swojej partii. Notowania Ligi spadają, elektorat przejęła Meloni i Bracia Włosi, więc Salvini wrócił do matecznika, na północ, mówiąc, że „spodziewa się po organizatorach igrzysk infrastruktury, która posłuży Włochom przez kolejne pół wieku”.

Sama Meloni chce przy okazji zawodów zacieśnić partnerstwo z USA Donalda Trumpa, choć wizerunkowo zaczyna być to coraz bardziej kosztowne. Kontrowersje wywołało zwłaszcza to, że ICE, policja imigracyjna, ochrania amerykańską kadrę w Mediolanie i Cortinie. Co prawda włoskie MSW i Amerykanie zapewniają, że funkcjonariusze podlegający Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego będą działać wyłącznie na terenie amerykańskiej misji i w placówkach dyplomatycznych, ale nie wszystkich to przekonuje. W dniach poprzedzających igrzyska odbyły się protesty przeciw obecności ICE we Włoszech, prowadzone głównie przez lokalne ruchy studenckie i organizacje lewicowe. Opinia publiczna jest też krytyczna wobec wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, który obejrzał zmagania hokeistów, odwiedził Rzym, spotykał się z Meloni, był też na piątkowej ceremonii.

Igrzyska w Mediolanie i Cortinie będą niewątpliwie popisem sportowców najwyższej klasy. Co nie zmienia faktu, że odbywają się w momencie, gdy światowa uwaga i opinia publiczna skierowane są gdzie indziej. Biorąc pod uwagę rosnące tendencje autorytarne, brutalną wojnę w Ukrainie (ukraińska ekipa była podczas ceremonii głośno fetowana przez publiczność), konflikt w Sudanie czy wciąż nierozwiązaną sytuację w Strefie Gazy – sport mógłby dać przynajmniej chwilowe wytchnienie. Jego siła oddziaływania jest jednak znacznie mniejsza, a problemy poza stadionami i skoczniami – trudne do zignorowania.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną