Tunezja wrze

Urok dyskretnej dyktatury
Zaczęło się w piątek, 7 stycznia w Tali, 200 kilometrów od Tunisu. Al Dżazira pisze, że zginęło tam 6 demonstrantów, natomiast agencja oficjalna TAP mówi o tym, że wielu policjantów zostało rannych i że zginęły dwie osoby. Policja zaczęła strzelać, bo demonstranci podpalający bank i budynek administracji państwowej nie zaprzestali protestu po użyciu przez policję armatek wodnych.

Władze objęły informacje blokadą. Przed tunezyjskim konsulatem w Paryżu wybuchła niewielka bomba. Tunezyjski Związek Pracowników UGTT, największy związek zawodowy w Tunezji – to wyjątkowy gest niesubordynacji w tym kraju - potępił władze za dopuszczenie do brutalnej akcji policji. Dziś, 13 stycznia wiemy, że minister spraw wewnętrznych Tunezji został odwołany.

 Według Al Dżaziry i BBC protesty wywołała desperacka akcja 26-letniego mężczyzny, Mohamada Bouaziziego, wykształconego, ale bezrobotnego człowieka, który próbował dokonać całopalenia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną