Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Dwie niespodzianki

Czesi wybrali

Zaskoczenie pierwsze to porażki największych partii.

Czesi, zmęczeni lewicowo-prawicową wojną toczoną w fatalnym stylu, skorzystali z okazji i przy wysokiej frekwencji dali wyraz swojej dezaprobacie. Najostrzej ukarali socjaldemokratów Jirzego Paroubka, którym nie pomogła ani obietnica podwyższenia emerytur, ani wizja zniesienia niewielkich opłat u lekarzy. Te drobne drobne sumy rozpaliły w Czechach wielki polityczny spór.

Socjaldemokraci wybory co prawda wygrali, ale cóż to za zwycięstwo, skoro dostali tylko 22 proc. głosów, wiele mniej, niż dawały im przedwyborcze sondaże. Ostatnie wskazywały nawet na 30 proc. poparcia, co razem z dobrym wynikiem partii komunistycznej miało doprowadzić do stworzenia wspólnego gabinetu. Komuniści nie zawiedli (to wszak najsilniejsza partia komunistyczna w Europie), zdobyli 12 proc., ale zważywszy na marny wynik ugrupowania Paroubka lewica raczej straciła szanse na objęcie rządów.

Także ODS, gigant prawicy, osiągnął wynik aż o kilkanaście procent gorszy niż w 2006 r. Jednak tym razem niewiele ponad 20 proc. wystarczy, aby szef ODS, Petr Necas mógł stanąć na czele rządu. O jego przyszłości i składzie – i to jest właśnie niespodzianka nr 2 – zdecydują dwie małe, dotąd nie liczące się partie. Języczkami u wagi będą więc konserwatywna TOP 09, kierowana przez popularnego byłego ministra spraw zagranicznych, księcia Karela Schwarzenberga (aż 17 proc.) oraz nieobliczalne i populistyczne Sprawy Publiczne (12 proc.), na czele których stoi Radek John, znany prezenter telewizyjny.

Partie prawicowe obiecały w kampanii, w porównaniu z obecną kampanią polską było w niej znaczniej więcej konkretów, szereg reform, między innymi systemu emerytalnego i zdrowia, zapowiedziały także cięcia wydatków budżetu, co ma uchronić kraj przed pójściem kryzysowym szlakiem wytyczanym przez Grecję. Jeśli Petr Necas stworzy rząd, Czechów czeka więc zaciśnięcie pasa.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną