Ambasador Izraela polemizuje z prof. Baumanem

Absurdalne tezy
Jest sprawą bezsporną i oczywistą, iż prof. Zygmunt Bauman należy do światowej czołówki najwybitniejszych myślicieli przełomu XX i XXI w., POLITYKA zaś od szeregu lat jest wiodącym tygodnikiem w Polsce. Połączenie to sprawiło, że z wielkim zainteresowaniem przeczytałem opublikowaną rozmowę Artura Domosławskiego z prof. Baumanem „Gaszenie pożaru benzyną” (nr 34).
Zvi Rav-Ner, ambasador Izraela w Polsce.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Zvi Rav-Ner, ambasador Izraela w Polsce.

Tym większe było więc moje rozczarowanie i niesmak, kiedy okazało się, że wywiad ten jest w gruncie rzeczy brutalnym atakiem na wszystko co izraelskie, opartym w dodatku na niesprawiedliwych uogólnieniach i fałszywych wręcz półprawdach. Nie zamierzam polemizować z większością absurdalnych tez prof. Baumana. Nie mogę jednak powstrzymać się, by nie wyrazić swego oburzenia na pomówienie, iż „politycy izraelscy drżą ze strachu przed nastaniem pokoju, bo bez wojny i powszechnej mobilizacji nie umieją rządzić”. Jest to o tyle dziwne, że zaledwie kilka zdań wcześniej Zygmunt Bauman przeczy sam sobie pisząc, że „w odróżnieniu od poprzednich aspirantów do premierostwa Netanjahu nie szedł do wyborów z obietnicą pokoju, lecz spokoju zwanego kłamliwie »bezpieczeństwem«”. Czyżby zawarta była tu sugestia, że jakoby pokój i bezpieczeństwo nie należało się mieszkańcom tego niespokojnego rejonu?

Jest mi niezmiernie przykro, że prof. Bauman wyjechał z Izraela w 1971 r., że od tego czasu był tam zaledwie trzykrotnie. Pewnie więc nie pamięta, że w 1971 r. dopiero co kończyła się tzw. wojna na wyczerpanie, że zewnętrzne poczucie zagrożenia było jak najbardziej realne i że izraelscy politycy chcieli za wszelką cenę nawiązać jakiekolwiek kontakty z przywódcami państw arabskich. Zapewne nie zauważył tej naturalnej tęsknoty obywateli Izraela, a także ich politycznych przywódców za upragnionym pokojem i że właściwie każda z kampanii wyborczych toczy się o uregulowanie relacji z naszymi sąsiadami, że w tym czasie zrezygnowaliśmy z naszej obecności na Synaju, wycofaliśmy się z Libanu i Gazy, wreszcie nawiązaliśmy normalne stosunki z Egiptem, Jordanią i że wciąż trwają niełatwe przecież negocjacje z Palestyńczykami. Nie znając izraelskiej rzeczywistości, prof. Bauman ignoruje podstawowy fakt, iż przez te wszystkie lata nasz kraj pozostał jedyną stabilną demokratyczną wyspą w morzu dyktatury, przemocy i terroru, czego jesteśmy świadkami również i w ostatnich dniach. To prawda, że Izrael zbudował silne i nowoczesne wojsko, jednocześnie stworzył jednak na pustynnej ziemi fantastyczne rolnictwo, nowoczesny przemysł i wysoko rozwiniętą medycynę. W ciągu niespełna 60 lat powstała niepowtarzalna kultura łącząca przeszłość i tradycję z nowoczesnością.

Nie jestem w stanie zrozumieć porównania naszego „muru bezpieczeństwa” z murem warszawskiego getta. Jest to tym bardziej bolesne i niesmaczne, że wyszło z ust człowieka, który jest ocalonym z Zagłady. Przypomnę więc, iż ten mur powstał w celu ratowania życia Izraelczykom i że jeden Bóg raczy wiedzieć, ile ludzkich istnień dzięki niemu ocalało, a ostatnie wydarzenia z granicy izraelsko-egipskiej potwierdzają, że w miejscu, gdzie mur ten nie istnieje, wciąż giną niewinni ludzie w wyniku ataków terrorystycznych. Należy wreszcie pamiętać, że mur ten nieuchronnie zniknie, gdy nastanie od dawna wyczekiwany pokój między nami a przyszłym państwem palestyńskim.

Izrael nie stosuje i nigdy nie stosował zbiorowej odpowiedzialności wobec Palestyńczyków. Z przykrością muszę przyznać, iż w przeszłości dochodziło do użycia przemocy i okrucieństwa wobec ludności cywilnej, podobnie zresztą jak wydarzyło się to w Iraku czy Afganistanie. Były to jednakże pojedyncze przypadki, a sprawcy ich zostali postawieni przed sądem i przykładnie ukarani. Nie przeszkodziło to jednak, że w Autonomii Palestyńskiej, a nawet w Strefie Gazy byliśmy świadkami znacznego rozwoju gospodarczego. W tych dniach po raz kolejny ważą się losy pokoju na Bliskim Wschodzie. Izrael jest za powstaniem niepodległego i demokratycznego państwa palestyńskiego. Pozostanie jednak otwarte pytanie, jakie będzie to państwo: państwo prezydenta Abbasa czy też terrorystycznego Hamasu? Jedno jest jednak pewne – powinno powstać na drodze negocjacji, a nie poprzez jednostronną decyzję nawet tak wybitnej organizacji, jaką jest ONZ. Jestem przekonany, że Polska, stojąca obecnie na czele prezydencji Unii Europejskiej, podejmie właściwą decyzję podczas wrześniowego głosowania.

Autor jest ambasadorem Izraela w Warszawie. Tytuł tekstu pochodzi od redakcji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną