Rewolucja pożera kobiety
Ten obraz obiegł cały świat: młoda, bezbronna demonstrantka leży w Kairze na ziemi, a żołnierze kopią ją, zrywają z niej ubranie, widać jej niebieski biustonosz. Kim jest ta kobieta? Kim są dzielne dziewczyny z Placu Tahrir – i czy w nowym Egipcie mają jakąś szansę?
Al Jazeera English/Flickr CC by SA

Artykuł pochodzi z  20 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 14 maja 2012 r.
Polityka

Artykuł pochodzi z 20 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 14 maja 2012 r.

Leży na asfalcie Palcu Tahrir. Na jej nagie plecy spadają uderzenia pałek. Kuli sie pod ciosami żołnierzy. Próbuje odpychać ich nogami. Aż jeden z żandarmów kopie ją ciężkim, wojskowym butem w twarz. Potem zadzierają jej na głowę długą, czarną opończę. Podciągają jej do góry koszulę, widać jej niebieski biustonosz. Jeden z oprawców staje nad nią w rozkroku i skacze jej na klatkę piersiową. Głowa jej się gwałtownie przechyla, ciało uderza o asfalt. Jeden z żandarmów przykrywą ją jej opończą, tak, jakby była martwa.

Cała scena trwa minutę i 24 sekundy, znalazła się na tysiącach profili w Facebooku, setki tysięcy razy odtwarzano ją na YouTube, wydrukowano na stronach tytułowych gazet na całym świecie. Wstrząsający obraz odwagi i cierpienia egipskiej rewolucji: publicznie maltretowana kobieta – upokarzana nie przez dawny reżim Mubaraka, tylko przez żandarmerię nowych władz wojskowych. Ta "dziewczyna w niebieskim biustonoszu" już dawno stała się w Egipcie symbolem. Dla jednych – odwagi, dla drugich – zepsucia.

Parę tygodni po całym zajściu młoda aktywistka Hadir Faruk siedzi w Kairze przy swoim laptopie i odtwarza raz za razem brutalną scenę, tak jakby ciągle jeszcze nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Wtedy, 17. grudnia 2011 roku, Hadir była na Placu Tahrir, stała niedaleko tamtej dziewczyny. Hadir Faruk nazywa ją Szaima. Parę godzin przed dramatyczną eskalacją były razem. "Szaima, ja i wiele innych kobiet stałyśmy na pierwszej linii frontu naprzeciwko żołnierzy", opowiada Hadir. Mundurowi bili pałkami, ostrzeliwali gumowymi kulami i gazem łzawiącym, próbowali je zastraszyć. Przede wszystkim uwzięli się na Szaimę. "Wracaj lepiej do swego przytulnego domku, do rodziców", drwili żandarmi. A potem, opowiada Hadir Faruk, pokazali jej jak bezwzględne potrafią być nowe władze.

Taki jest Egipt rok po rewolucji: bicie i upokarzanie, powstanie kobiet i ich poniżanie przez brutalnych mężczyzn. W rocznicę rewolucji znów tysiące kobiet stały na Placu Tahrir i domagały się wolności. Tysiące wzywały w internecie do oporu. Jednak dla wielu komentatorów na Zachodzie kobiety już dawno w tej rewolucji przegrały: 98 procent posłów nowo wybranego parlamentu to mężczyźni, tylko 2 procent to kobiety. Bractwo Muzułmańskie ma najsilniejszą frakcję w parlamencie, islamiści dominują w debatach, a policjanci na ulicach. Oprawcy z Tahriru nie stanęli przed sądem. Dziewczyna w niebieskim biustonoszu zniknęła bez śladu i nikt nie wie czy w ogóle jeszcze żyje. W Kairze przypisują jej różne imiona. Ale gdzie ona jest? Co oznacza jej zniknięcie? Czy jej cierpienie oznacza też koniec kobiecego powstania?

Poszukiwania w Kairze zaczynamy od Hadir Faruk, aktywistki, która twierdzi, że zna dziewczynę w niebieskim biustonoszu. Szaima, tak jak ona sama, jest bojowniczką, mówi Hadir. Spotykamy się w starej siedzibie socjalistycznej partii Tagammu, gdzie Hadir często uczestniczy w dyskusjach. Galerie i werandy, zdobiące salę flagi, drewniana podłoga, dym papierosów. Wokół 32-letniej Hadir tłoczą się starsi mężczyźni, spychają ją na bok i mówią bez ustanku. To socjaliści, którzy nie bardzo potrafią zrozumieć, dlaczego zagraniczni reporterzy tak bardzo interesują się tą niską kobietą w czarnej chuście, a nie ich odwieczną walką o większą sprawiedliwość społeczną.

Kto nie zna tego egipskiego paternalizmu, ten nie zrozumie o co chodzi w rewolucji kobiet. Wielkiej dyskryminacji płciowej uprawianej przez reżim Mabaraka towarzyszyło w życiu codziennym pouczanie na każdym kroku kobiet przez mężczyzn. Hadir Faruk należy do tego pokolenia kobiet, którym rodzice na niewiele pozwalali, a dużo nakazywali. "A chłopakom zawsze wszystko było wolno!" Jeszcze dziś aż czerwienieje z oburzenia, kiedy o tym opowiada. Dokładnie pamięta pewną uroczystość w przedszkolu. Chciała tańczyć. Na to wstał jeden jej młodszy kuzyn i nakrzyczał na nią: "Nie wolno ci!" Usiadła, a on tańczył. Dorośli tylko patrzyli i uważali, że wszystko jest jak należy.

"Te doświadczenia uczyniły mnie silną i upartą", mówi Hadir Faruk. W życiu chodzi jej teraz o to, by nie dać sobą pomiatać. Przede wszystkim nie przez wojsko, które próbuje przepędzić kobiety z ulic. Rok temu była wśród pierwszych demonstrantów protestujących przeciw Mubarakowi. Kiedy zaczęły się protesty, poszukała dla swoich dzieci opiekunki. Następnego dnia stała już w chmurach gazu łzawiącego. To był trudny rok dla jej rodziny. Jej mąż, inżynier, walczył przeciw reżimowi w "Ruchu 6. Kwietnia". Ona była z lewicą. Widywali się na Placu Tahrir. We wrześniu ich małżeństwo się rozpadło, dzieci wylądowały u babci. Mimo to Hadir Faruk mówi: "Taką szansę dostaje się tylko raz w życiu".

Rewolucja jest rodzaju żeńskiego

Na to wygląda – choć powstania kobiet mają w Egipcie pewną tradycję. Przekonały się o tym brytyjskie władze kolonialne, kiedy wiosną 1919 roku powstali przeciw nim Egipcjanie. W masowych pochodach ulicami egipskich miast szły patriotycznie nastawione kobiety, ubrane w czarne długie płaszcze, z twarzami zasłoniętymi białymi chustami. W rewolucji roku 1919 kobiety, w tym pierwsze feministki, odegrały zauważalną rolę. Dla Brytyjczyków było to równie kłopotliwie jak teraz dla egipskiego wojska: publiczne bicie kobiet wywołuje większe oburzenie, niż stosowanie przemocy wobec mężczyzn. Także w latach pięćdziesiątych, po puczu przeciwko królowi Farukowi, kobiety wyszły na ulice. Domagały sie wtedy równouprawnienia i sprawiedliwości społecznej. Nawal al-Saadawi, słynna egipska feministka, mówi: "Obnażyłyśmy powiązania patriarchatu z kapitalizmem". Młoda socjalistka Hadir Faruk stwierdza: "Po arabsku rewolucja jest rodzaju żeńskiego!"

Żandarmi na Placu Tahrir to zrozumieli. Dla nich kobiety takiej jak Hadir Faruk to najgroźniejsi przeciwnicy. Tego samego grudniowego dnia, gdy pobito dziewczynę w niebieskim biustonoszu, aresztowano też Hadir Faruk. Zawleczono ją do pustego budynku parlamentu, tam, gdzie w ubiegłym tygodniu wyłonieni w wolnych wyborach posłowie uroczyście odbyli pierwsze posiedzenie. Żołnierze wyzywali Hadir, obmacywali ją. "Mocno trzymałam moje spodnie, a oni bili po głowie", opowiada. Żołnierze poprowadzili ją długim, wąskim korytarzem, pełnym ludzi. Było tam głośno, śmierdziało, nie było czym oddychać. "Odchodziłam od zmysłów ze strachu", opowiada, "ale widziałam wszystko bardzo trzeźwo". Widziała dziewczyny z zawiązanymi oczami kucające na podłodze, chłopaka maltretowanego kijem w jednym z bocznych pomieszczeń, na podłodze koło niego widziała wymiociny. Na końcu korytarza wepchnięto ją do jakiegoś pomieszczenia. Drzwi się zamknęły, przed nią stał policjant z żelaznym prętem. "Miał na twarzy wypisaną zemstę", opowiada Hadir Faruk. Bił ją przez długie minuty. Krzyczała, zasłaniała się ramionami. Potem w szpitalu dowiedziała się od lekarzy, że policjant kompletnie pogruchotał jej kości przedramienia.

Mniej więcej w tym samym czasie na asfalcie Placu Tahrir kuliła się dziewczyna w niebieskim biustonoszu. Kiedy podbiegła do niej z pomocą kobieta w czerwonym swetrze, lekarka, też została skopana i pobita. Dokumentują to krążące w internecie filmy. Żaden prokurator nie zajął się sprawcami. Nikt nie został ukarany.

W międzyczasie ślady po zajściach na Palcu Tahrir i w parlamencie usunięto. Przed inauguracyjnym posiedzeniem salą plenarną zajęły się ekipy sprzątające. Na Placu Tahrir nic nie wyróżnia miejsca, w którym maltretowano nieznaną dziewczynę, nie ma żadnych kwiatów, żadnej tablicy. Musiała leżeć gdzieś na ulicy pomiędzy Muzeum Egipskim a gmachem Ligii Arabskiej, w miejscu, prze które teraz codziennie przejeżdżają tysiące samochodów.

Wiatr roznosi śmieci po placu, w powietrzu czuć woń benzyny, popcornu i patatów sprzedawanych obok stoiska z egipskimi flagami i rewolucyjnymi gadżetami. Jest głośno, bardzo głośno. Tylko o dziewczynie, którą aktywistka Hadir Faruk nazywa Szaimą, nic nie słychać. Czy jeszcze żyje? Ukryła się? Została aresztowana? Hadir Faruk nie wie.

Kiedy pytamy w egipskich organizacjach kobiecych, odsyłają nas od jednej aktywistki do drugiej, do dziewczyn, które twierdzą, że z nią studiowały. Gdzie jest teraz? Wzruszenie ramion. Może zmarła na skutek obrażeń? Większość przecząco kręci głowami. W szpitalach też nie ma śladu. Egipska armia i wymiar sprawiedliwości nie publikują liczb aresztowanych, nie podają ich nazwisk. Gdziekolwiek teraz przebywa, dziewczyna, która być może nazywa się Szaima milczy.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj