Mają rząd, Europa zmięknie?

Grecja rządem stoi
Tym razem Grecy postanowili pokazać się z jak najlepszej strony. Trzy dni po wyborach mają nowy rząd oparty na stabilnej większości. Jak Europa im się odwdzięczy?

W Grecji nie ma dziś podziału na lewicę i prawicę. Jest natomiast na partie, które chcą realizować drastyczny program oszczędnościowy i pozostać w strefie euro oraz na te, które wolałyby zerwać wszelkie porozumienia z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Ta pierwsza grupa po kilku dniach negocjacji ogłosiła powstanie nowego rządu. Będzie nim kierował zwycięzca niedzielnych wyborów, Antonis Samaras z konserwatywnej Nowej Demokracji. Gabinet poprą w parlamencie także socjalistyczny PASOK i Demokratyczna Lewica, jedno z szeregu ugrupowań powstałych na fali kryzysu.

Na papierze koalicja prezentuje się bardzo dobrze, bo będzie miała aż 179 mandatów w 300-osobowym parlamencie. To stabilna większość, do tego bardzo podobna do tej sprzed majowych wyborów. Wówczas rząd bezpartyjnego Lukasa Papademosa popierały również PASOK i Nowa Demokracja. Trzecim partnerem koalicyjnym był prawicowy LAOS, który zniknął z parlamentu, bo zmarginalizowało go faszystowskie ugrupowanie Złoty Świt. Ono na szczęście w rządzeniu Grecją uczestniczyć nie będzie.

Choć nowy rząd powstał bardzo szybko, na pewno nie będzie miał łatwego życia. Musi zmierzyć się nie tylko z tragiczną sytuacją gospodarczą (bezrobocie przekroczyło już 22 proc., kraj jest w piątym roku ciężkiej recesji), ale też z bardzo potężnym politycznym przeciwnikiem. Lewicowa koalicja SYRIZA, która jest największym wygranym kryzysu, odrzuciła ofertę wejścia do rządu i liczy na swój sukces w kolejnych wyborach. SYRIZA zmarginalizowała inne partie wrogie pakietom ratunkowym z komunistami na czele i zebrała ponad jedną czwartą głosów ostatnich wyborach. Szef koalicji, Alexis Tsipras, to zaprawiony w bojach populista, który będzie z pewnością bezwzględnie atakował nową koalicję.

Teraz Grecy czekają na reakcję Europy, która odetchnęła z ulgą w niedzielny wieczór, widząc na ekranach telewizorów zwycięstwo Nowej Demokracji. Po cichu wielu przywódców przyznaje, że Grecji należy się pewne rozmiękczenie twardych warunków, na jakich udzielono pomocy finansowej. Można by rozważyć wolniejsze cięcie deficytu, niższe oprocentowanie kredytów czy konkretne wsparcie inwestycji w pozbawionym nadziei kraju. Jednak oficjalnie Angela Merkel nie chce na razie słyszeć o jakichkolwiek zmianach i powtarza, że przyrzeczeń należy dotrzymywać.

A przecież gest wykonany w stronę Greków po wyborach, w których wybrali euro i Europę, byłby oznaką nie słabości Unii, ale jej wiary w lepszą przyszłość tego kraju członkowskiego. Kanclerz Merkel będzie prawdopodobnie obecna na ćwierćfinałowym meczu Niemców z Grekami w Gdańsku w najbliższy piątek. Może na naszym pięknym stadionie dojdzie do wniosku, że tak jak greccy piłkarze zaskoczyli wszystkich ekspertów, tak i greckie państwo jest jeszcze w stanie sprawić pozytywną niespodziankę.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną