Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Dziwny koniec dziwnej sprawy

Kamerdyner papieża skazany

Tempo było ekspresowe. Czwartego dnia rozprawy sąd watykański wydał wyrok na papieskiego lokaja Paolo Gabrielego oskarżonego o kradzież, a dokładnie nielegalne przywłaszczenie, tajnych dokumentów papieża: osiemnaście miesięcy więzienia.

Tempo ekspresowe, prawda, tylko nie jest jasne, czy sprawa została w tym ekspresowym tempie do końca wyjaśniona, czy może raczej szybkie tempo pozwoliło nie drążyć zbyt głęboko, co się właściwie stało.

Bo przecież takie rzeczy zdarzają się w państwie papieskim rzadko: ktoś z najbliższego, najbardziej zaufanego kręgu głowy tego państwa, papieża Benedykta XVI, przez sześć lat ma wgląd w jego tajne, poufne lub po prostu prywatne dokumenty i listy. I wynosi część z nich do siebie.

A część z tej części daje włoskiemu dziennikarzowi, który ogłasza je w swojej książce o kulisach Watykanu. O machinacjach finansowych, podejrzanych operacjach biznesowych, rywalizacji grup prałatów o wpływy i władzę. Tak wybucha sprawa nazwana w mediach VatiLeaks – kolejny cios w wizerunek Watykanu za pontyfikatu Benedykta XVI.

Czy i kto za tym stał, prócz kamerdynera? Wygląda na to, że nie. Takie przynajmniej wrażenie może wywołać przebieg procesu. Z znanych mi relacji wyłania się obraz Paolego jako kogoś niezbyt dojrzałego. Prócz tysiąca stron wykradzionych dokumentów, policja watykańska wyniosła z jego domu dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy stron innych materiałów, które latami gromadził legalnie, z powszechnie dostępnych źródeł.

A to o włoskiej masonerii, a to zasadach działania tajnych służb, a to o okultyzmie, a to o jodze i buddyzmie itp. Paolo sprawia wrażenie owładniętego jakąś obsesją spiskową, wszędzie węszącą zagrożenie, a z drugiej strony dewocją religijną, silnym emocjonalnym kultem polskiej świętej Faustyny Kowalskiej, mistyczki i wizjonerki, której przez długie lata Kościół nie dostrzegał, a którą na ołtarze wyniósł Jan Paweł II.

W słowie końcowym na sali rozprawy Gabriele powtórzył, że niczego nie kradł, tylko działał z miłości do Kościoła i obecnego Ojca Świętego (mnożą się spekulacje, że papież ułaskawi swego lokaja). Jego linia obrony jest więc taka, że chodziło mu o zwrócenie uwagi na zło, jakie dostrzegł w wyniesionych dokumentach.

Dlatego dokonał „wycieku”. No tak, ale czy pokazywał lub przekazywał te dokumenty jeszcze innym osobom i komu? Tego się z procesu nie dowiedzieliśmy. Wygląda na to, że w ekspresowym tempie sąd zostawił nas właściwie raczej z pytaniami niż odpowiedziami, jaka jest prawda o Paolo i jego występku.

Dziwny jest ten Watykan.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Sto najodważniejszych polskich piosenek. Nie zawsze chodzi o tekst

Co się stało z odwagą twórców piosenek? I czy oznacza ona dziś to samo co przed laty? Zmianę pomaga prześledzić nowe wydawnictwo poświęcone polskiej muzyce ostatnich dekad.

Mirosław Pęczak
16.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną