Świat

Wszyscy ludzie papieża

Watykan: co ujawnił kamerdyner

Benedykt XVI ze swoim kamerdynerem Paolo Gabrielem, jeszcze przed skandalem. Benedykt XVI ze swoim kamerdynerem Paolo Gabrielem, jeszcze przed skandalem. Luca Bruno/AP / EAST NEWS
W Watykanie spisek goni spisek, dwór walczy o wpływy, służba kradnie papiery. Wszyscy są podejrzani, a winnych i tak osądzi ostatni monarcha absolutny Europy.
Sekretarz stanu kard. Tarcisio Bertone. Jego też miały skompromitować przecieki?Eric Vandeville/ABACAPRESS.COM/EAST NEWS Sekretarz stanu kard. Tarcisio Bertone. Jego też miały skompromitować przecieki?
Tu o wszystkim decyduje papież. Nie ma żadnego parlamentu, bo papiestwo nigdy nie uległo oświeceniowym wymysłom dzielenia władzy.tm-tm/Flickr CC by SA Tu o wszystkim decyduje papież. Nie ma żadnego parlamentu, bo papiestwo nigdy nie uległo oświeceniowym wymysłom dzielenia władzy.
Niech nikogo nie zwiodą zbroje, halabardy i stroje w barwach Medyceuszy - młodzi Szwajcarzy to zawodowi żołnierze.robertpaulyoung/Flickr CC by 2.0 Niech nikogo nie zwiodą zbroje, halabardy i stroje w barwach Medyceuszy - młodzi Szwajcarzy to zawodowi żołnierze.

Tym razem Czarny Piotruś okazał się Pawełkiem, po włosku Paoletto. Tak najbliżsi współpracownicy Benedykta XVI nazywali 46-letniego Paolo Gabriele, papieskiego kamerdynera, który stał się twarzą najpoważniejszego skandalu obecnego pontyfikatu. Kamerdyner należał do zaufanego kręgu papieskiego dworu, miał nieograniczony dostęp do papieża i spędzał z nim mnóstwo czasu. Był pierwszą osobą, którą Benedykt spotykał po przebudzeniu, i ostatnią, która widziała papieża przed snem. Ubierał jego świątobliwość, dbał o apartamenty, uczestniczył w codziennych mszach w prywatnej kaplicy, podawał do stołu, nalewał papieżowi jego ulubioną pomarańczową fantę, towarzyszył podczas setek oficjalnych uroczystości, na przykład trzymając parasol nad głową Ojca Świętego.

Do ostatnich dni maja niepozorny brunet w ciemnym garniturze, w papamobile siedzący obok kierowcy, pozostawał jednym z wielu anonimowych ludzi z otoczenia papieża. Ot zwyczajny ochroniarz. Kamerdyner zyskał ogólnoświatową niesławę, gdy wyszło na jaw, że od miesięcy przekazywał włoskiej prasie prywatną korespondencję i notatki papieża, ujawniając przy tym niewygodne tajemnice Watykanu. Gabriele został przyłapany, aresztowany, trafił w ręce watykańskiego wymiaru sprawiedliwości i będzie sądzony zgodnie z prawem ostatniej monarchii absolutnej w Europie. Śmierć mu nie grozi, z katalogu watykańskich kar wykreślił ją Paweł VI, ale kara za zdradę namiestnika Chrystusa nie może być lekka, grozi mu 30 lat więzienia.

Armia czuwa

Śledztwo w sprawie przecieków prowadzi komendant watykańskiej żandarmerii, na co dzień przełożony papieskiej ochrony. Watykan ma bowiem nie tylko terytorium – 44 gęsto zabudowane hektary w centrum Rzymu plus 23 eksterytorialne miejsca w mieście, w tym place i kościoły oraz letnią rezydencję papieży w Castel Gandolfo – ale także własną policję, a nawet armię. Od wieków zaciężną, złożoną z najemników pochodzących ze Szwajcarii. Niech nikogo nie zwiodą zbroje, halabardy i stroje w barwach Medyceuszy, w których pilnują między innymi słynnej Spiżowej Bramy. Młodzi Szwajcarzy to zawodowi żołnierze, ćwiczący na szwajcarskich poligonach, potrafiący prowadzić wozy opancerzone i obsługiwać karabiny snajperskie. W Watykanie mają do dyspozycji całkiem spory i nowoczesny arsenał. Państwo papieskie jest też przygotowane na wymierzanie sprawiedliwości czarnym owcom.

Paoletto na przesłuchania przed watykańskim trybunałem oczekuje – pod nadzorem kamer – w watykańskim areszcie. Zresztą, licząc na głowę mieszkańca, to właśnie Watykan powinien otwierać międzynarodowe statystyki przestępczości. Śrubują je rzymscy kieszonkowcy polujący na pielgrzymów i turystów. Na placu św. Piotra gromadzą się tysięczne tłumy, szczególnie licznie podczas beatyfikacji, a już na pogrzeb Jana Pawła II ściągnęło w okolice placu aż 5 mln potencjalnych ofiar. To liczba ogromna, zważywszy, że w najmniejszym państwie świata – jego granice można niespiesznym krokiem obejść w trzy kwadranse – mieszka zaledwie 800 osób, a tylko nieco ponad 400 ma watykańskie obywatelstwo.

Nie można go nabyć, rodząc się przypadkiem w Watykanie. Obywatelstwo przysługuje temu, kto pełni funkcję państwową, i jego najbliższym, także rodzicom funkcjonariusza. Obok papieża, kilkudziesięciu kardynałów, pracowników stacji telewizyjnej i rozgłośni radiowej, setki gwardzistów, ma je m.in. Paoletto, jego żona oraz dzieci. I właśnie za sprawą świeckich obywateli Watykan notuje niewielki przyrost naturalny. Kto obywatelstwo straci, a nie ma żadnego innego, automatycznie zostaje obywatelem Włoch. Stali mieszkańcy nie byliby jednak w stanie utrzymać całego państwa, dlatego z Rzymu codziennie dojeżdża kilka tysięcy pracowników najemnych, tworzących PKB dzisiejszego państwa kościelnego.

O ile Kościół swoje PKB mierzy oczywiście w duszach, o tyle Watykan jakieś wpływy mieć musi. Skoro nie może liczyć na żadne bogactwa naturalne, a produkcja energii elektrycznej z baterii słonecznych jest zbyt mała, by można zarobić na jej eksporcie, całą nadzieję pokłada w cudzoziemcach. Dochody – niespełna 300 mln euro rocznie – pochodzą ze sprzedaży biletów do muzeów, znaczków poczty watykańskiej i bitych w Watykanie monet euro, gratki dla kolekcjonerów. A także z dwóch małych sklepów dla pracowników i kilku sklepów z pamiątkami dla pielgrzymów i turystów. Ostatnio wydatki przewyższają wpływy, więc Watykan – jak większość państw w Europie – też zmaga się z deficytem.

 

 

Papież rządzi

Stolica Apostolska łata budżet ściągając świętopietrze, podatek, na który wierni na całym świecie składają się corocznie 29 czerwca. Jeszcze w 2006 r. zebrano równowartość 100 mln dol., jednak w kryzysie hojność wiernych maleje – w 2010 r. świętopietrze przyniosło jedynie 67 mln. Mimo niedomkniętego budżetu Watykan pozostaje rajem podatkowym, nie płaci się tu żadnych podatków. „Z tej perspektywy jesteśmy najszczęśliwszym państwem na Ziemi” – mawiał kardynał Giovanni Lajolo, poprzedni prezydent Papieskiej Komisji Państwa Watykańskiego, odpowiednika rządu, ciała zarządzającego państwem Watykan w imieniu papieża. Watykan to bowiem tylko ziemska ekspozytura Stolicy Apostolskiej.

Od lat wśród znawców prawa międzynarodowego toczy się akademicka dyskusja o formalnych powiązaniach Watykanu ze Stolicą Apostolską, bo z prawno-międzynarodowego punktu widzenia to dwa odrębne byty. Watykan, który niepodległość otrzymał od Benito Mussoliniego w 1929 r., powstał po to, by zapewnić Stolicy Apostolskiej i papieżowi międzynarodową niezależność. Dzięki temu Stolica Apostolska zyskała np. cenny status stałego obserwatora w ONZ, o którym na przykład Tajwan czy Palestyna mogą tylko pomarzyć. Watykan nie jest teokracją jak Iran, tylko państwem kościelnym. Tu o wszystkim decyduje Stolica Apostolska, ostatnia na świecie monarchia absolutna, i dlatego ustrój ten obowiązuje także w Watykanie.

O wszystkim decyduje papież. Nie ma żadnego parlamentu, bo papiestwo nigdy nie uległo oświeceniowym wymysłom dzielenia władzy. Obywatele Watykanu nie mają żadnych praw wyborczych, przysługują one wyłącznie kardynałom wskazywanym przez papieża, przy czym kardynałowie mogą zrobić z głosu użytek tylko po śmierci papieża, gdy trzeba będzie wybrać nowego. Na dodatek kardynałowie poddani są ageizmowi – w konklawe biorą udział tylko ci, którzy nie skończyli jeszcze 80 lat. Ustrój wręcz doskonale odzwierciedla feudalizm średniowiecznej Europy, bo Watykan jest nadal państwem patrymonialnym, zupełnie jak Francja za Karola Wielkiego czy Polska za Mieszka I. Wszystkie watykańskie nieruchomości, a więc bazylika, muzea, kościoły, parkingi i place, są własnością Stolicy Apostolskiej.

Sposób organizacji papiestwa obraca się przeciw samemu papieżowi, który według słynnego watykanisty Gian Franco Svidercoschiego stał się zakładnikiem sklerotycznej kasty walczącej o wpływy i władzę. Tak chciałby to przedstawić też sam Kościół, który zbyt często kompromitowany jest przez swoich słabych funkcjonariuszy. Przykładów aż nadto. Kilka lat temu Benedykt XVI wygłosił w Ratyzbonie, utrzymany w zachodnim stylu uniwersyteckim wykład, który rozjuszył świat islamu. Papież cytował tam niepochlebne opinie o Mahomecie, mimo że dziennikarze biorący udział w pielgrzymce papieża do Niemiec alarmowali współpracowników Ojca Świętego, że skandal jest murowany. Niekompetencja współpracowników sprawiła również, że papież, zdejmując ekskomunikę z lefebrystów, ułaskawił również hierarchę otwarcie negującego Holocaust.

Watykan przecieka

Fala watykańskich przecieków wzbiera od kilku miesięcy. Ruszyła zupełnie niewinnie cztery lata temu, kiedy do włoskich mediów zaczęły wyciekać treści z poufnych listów papieża do biskupów. Wtedy wydawało się jeszcze, że to sprawka któregoś z kilkunastu rzymskich watykanistów, dziennikarzy dobrze ustosunkowanych wśród oficjeli Kurii Rzymskiej i często przez kurialistów manipulowanych. Później, w 2009 r., do akcji wszedł dziennik „Il Giornale”, będący własnością Paolo Berlusconiego, brata byłego premiera. „Il Giornale” na podstawie sfałszowanego dokumentu oskarżył Dino Boffo – redaktora naczelnego dziennika włoskiego episkopatu „Avvenire” – o molestowanie seksualne i homoseksualizm. Boffo stracił posadę, była to zemsta za to, że „Avvenire” krytykował premiera Berlusconiego za skandale obyczajowe. Ale prawdziwa lawina ruszyła w tym roku.

Na początku lutego wyciekły listy pisane do papieża przez abp. Carlo Mario Vigano, sekretarza gubernatoratu państwa watykańskiego, który z sukcesem uporządkował mocno zagmatwane sprawy budżetowe. Ale niespodziewanie arcybiskup w połowie kadencji został mianowany nuncjuszem w Waszyngtonie. Uruchomiło to spekulacje, że nadepnął na odcisk zbyt wielu osobom, m.in. radzie pilnującej finansów watykańskich, które były w nieładzie. Przede wszystkim chodziło o zlecanie prac na terenie Watykanu zaprzyjaźnionym firmom lub dostawcom. Tuż przed usunięciem ze stanowiska Vigano napisał do papieża dwa listy, w których mówił, że chciałby dokończyć swoją pracę, ale uniemożliwiają mu to sprawcy zamieszania. Stała się rzecz bez precedensu – prywatne listy, adresowane do papieża, zostały opublikowane w prasie.

 

 

Niedługo później ujawniono kolejny list do papieża, tym razem kolumbijskiego kardynała donoszącego na innego purpurata, który w Chinach miał naopowiadać chińskim i włoskim rozmówcom, że Benedykt XVI umrze w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Sugerował też, że papież padnie ofiarą zamachu, a jego następcą zostanie kard. Angelo Scola z Mediolanu. Nie miało to wielkiego sensu, jednak kardynał z Kolumbii kazał swoje doniesienie przetłumaczyć na niemiecki i dostarczył je papieżowi. List ten kolportowano jako dowód przygotowań zamachu, jednak sam rzecznik Watykanu przyznawał, że chodziło raczej o wpłynięcie na wynik przyszłego konklawe przez zdyskredytowanie Scoli i spalenie jego kandydatury.

Wreszcie doszło do wycieku dokumentów na dużą skalę, opublikowanych natychmiast w książce „Jego Świątobliwość” autorstwa dziennikarza Gianluigiego Nuzziego. Trudno wierzyć, że dokumenty wynosił sam kamerdyner. Jeśli watykański superarbiter, a zarazem szef służącego i teraz najwyższy sędzia w jego sprawie, okaże łaskę, Paolo Gabriele może wrócić na wolność, ale już nie do papamobile.

Jednak w Watykanie sprawa jest traktowana niezwykle poważnie, a Pawełek to drobiazg – oprócz śledczych bada ją także specjalna komisja kardynalska, która ma prawo przesłuchiwać purpuratów. Książęta Kościoła mogą zazwyczaj odmówić składania zeznań albo wskazać wygodne dla siebie miejsce przesłuchania, ale przed komisją muszą się obowiązkowo stawić. To znów rodzi spekulacje, że w spisek zamieszani są także kardynałowie. Bo jeśli wiarołomny Pawełek był watykańskim Bradleyem Manningiem, to kto był Julianem Assange’em?

Walka o władzę

Pod koniec maja włoska prasa przychylała się ku opinii, że zamieszanie skierowane jest przeciw sekretarzowi papieża Georgowi Gänsweinowi, przystojnemu synowi kowala z Badenii-Wirtembergii, zwanemu w Pałacu Apostolskim Pięknym Jerzym. Prałat jest świetnie wykształconym niedoszłym maklerem giełdowym i instruktorem narciarstwa, a w wolnych chwilach pilotuje samoloty. Pod jego adresem padają podobne zarzuty jak kiedyś wobec Stanisława Dziwisza: że kontroluje dostęp do papieskiego ucha, co wywołuje zazdrość i niezadowolenie. Inna interpretacja: chodzi o najzwyklejszą walkę o władzę, bo wszyscy wiedzą, że obecny pontyfikat nie będzie tak długi jak poprzedni.

Celem fali przecieków mogło też być skompromitowanie sekretarza stanu kard. Tarcisio Bertone. Zgodnie z tradycją, szefem watykańskiego MSZ zostaje wybitny dyplomata – tak było w przypadku Angelo Sodano, sekretarza stanu za Jana Pawła II. Ale Benedykt XVI powierzył to stanowisko współpracownikowi z Kongregacji Nauki Wiary, skąd pochodzi także jego osobisty sekretarz. Kuria, obsadzona jeszcze nominatami Jana Pawła II, ma się więc burzyć przeciw nominatom Benedykta, który zapewnia, że ufa wszystkim pracownikom Pałacu Apostolskiego. Jakkolwiek by było, przecieki dowodzą słabości władzy papieża nad własnym państwem. W Watykanie coraz częściej można usłyszeć, że za Jana Pawła II podobny skandal byłby nie do pomyślenia. A w każdym razie nie ujrzałby światła dziennego.

Bank papieży

W związku z falą przecieków gabinet szefa watykańskiego banku centralnego opuścił Ettore Gotti Tedeschi, włoski ekonomista. Stracił zaufanie kardynałów z rady nadzorczej Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), bo nie zadowalały ich dochody banku. To wersja oficjalna; ta mniej oficjalna głosi, że Tedeschi domagał się zwiększenia jawności, w tym współpracy z włoskim wymiarem sprawiedliwości. IOR inwestuje fundusze Kościoła, wspiera diecezje i zakony oraz przyjmuje darowizny. Urzęduje w okrągłej wieży, którą – choć przyklejona jest do północno-wschodniej ściany Pałacu Apostolskiego – nie widać jej z placu św. Piotra. Jednak skuteczniej niż przez kolumny Berniniego, księgi banku chronione są przez przywilej eksterytorialności i immunitet dla watykańskich bankowców.

W latach 80. działania IOR doprowadziły do upadku włoskiego banku, Watykan wypłacił wtedy ćwierć miliarda dolarów odszkodowań. Kiedy w 2010 r. szefem był już Tedeschi, rzymscy prokuratorzy zablokowali ponad 20 mln euro i bezskutecznie próbowali wyjaśnić, czy bank nie pierze pieniędzy. IOR posądzany był o ukrywanie łapówek dla włoskich polityków, miał być też narzędziem mafii. Zła sława banku zaowocowała i tym, że wiosną departament stanu USA wciągnął Watykan na listę krajów zagrożonych przestępstwami finansowymi, z których mogą pochodzić pieniądze dla przemysłu narkotykowego.

Polityka 23.2012 (2861) z dnia 06.06.2012; Świat; s. 55
Oryginalny tytuł tekstu: "Wszyscy ludzie papieża"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną