Świat

Lewizna prawicy

Afera na szczytach władzy w Hiszpanii

Hiszpańska prawica ma kłopoty. Dziennik „El Pais” opublikował tajną księgowość byłego skarbnika Partii Ludowej (PP) Luisa Bárcenasa.

Z rachunków Bárcenasa wynika, że przywódcy prawicy przez kilkanaście lat brali dodatkowe pensje od prywatnych sponsorów związanych głównie z branżą budowlaną. W latach 90. kiedy Hiszpania przeżywała największy boom na rynku nieruchomości mieli na tym korzystać również politycy. Mające mnóstwo zamówień firmy budowlane kupowały ich przychylność np. przy liberalizacji przepisów o handlu gruntami. Zdobyte w ten sposób fundusze partyjny skarbnik przydzielał, niezależnie od normalnej partyjnej pensji, najważniejszym politykom ugrupowania. Z dokumentów Bárcenasa wynika że w podziale brali udział nie tylko premier Mariano Rajoy, jego zastępcy, ale również sekretarz generalny całej partii i oczywiście sam Bárcenas, który przez lata odłożył na kontach w Szwajcarii 22 mln euro, a dziś nie potrafi wyjaśnić, jakim cudem udało mu się zgromadzić taką fortunę.

Według dokumentów Bárcenasa premier miał otrzymywać nieco ponad 25 tys. euro rocznie przez 11 lat, a jego zastępcy po kilkadziesiąt tysięcy euro rocznie. Zapiski obejmują lata 1990-92 i 1997-2008. W tym czasie Partia Ludowa dostała i pokwitowała 7,5 mln euro dotacji.

Hiszpanie są zbulwersowani. Jeszcze niedawno premier mówił im, że razem przetrwają ten kryzys, że przez jakiś czas muszą zacisnąć zęby i zgodzić się na kolejne cięcia, ale dzięki temu Hiszpania nie pójdzie drogą bankrutującej Grecji. Szok jest tym większy, że cały proceder trwał w czasie największego od lat kryzysu, kiedy co piąty Hiszpan nie ma pracy, a ci którzy ją utrzymali, musieli zacząć żyć z ołówkiem w ręku. Mnóstwo ludzi straciło mieszkania, a wielu z nich żyje dziś tylko np. z emerytur swoich bliskich. W tym czasie premier Rajoy zapewniał, że wszyscy jadą na tym samym wózku, tyle że teraz okazuje się, że jego wózek był raczej złotą karetą.

Prawica wróciła do rządzenia w listopadzie 2011 r. po ośmiu latach przerwy. A Mariano Rajoy przekonywał wówczas, że Partia Ludowa w przeciwieństwie do niekompetentnej, nieporadnej i skorumpowanej lewicy wyprowadzi Hiszpanię na prostą. Wyborcy oddali władzę prawicy w nadziei, że ta gospodarczo fachowa i uczciwa – wydobędzie kraj z zapaści. Tymczasem okazuje się, że w ciągu ostatnich siedmiu lat korupcja jeszcze wzrosła. Według Transparency International Hiszpania spadła w tym czasie z 21 na 30 miejsce (im wyższa lokata, tym niższa korupcja). Dzisiaj śledztwa antykorupcyjne toczą się w sumie przeciw 300 politykom różnych partii i różnego szczebla. W Katalonii samorządowcy z centroprawicowej partii Konwergencja i Związek (CiU) i z Socjalistycznej Partii Katalonii (PSC) są oskarżeni o sprzeniewierzenie środków publicznych.

Ponad rok temu okazało się, że rządzona nieprzerwanie przez prawicę od 1995 r. Walencja tonie w długach. Władze regionu inwestowały w kolejne inwestycje, począwszy od Miasteczka Sztuk i Nauk, poprzez tor do wyścigów Formuły 1 i lotnisko zbudowane za 150 mln euro, które nie uzyskało licencji na obsługę ruchu lotniczego, więc przez ponad dwa lata nie wylądował na nim żaden samolot. Oskarżony o korupcję wieloletni premier prowincji musiał odejść, a 11 byłych posłów prawicowej Partii Ludowej do lokalnego parlamentu czeka na wyroki w sprawach o milionowe oszustwa i malwersacje. Korupcja nie ominęła nawet monarchii, która zmaga się z oskarżeniami wobec Inakiego Urdangarina, męża księżniczki i zięcia króla Juana Carlosa.

W sprawie tajnej księgowości prawicy nic jeszcze nie zostało udowodnione. Zarówno premier, jak i jego partyjni koledzy wszystkiemu zaprzeczają. Obrońcy rządu twierdzą, że Bárcenas stracił stanowisko skarbnika partii w 2009 r., kiedy w prasie pojawiły się pierwsze przecieki o aferach, dziś wisi nad nim groźba więzienia i dlatego, w ramach zemsty na partyjnych kolegach, ujawnia podwójną księgowość. Nie ma to jednak specjalnego znaczenia. Mleko się wylało i dzisiaj premierowi trudno będzie odzyskać zaufanie Hiszpanów. Poparcie Partii Ludowej spadło do 29 proc. W 2011 r. wygrali wybory z poparciem przekraczającym 45 proc., a upadający socjaldemokraci mieli wówczas tylko 30 proc. zwolenników. Tyle, że wówczas ogromna większość rozczarowanych mogła zwrócić się w stronę prawicy. Dziś pozostają ugrupowania, które wyłaniają się z ruchu Oburzonych.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną