Zapatero José Luis Rodriguez

Szewc w tarapatach
Premier Hiszpanii buńczucznie zapewnia, że wyciągnie Unię z kryzysu, choć nie może sobie z nim poradzić we własnym kraju.
Od stycznia Hiszpania przejmuje stery UE
Forum

Od stycznia Hiszpania przejmuje stery UE

Hiszpanie dziś już nie wierzą, że rząd działa według jakiegoś przemyślanego planu. Przez kilka pierwszych miesięcy kryzysu Zapatero lekceważył go – cały czas zapewniał rodaków, że wszystko jest w porządku. Nawet kiedy kolejne sektory gospodarki zaczęły hamować, a ludzie masowo tracili pracę, nadal karmił ich optymistycznymi przemówieniami, podkreślając, że nie ma powodu do niepokoju.

Dziś, gdy bezrobocie przekroczyło 22 proc. i wiele rodzin nie stać na spłacanie zaciągniętych lekką ręką kredytów, Zapatero rozdaje zapomogi i uruchamia kolejne inwestycje publiczne. Wszystko po to, by rozładować napięcia społeczne. Ale kasa państwa jest pusta, a kolejne inwestycje napędzają dług publiczny.

Zapatero, co po hiszpańsku znaczy szewc, został premierem w 2004 r. tuż po zamachach w madryckich pociągach. Rok wcześniej rozpoczęła się wojna w Iraku i rządząca wówczas w Hiszpanii prawica wysłała tam żołnierzy. Hiszpanie nie byli tym zachwyceni, a kiedy wyszło na jaw, że bomby w Madrycie podłożyli islamscy terroryści, w kraju zawrzało. Zapatero wykorzystał to oburzenie i dzień po zamachach obiecał, że jeśli wygra, żołnierze natychmiast wrócą do domu. Trzy dni później wygrał wybory. Prawica przez wiele miesięcy utrzymywała, że głosowanie należało powtórzyć, bo ludzie wybrali lewicę pod wpływem świeżych emocji. Ale Zapatero nie był politykiem wyciągniętym z kapelusza. Od lat aktywnie działał w opozycji, a Hiszpanie pamiętali go z ostrej krytyki rządu José Marii Aznara.

Nietypowy Hiszpan

Już w 1979 r. jako dziewiętnastolatek wstąpił do Partii Socjalistycznej, trzy lata później socjaliści wybrali go na swojego sekretarza w prowincji León, a w 1986 r. został najmłodszym parlamentarzystą. Często powtarzał, że zaangażował się w działalność polityczną dlatego, że frankiści zamordowali podczas wojny domowej w 1936 r. jego dziadka walczącego po stronie republikańskiej. Temat rozliczeń historycznych to jeden z niewielu, który go ożywia. Bo Zapatero, zazwyczaj spokojny i zrównoważony, nie jest typowym Hiszpanem – nad walki byków przedkłada koszykówkę, łowienie ryb i chodzenie po górach. Jego żona Sonsoles Espinosa jest śpiewaczką operową. Mają dwie nastoletnie córki, zagorzałe fanki muzyki gotyckiej.

Jego najważniejsze reformy jako premiera dotyczyły sfery obyczajowej. Umożliwił homoseksualistom zawieranie małżeństw i adopcję, uzyskali też prawo do dziedziczenia i świadczeń socjalnych. Przeforsował ulgi podatkowe dla osób żyjących w konkubinatach i wprowadził możliwość szybkich rozwodów. Wprowadził też system parytetów, który ułatwił kobietom dostęp do pracy oraz do władzy. A becikowe i bezpłatna edukacja dla dzieci od trzeciego roku życia pomogły na starcie wielu młodym rodzinom. Zadowoleni byli także seniorzy, którym wzrosły emerytury, i wdowcy, którzy zaczęli pobierać podwójne świadczenia, swoje i zmarłego małżonka.

Reformy premiera nie spodobały się tradycyjnej części społeczeństwa. Katolicy zarzucają mu zbytnią sekularyzację, ograniczenie roli religii w państwowych szkołach i forsowanie nowej ustawy o aborcji (która przewiduje, że jeśli płód zagraża zdrowiu lub życiu matki, kobieta może przerwać ciążę nawet do 22 tygodnia). Krytyka spada na niego również za próby dogadania się z baskijską organizacją ETA i nieudolną politykę zagraniczną. Pospiesznym wyjściem Hiszpanów z Iraku Zapatero zraził sobie Amerykanów. Równocześnie nie potrafił nawiązać współpracy z żadnym z krajów Unii, mimo że w przemówieniach deklarował „powrót do serca Europy”. Odwołał spotkanie z Władimirem Putinem, żeby wziąć udział w zwykłej sesji parlamentu hiszpańskiego, a później to samo zrobił z wizytą w Polsce, tłumacząc się zmęczeniem i niewyspaniem. Bo, jak twierdzą złośliwi, premier nie znosi podróżować i najbardziej lubi spać we własnym łóżku.

Bez entuzjazmu

Nigdy nie był też przesadnie aktywny na forum unijnym. Nie podjął w Brukseli żadnej inicjatywy, nie budował koalicji w istotnych sprawach. Jego problemy z polityką zagraniczną mogą wynikać z tego, że płynnie mówi tylko w jednym języku: swoim własnym.

Pierwszego stycznia 2010 r. Hiszpanie przejmują od Szwedów przewodnictwo w Unii Europejskiej. Oprócz uzdrawiania gospodarki chcą też pracować nad prawami obywatelskimi Europejczyków. Proponują również wspólną strategię bezpieczeństwa wewnętrznego, chcą wzmocnienia polityki unijnej wobec imigrantów i uregulowania warunków wjazdu na teren Unii i legalnego pobytu tymczasowych pracowników. Ale w Brukseli entuzjazmu związanego z hiszpańską prezydencją nie widać.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną