Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Hejt na polską skoczkinię. Łaska kibiców na pstrym koniu jeździ

Pola Bełtowska Pola Bełtowska Eibner-Pressefoto / Memmler / imago sport / Forum
Znów to przerabiamy: sukces celebruje się w Polsce zbiorowo, porażki są indywidualne i niewybaczalne. Taki hejt może zniszczyć karierę i psychicznie pogruchotać.

Polska w jedną dobę pokazała dwie różne twarze i dwie strony – nomen omen – tego samego medalu. W poniedziałek 19-letni Kacper Tomasiak wyskakał srebro w Predazzo, wywołując eksplozję radości w polskich mediach i social mediach. Dzień później sukcesu nie udało się powtórzyć. W konkursie drużyn mieszanych podczas zimowych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo Polska zajęła przedostatnie, 11. miejsce. Cztery lata wcześniej była szósta.

Pola Bełtowska, „najsłabsze ogniwo”

„Drużyna jest tak mocna jak jej najsłabsze ogniwo”, stwierdzili nie bez racji komentujący te zawody Igor Błachut i Michał Korościel. Tak spuentowali występ 19-letniej Poli Bełtowskiej, która w całej stawce wypadła najgorzej (skoczyła na odległość 82 m). Żeby Polska liczyła się w grze o medale, a przynajmniej awansowała do serii finałowej, Tomasiak musiałby odrobić te straty, czyli pobić rekord skoczni i pewnie jeszcze trochę dołożyć. W polskiej ekipie znaleźli się poza tym Anna Twardoch i Paweł Wąsek.

Nie udało się. Zdarza się i w dodatku było do przewidzenia. Wielu sportowców – zwłaszcza debiutantów i zwłaszcza z krajów bez sensownej infrastruktury – jedzie na igrzyska, żeby przetrzeć szlaki na starcie kariery, zmierzyć się z presją i nerwami, nabrać doświadczenia. Medale to w najlepszym wypadku miła niespodzianka o charakterze – jak u Tomasiaka – jednak sensacji.

Po latach posuchy coś na polskich skoczniach rzeczywiście drgnęło, choć dotyczy to głównie kadry męskiej – o niej jest głośniej, ją się ogląda. Żeńska dopiero się wykuwa, skromna, niedoinwestowana, przyćmiewana przez kolejnych domniemanych lub rzeczywistych „następców Małysza i Stocha”. Skoki są w Polsce nadal bardzo męską dyscypliną. Dlaczego na igrzyskach miałby zdarzyć się cud?

Dodajmy zresztą, że w tym roku pierwszy raz udało się skompletować kobiece ekipy we wszystkich olimpijskich dyscyplinach. Nie startują nie dlatego, że brak im talentu czy śmiałości, ale głównie zachęt, również albo zwłaszcza finansowych.

Czytaj też: Igrzyska we Włoszech, czyli skoki, boje i stroje

„Jestem jechana z góry na dół”

Zdrowy doping też by się przydał. Młode dziewczyny oczywiście pcha się do sportu, ale jeśli są aktywne w social mediach – a zwykle są – to się pewnie dwa razy zastanowią. „Samym Kacprem awansu nie zrobimy”, relacjonował jeden ze sportowych portali, bo Tomasiak z dnia na dzień został nieomal drugim Małyszem. Na szczęście ponoć jest odporny psychicznie.

Czy obwiniana o porażkę Pola Bełtowska jest? „Mogłem ja zamiast Bełtowskiej pojechać”, „Nielot z Polski wybrał się na wycieczkę do Włoch”, „Dno, całkowita kompromitacja”, „Wstyd i blamaż” – piszą chóralnie internauci, by zacytować tylko to, czego nie trzeba cenzurować i co nie jest życzeniem śmierci. Niektórzy dodają asekuracyjnie: krytyka to nie hejt. Ale hejt to nie krytyka i chyba nie umiemy tego w Polsce rozróżniać.

„Nie czytam komentarzy w sieci, ale dostaję takie wiadomości prywatne, że to jest… kosmos – powiedziała Pola Bełtowska portalowi Skijumping.pl. – To jest taki hejt, że nie spodziewałam się, że ludzie mogą pałać do mnie aż taką nienawiścią. Nie robię tego specjalnie, a jestem jechana z góry na dół. Nie odpisuję na te wiadomości. Hejt zawsze był i będzie, więc nie biorę tego do siebie. Jeśli komuś jest lepiej, niech pisze...”. Od siebie dodam naiwnie: nie, niech nie pisze, niech sobie radzi z emocjami inaczej.

Polski Związek Narciarski, któremu wiele można zarzucić, tu zachował się przyzwoicie. Wydał w sprawie oświadczenie: „Nie ma i nigdy nie będzie naszej zgody na karygodny hejt, który uderza w Polę Bełtowską. To, co obserwujemy, przekroczyło wszelkie granice krytyki sportowej. To personalny atak, w wyniku którego cierpi nie tylko zawodniczka, ale także jej najbliżsi.

Granica została przekroczona. Każdy sportowiec może mierzyć się z merytoryczną oceną swoich startów, ale nikt nie może godzić się na hejt i prywatne wiadomości pełne nienawiści. Jako Związek stoimy za naszymi zawodnikami murem. Wspieramy ich nie tylko w chwilach triumfu, ale przede wszystkim wtedy, gdy stają się celem bezpardonowych ataków. Pola ma nasze pełne wsparcie: merytoryczne, ludzkie oraz opiekę psychologa współpracującego z kadrą”.

Czytaj też: Pieróg olimpijski, czyli maskotki w służbie narodu. To może być polska soft power

Polski sport narodowy

Hejt w świecie sportu to czasem forma zemsty za przegrany zakład bukmacherski, ale – podejrzewam – coraz częściej jest „bezinteresowny”. Źródła frustracji są zresztą wtórne. Atakowanym żadnej różnicy to nie robi.

Recenzowanie i karcenie zawodniczek i zawodników, którym powinęła się noga, to najwyraźniej nasz sport narodowy. Wymownym przykładem jest w ostatnich latach zwłaszcza Iga Świątek, najbardziej utytułowana w tourze, ciągle w czołówce, mimo że tenis jest w Polsce dyscypliną niszową. A jednak odsądzana od czci i wiary, ilekroć przegra mecz. Gdy wygrywa Wimbledon – sukces jest wspólny i hucznie fetowany (pompowanie balonika oczekiwań to też – patrz Tomasiak – groźna narodowa zabawa). Gdy odpada – sama jest sobie winna i nie dorasta rywalkom do pięt. „Skończyła się”. „Daleko nam do prowincji, co nie znaczy, że pożegnaliśmy się z wewnętrznym prowincjuszem”, pisał niedawno w „Polityce” Mateusz Witkowski, a stosunek do sportowców też dobrze obnaża nasze kompleksy. Sądzimy, że wystawiają nam na świecie świadectwo, wygrywając (oby!) lub przegrywając (broń Boże!), a robimy to sobie sami.

O hejcie na młodą skoczkinię (za „skoczkinię” oberwie się zapewne „Polityce”) piszą również zagraniczne media, m.in. niemieckie. Swoją drogą, jeśli komuś polscy kibice życzą gorzej niż rodakom, którzy nie spełniają ich oczekiwań, to chyba właśnie Niemcom. „Grunt, że Niemcy poza podium” – to standardowy okołoolimpijski komentarz. I to też jest w sumie smutne.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama