Janukowycz zwycięzcą I tury wyborów na Ukrainie

Jest Janukowycz, jest Tymoszenko
Głosy, że niedzielne wybory na Ukrainie przyniosły kres władzy pomarańczowych, wydają się nieco przesadzone. Przeciwniczką Wiktora Janukowycza w II turze będzie przecież „pomarańczowa” Julia Tymoszenko.
Głosowanie w ykraińskim konsulacie w Lublinie
Rafał Michałowski/Agencja Gazeta

Głosowanie w ykraińskim konsulacie w Lublinie

Wiktor Janukowycz na wiecu w Kijowie w marcu 2009 r.
BEW

Wiktor Janukowycz na wiecu w Kijowie w marcu 2009 r.

Wyniki pierwszej tury z 17 stycznia 2010 r., oparte na danych kijowskiej Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) wskazały na zwycięstwo Janukowycza, który wyprzedził Tymoszenko o 10 punktów procentowych (35,32 proc. do 25,05 proc.).  

Za nimi jest już przepaść. Na trzeciego pod względem liczby zebranych głosów kandydata – byłego szefa Narodowego Banku Ukrainy Serhija Tihipko – zagłosowało 13 proc. wyborców. A na czwartego Arsenija Jaceniuka (byłego szefa parlamentu i MSZ) –  prawie 7 proc. Największym przegranym pierwszej tury jest urzędujący prezydent, Wiktor Juszczenko. Lider pomarańczowej rewolucji z 2004 r. roztrwonił ogromne poparcie, którym się wówczas cieszył. Zaledwie 5,45 proc. głosów, które miał otrzymał w niedzielnej elekcji, to w istocie czerwona kartka, którą pokazali mu zawiedzeni jego rządami Ukraińcy.

Najważniejsze pytanie o to, kto wygra w II turze, pozostaje wciąż otwarte (pisze o tym w korespondencji z Kijowa Jagienka Wilczak). Odpowiedzi nie poznamy aż do 7 lutego, kiedy nasi wschodni sąsiedzi znów pójdą do urn. Przed ogłoszeniem ostatecznych wyników pierwszej tury spekulowano, że szanse „pięknej Julii” na zwycięstwo byłyby wysokie, jeśli przewaga Janukowycza byłaby mniejsza niż 5 punktów procentowych. Ponieważ przekroczyła jednak 10 punktów, to wszystko wskazuje na to, że nowym prezydentem Ukrainy będzie raczej reprezentant „niebieskich”.  Dlatego wszyscy spodziewają się zaciekłego finału kampanii wyborczej, pełnego nieczystych zagrań i prób zdyskredytowania przeciwnika.

Tymoszenko najbardziej może liczyć na przejęcie głosów Tihipki i wywodzącego się z obozu „pomarańczowych” Jaceniuka. Raczej nie powinna się spodziewać poparcia Juszczenki, który jest jej zapiekłym wrogiem.

Zdaniem komentatorów cokolwiek się jednak stanie (czytaj: niezależnie który z kandydatów wygra), Ukraina nie wróci już jednak pod skrzydła Rosji. Zapewne nadal prowadzić będzie niezależną politykę, balansując między potężnym sąsiadem, a Unią Europejską. W zależności od tego, który kandydat wygra, przechył ten będzie mocniejszy w jedną, lub drugą stronę. Tymoszenko – na zachód, Janukowycz – na wschód.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj