Poszarzała tęcza
Rok po wyborze na prezydenta RPA Jacob Zuma musi stawić czoła wielu trudnościom: napięciom rasowym, rosnącemu niezadowoleniu na tle socjalnym i podziałom w rządzącej koalicji. Czy mundial złagodzi te napięcia?
Jacob Zuma
World Economic Forum's buddy icon World Economic Forum/Flickr CC by SA

Jacob Zuma

W lipcu 2009 roku, sto dni po wyborze, Jacob Zuma błagał swoich zwolenników: Dajcie mi czas! Dajcie szansę temu rządowi. Już wtedy w townshipach, które od czasów jego poprzednika Thaba Mbekiego były regularnie w stanie wrzenia, znów zaczynało się robić gorąco. Po roku jego rządów sytuacja tylko się pogorszyła. Niższe klasy społeczeństwa wciąż głośno wyrażają swój gniew, mnożą się strajki, rządząca koalicja się sypie i zaostrzyły się napięcia na tle rasowym. Mistrzostwa świata w piłce nożnej, choć tak oczekiwane, przyniosą głowie państwa tylko krótką chwilę wytchnienia.

A miało być tak pięknie

A przecież wszystko tak dobrze się zaczęło. Po wyborach z kwietnia 2009 roku, w których jak zwykle zwyciężył Afrykański Kongres Narodowy (ANC), Zuma został 6 maja wybrany przez nowy parlament na prezydenta. Powstał bardzo otwarty, zróżnicowany rasowo rząd, łączący wszystkie partyjne nurty. Znalazł się w nim nawet jeden biały – dość konserwatywny Pieter Mulder jako wiceminister rolnictwa. Nowy przywódca tęczowego narodu, wybrany przez wielobarwną koalicję, zdał pierwszy test: zadowolił wszystkich.

Z myślą o narodzie, któremu miał być tak bliski, utworzył bezpośrednią linię telefoniczną. Obywatele zyskiwali w ten sposób możliwość zgłaszania skarg o każdej porze. Ale nowy system rządów bardzo szybko utknął w martwym punkcie, na wzór tej prezydenckiej gorącej linii, która nigdy tak naprawdę należycie nie funkcjonowała.

Prezydent, który chce się podobać wszystkim, musi w rezultacie narazić się każdemu – zauważa obecnie Jeremy Gordin, politolog i autor biografii prezydenta. Rzeczywiście w trakcie kampanii Jacob Zuma z dużą łatwością przywdziewał wszystkie możliwe kostiumy: wodza Zulusów w zwierzęcych skórach, związkowca w waciaku i obrońcy pracodawców w garniturze i krawacie. Wszystkim też – jednakowo biednym i bogatym, białym i czarnym – mówił: wiem, co was trapi. Z takim tonem szczerości w głosie, że wielu w to uwierzyło. – Prezentował się niczym wesoły, dobry kolega. I myślano, że jeżeli otoczy się odpowiednimi ludźmi, to może zdziałać cuda. Nic takiego się nie dzieje, a co gorsza przyszłość rysuje się w ciemnych barwach – kontynuuje biograf Zumy.

Miodowy miesiąc nie trwał długo. Już w pierwszych miesiącach działalności rządu pojawiły się błędy i niedociągnięcia. Ministrowie i ich współpracownicy nie zdążyli nawet jeszcze na dobre rozsiąść się w swoich fotelach, gdy już zaczęły wybuchać skandale. Niektórzy z nich przyjmowali prezenty od wpływowych wyborców, inni zamawiali niezwykle drogie samochody służbowe. Mówiąc ogólniej, na szczyty władzy wstąpiło pokolenie rozmiłowane w przepychu i błyskotkach, którego styl życia nie ma już wiele wspólnego z przedwyborczymi obietnicami i politycznymi fundamentami ANC jako partii ludowej.

Tradycja i obowiązki

Ostatnia afera dotyczy ogromnej pożyczki z Banku Światowego (2,77 miliarda euro) udzielonej krajowemu dostawcy energii elektrycznej firmie Eskom na budowę nowych zakładów. Opozycja ostro potępiła fakt, że obłowił się na tym również ANC – za pośrednictwem firmy Chancellor House, jednego z podwykonawców uczestniczących w budowie elektrowni węglowej. Sprawa wywołała poruszenie nawet w łonie samej partii rządzącej. Prasa donosiła też regularnie o zamówieniach publicznych przydzielanych na bardzo niejasnych warunkach, a także o przypadkach zadziwiająco szybkiego wzbogacenia się przedsiębiorców albo lokalnych urzędników zbliżonych do kierownictwa partii.

Jacob Zuma, który zawsze reagował ogólnikowym pomstowaniem i ciągłymi obietnicami walki z korupcją, stracił resztkę wiarygodności. A nie była ona duża po oskarżeniach o łapówkarstwo, jakie wysuwano przeciwko niemu w przeszłości.

To samo dotyczy walki z AIDS. Zuma dopiero zaczynał zdobywać zaufanie aktywistów walczących z tą plagą dzięki gruntownym zmianom w polityce zdrowotnej, gdy już wybuchła afera „love child”. Chodziło o nieślubne dziecko urodzone w grudniu 2009 roku, które Zuma uznał za własne. Zdaniem krytyków swoim romansem podważył sens kampanii na rzecz bezpiecznego seksu. Tymczasem prezydent, mający oficjalnie trzy żony, wyraźnie stwierdził, że bycie poligamistą to najlepszy sposób, aby uniknąć poszukiwania seksualnych przygód na boku.

Dla wielu ta sprawa była punktem zwrotnym. – Jego kadencję można podzielić na okres przed i po 31 stycznia 2010 roku. Ta historia pokazała, jak bardzo prezydent jest osłabiony – stwierdza Jeremy Gordin. Podkreśla on, że właśnie wtedy po raz pierwszy prasa rzuciła się na Zumę. Nikt zresztą nie zapomniał, że już w 2005 roku został on oskarżony o gwałt na swojej znajomej będącej nosicielką wirusa HIV. Ostatecznie jednak wybronił się przed sądem. „Potrzebujemy prezydenta, a nie żigolaka” – ocenia Kongres Ludowy (COPE), partia utworzona przez dysydentów z ANC. „Jego zachowanie nie mieści się w ramach życia prywatnego, ani »kulturowej tradycji«, ma on moralne obowiązki wobec kraju” – komentuje ze swej strony Sojusz Demokratyczny.

W odpowiedzi na to szef państwa domaga się, aby oceniać go po osiągniętych rezultatach, a nie na podstawie życia prywatnego. Ale znowu okoliczności obróciły się na jego niekorzyść. Jacob Zuma doszedł do władzy w trudnej sytuacji: gdy mijało dopiero 15 lat od zniesienia apartheidu, a kraj, tak samo jak reszta świata, pogrążył się właśnie w kryzysie ekonomicznym. Po raz pierwszy od 17 lat w 2009 roku zanotowano ujemny wzrost gospodarczy (- 1,8 proc.). Zuma obiecał stworzenie miliona nowych miejsc pracy, a tymczasem oficjalna stopa bezrobocia wynosi dziś 25 proc., czyli o dwa procent więcej niż przed rokiem. Jeśli organizacja piłkarskich mistrzostw świata miała być motorem napędowym dla gospodarki, to efekty są bardzo ograniczone. A rzeczywistość po mundialu zapowiada się jeszcze trudniej, zwłaszcza że w polityce władz nie widać żadnej jasnej linii.

Ruch i partia

Atmosfera w koalicji jest fatalna. Minister rozwoju gospodarczego Ebrahim Patel napotkał otwarty sprzeciw szefa resortu finansów Pravina Gordhana, gdy zgłosił pomysł rozpisania pożyczki narodowej. – Było trochę krwi na podłodze –- przyznał rzecznik ANC Jackson Mthembu, wychodzące ze spotkania z centralą związkową Congress of South African Trade Unions (COSATU). Sekretarz generalny COSATU, Vavi Zwelinzima, potępił „brudny materializm, który przeżera ANC” i wieszczy nawet upadek koalicji rządzącej. Vavi ostrzega, że ANC może pogrążyć się w „największym kryzysie w swojej historii”.

Większość obecnego kierownictwa naszego ANC to kryminaliści w strojach od Gucciego i Prady – oskarża Nkhwashu Dinga, adwokat specjalizujący się w sprawach gospodarczych i zarazem członek partii. –Są już tylko dwie kategorie: uprzywilejowani i rozgoryczeni. Pierwsi to ci, którzy kosztują konfitur władzy, a drudzy to ci, którzy nagle tracą swoje przywileje.

Czy Zuma staje na wysokości zadania? – Wydaje się, że nie – odpowiada Jeremy Gordin. Ale problem nie dotyczy tylko jego osobiście. Partia Mandeli wciąż ma ogromne trudności, aby przejść od statusu ruchu wyzwoleńczego do roli partii rządzącej.

Największym wyzwaniem w ostatnich latach było zmniejszenie nierówności. Ale takie inicjatywy, jak Affirmative Action, a zwłaszcza Black Economic Empowerment (BEE), wyrządziły więcej szkody niż pożytku. W każdym razie taką opinię głosi już od lat Moeletsi Mbeki, ekonomista i brat byłego szefa państwa. Zatrudniając ludzi bardziej ze względu na ich rasę, poglądy polityczne czy przynależność związkową, niż kompetencje, administracja straciła na wydajności. Co się tyczy BEE, to zdaniem Mbekiego program ten miał tylko jeden skutek, polegający na stworzeniu wąskiej klasy uprzywilejowanych.

W obliczu tej niesprawiedliwości pojawiają się kolejne ruchy protestu. W ostatnich tygodniach na ulicach wielu dużych miast regularnie zalegały śmieci rozrzucane przez pałających gniewem pracowników służb komunalnych. Strajki wybuchają jeden za drugim, a niektóre z nich, jak w przypadku kierowców taksówek zbiorowych, mogą nawet zakłócić organizację mistrzostw świata.

Zabij Bura!

Napięcia rasowe wywołane niedawno przez młodego Juliusa Malemę sprawiają, że sytuacja jest jeszcze bardziej niestabilna. Grożąc konfiskatą gruntów rolnych uprawianych przez białych rolników i śpiewając publicznie pieśń „Kill the Boer” (Zabij Bura), szef młodzieżówki ANC sięgnął do politycznego arsenału, który kilku liderów, w tym Thabo Mbeki, wykorzystywało już wcześniej: zagrał kartą rasową. Nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi na aspiracje większości, łatwo jest obwiniać mniejszość, która wciąż zachowała – to akurat prawda – dawne przywileje. Ale jak pokazuje przykład Zimbabwe, nie wystarczy odebrać bogactwa z rąk jednej mniejszości i przekazać go innej mniejszości, choćby nawet o odmiennym kolorze skóry, aby wyciągnąć większość z ubóstwa.

Czy Zuma może wykorzystać fakt, że uwaga świata będzie teraz zwrócona na jego kraj, aby zapoczątkować lepszy etap swojej kadencji? Postanowił on, że rok 2010 będzie rokiem „dostępu dla wszystkich do podstawowych usług”. Ale może on też dalej zwlekać i prosić swoich wyborców o jeszcze trochę cierpliwości. Rok sprawowania urzędu to za wcześnie na podsumowania. Nie jest jeszcze za późno, aby się poprawić. Zuma ma cztery lata – a może nawet więcej – aby stać się szanowaną głową państwa, co na razie przychodzi mu z dużym trudem.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj