Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Krytyk powinien mówić głośno

Zmarł Marcel Reich-Ranicki

Zmarł Marcel Reich-Ranicki, papież niemieckiej krytyki literackiej, razem z nim odchodzi epoka, w której krytyk z osobowością mógł stwarzać i niszczyć, decydować o powodzeniu czy klęsce autora.

Oglądam telewizyjny „Kwartet Literacki”, program Reicha Ranickiego, poświęcony książce Haruki Murakamiego. Ranicki grzecznie słucha innych krytyków i dopiero pod koniec przechodzi do ataku. Krzyczy, przerywa, skupia na sobie uwagę i rozmowa zamienia się w show jednego aktora. Wiedział, że krytyk musi być wyrazisty i mówić zrozumiale dla każdego. Jego zadaniem jest wychowywanie czytelników. Pisarze bali się go, a Martin Walser nawet uśmiercił w swojej książce postać na nim wzorowaną. W 2000 roku, kiedy polska była gościem honorowym na targach we Frankfurcie, miażdżył przed kamerami polską literaturę, zarzucając Stasiukowi, Tokarczuk i Tulli, że piszą książki prowincjonalne. Wiedział jak uprawiać krytykę przed kamerami, ale nie był po prostu showmanem. Ceniono go za ostrość ocen, poczucie humoru, ale przede wszystkim za zaangażowanie w literaturę. Literatura była dla niego wszystkim

„Wiedzą panie, jaki jest mój ulubiony ptak? – mówił w rozmowie z Angeliką Kuźniak i Agatą Tuszyńską. - Dzika kaczka Ibsena, mewa Czechowa, żurawie Ibikusa z ballady Schillera. Nie zachwyca mnie świat, którego nie daje się literacko objąć. Krajobraz nabiera dla mnie znaczenia tylko wtedy, kiedy mogę zobaczyć go w kontekście literackim. Rządzą mną słowa. Bo czymże byłaby góra Lorelei, gdyby nie to, że Heine o niej pisał?". Kochał kulturę niemiecką i ją wybrał. Opowiadał, że wyjechał z Polski, gdy zrozumiał, że nie ma dla kogo tutaj pisać esej o Hermanie Hessem. Mówił o sobie: pół Polak, pół Niemiec i cały Żyd.

Urodził się w 1920 roku we Włocławku w żydowskiej polsko - niemieckiej rodzinie. Młodość spędził w Berlinie i tuż przed wojną został, jako polski Żyd, deportowany do Warszawy. W getcie poznał swoją żonę. Udało im się zbiec na aryjską stronę. Po wojnie pracował na placówkach dyplomatycznych w  Berlinie i w Anglii, i jednocześnie został agentem komunistycznych służb bezpieczeństwa. Fakt współpracy ujawnił niemiecki dziennikarz dopiero 45 lat później. Świadkowie twierdzili, że w Londynie miał udział w ściąganiu do Polski ludzi z podziemia, którzy potem w kraju trafiali natychmiast do więzienia. Ranicki temu zaprzeczał.

Wyjechał z Polski w 1958 roku. Wcześniej usunięto go z partii i obłożono zakazem publikacji. W Niemczech zrobił oszałamiającą karierę jako krytyk literacki. "Zaraz po przyjeździe zacząłem pisać recenzje w tygodniku Die Zeit, a potem kierowałem działem literatury w FAZ. W krótkim czasie zapoznałem się z życiem literackim. I spotkało mnie  zaskoczenie! Wszystko było tak samo jak w Polsce. Każdy tłumacz skarżył się, że tłumacze są źle opłacani, że ich ignorują. Autorzy chwalą innych autorów, których książki ukazują się przypadkowo w tym samym wydawnictwie, co ich książki. Wszyscy narzekają, a jednocześnie boją się o swoich wielkich, których nie można skrytykować. Na całym świcie jest tak samo” – opowiadał mi w rozmowie.

Nie było wcale trudno, wbrew pozorom, umówić się z nim we Frankfurcie. Od pierwszej rozmowy telefonicznej czuć było z jaką ogromną przyjemnością mówi po polsku, zresztą niezwykle staranną polszczyzną. Spotkaliśmy się w Domu Literatury wśród poważnych ciemnych boazerii i solidnych skórzanych mebli. Wkroczył podpierając się na lasce, potężny, groźny, stary Żyd, głośno wydając polecenia obsłudze i zastrzegając, że ma mało czasu. Jednak po chwili maska surowego krytyka zaczęła znikać, a ujawniło się jego wielkie zaciekawienie Polską. Doszło do tego, że to on przepytywał mnie, a nie ja jego. Sypał anegdotami. Przypominał sobie przedwojenną Warszawę:  „Niech pani mi nie tłumaczy gdzie jest ulica Hoża! Przecznica Marszałkowskiej. A te kawiarnie jeszcze istnieją, „Świtezianka” na Marszałkowskiej?  A zna to pani: Piłsudski jedzie samochodem i pyta się: - gdzie jesteśmy? Plac Piłsudskiego. A, bardzo dobrze. - Gdzie jesteśmy? - Marszałkowska. - Bardzo dobrze. - A teraz? - Plac Zbawiciela. – O, to już przesada!”.

Po dwu godzinach coraz wyraźniej widać było jego tęsknotę za Polską, taką jaką znał przed laty. Współczesnej Polski się obawiał. „Pani leci z Frankfurtu do Warszawy? I loty są codziennie? To tak blisko. A ja nie byłam tam od 1958 roku. Żona też nie. Dziwne. Nienormalne. Ale w domu rozmawiamy tylko po polsku”. 

***

CZYTAJ TAKŻE: tekst Marcela Reich-Ranickiego "Skopać wieszcza" opublikowany w POLITYCE w 2001 r.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Sto najodważniejszych polskich piosenek. Nie zawsze chodzi o tekst

Co się stało z odwagą twórców piosenek? I czy oznacza ona dziś to samo co przed laty? Zmianę pomaga prześledzić nowe wydawnictwo poświęcone polskiej muzyce ostatnich dekad.

Mirosław Pęczak
16.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną