Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Błędy młodości

Wimbledon: porażka Janowicza w półfinale

Jerzy Janowicz ma czego żałować. Finał Wimbledonu nie był poza jego zasięgiem.

Porażka w półfinale Wimbledonu, w czterech setach, po trzech godzinach gry, z rakietą numer dwa w światowym rankingu, to nie jest rzecz, którą się da prosto wytłumaczyć. Ale bez większych problemów można wskazać punkt zwrotny tego spotkania – gdy w trzecim secie, przy stanie 4:2, Jerzy Janowicz wziął sobie za punkt honoru dać Andy’emu Murrayowi lekcję tenisa. Słał na jego stronę siatki skrót za skrótem, ale Szkot do każdego dobiegał, zdobywał punkty, w końcu odrobił straty i wygrał seta, w którym był w opałach. Jaki był efekt, wszyscy widzieli – Murray dostał werwy, Janowicz zgasł i trudno, żeby nie rozpamiętywał straconej szansy.

Czy do błędnej kalkulacji doprowadziła Janowicza nonszalancja, tego się nie dowiemy. W każdym razie można odnieść wrażenie, że trochę za często (w stosunku do pożytków) Janowicz sięga prawą ręką do lewego ucha. Jakby brzydził się prostych rozwiązań i chciał za wszelką cenę podtrzymać świeżą sławą tenisisty niebanalnego. Nikt mu jednak nie odbierze satysfakcji, bo napędził Murrayowi trochę stracha, publiczność kortu centralnego też – do czasu – nie była pewna, jaki mecz przybierze obrót. Mimo, że najgroźniejsza broń Janowicza, czyli serwis, tego dnia została nabita ślepakami.

Nieudany półfinał Jerzyka nie zmienia faktu, że był to najlepszy polski Wimbledon w historii – nie tylko za sprawą Janowicza, ale również Agnieszki Radwańskiej i Łukasza Kubota. Zostajemy teraz z pytaniem: czy ulubioną nawierzchnią Polaków stanie się trawa i na podobne sukcesy trzeba czekać okrągły rok?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną