Na pokój na Ukrainie trzeba zaczekać

Rozejm do piachu?
Czy ostrzelanie Mariupola przez separatystów oznacza definitywne zakończenie podpisanego w Mińsku rozejmu między siłami rządowymi i rebeliantami? Zawieszenie broni trwało niecałą dobę, niektóre źródła donosiły zresztą, że drobne potyczki nie zostały całkowicie wstrzymane.
Rosyjski separatysta na punkcie kontrolnym na obrzeżach Doniecka, 6 września 2014 r.
Maxim Shemetov/Reuters/Forum

Rosyjski separatysta na punkcie kontrolnym na obrzeżach Doniecka, 6 września 2014 r.

Wokół Mariupola, najważniejszego dziś dla Ukrainy portu na Morzu Azowskim, toczyły się wzmożone walki, siły rządowe starały się ochronić miasto przed atakami rebeliantów. Teraz, gdy miasto zostało ostrzelane, obie walczące strony oskarżają się wzajemnie o złamanie umowy. Separatyści twierdzą, że to Ukraińcy chcieli wykorzystać rozejm do przegrupowania i wzmocnienia sił wokół miasta. Oni jedynie nie dali się zaskoczyć. Kijów uważa inaczej: że to wyrzutnie Grad odpaliły pociski z terytorium Rosji, żeby umożliwić separatystom zniszczenie ukraińskich posterunków.

Tak czy inaczej na pokój przyjdzie jeszcze zaczekać, rozejm nie jest jakimś automatem, który zadziała natychmiastowo. Zwłaszcza że to nie pierwsza próba zawieszenia broni, poprzednie rozejmy praktycznie w ogóle nie były respektowane.

Choć faktycznie na tak wysokim poziomie i z udziałem władz zbuntowanych regionów, Doniecka i Ługańska, jeszcze nie podpisywano umów o wstrzymaniu ognia. W Mińsku podpisy pod dokumentem złożyli Aleksandr Zacharczenko, premier Donieckiej Republiki Ludowej, i Igor Płotnicki, szef Ługańskiej RL.      

Czy to koniec rozejmu? W nocy OBWE ujawniło protokół mińskiego porozumienia. Można w nim przeczytać, że Kijów zobowiązał się do przeprowadzenia decentralizacji władzy i przyznania obu wschodnim obwodom statusu specjalnej autonomii oraz przeprowadzenia – jak szybko to możliwe – przedterminowych wyborów do lokalnych władz, zgodnie z ustawą o szczególnym statusie obwodów donieckiego i ługańskiego.

Zobowiązano się też do wyprowadzenia z terenu Ukrainy nielegalnych sił i najemników. Nie ma wyjaśnienia, czy wojska rosyjskie to nielegalne oddziały, ale równie dobrze można uznać za takie ukraińskie bataliony ochotników, także te formowane przez Prawy Sektor.

Jest też w protokole gwarancja niepociągania do odpowiedzialności karnej uczestników walk na wschodzie, po stronie separatystów. Jest też obiecana pomoc ekonomiczna dla Donbasu.

W istocie te zapisy można rozumieć jako kapitulację Kijowa w zamian za przerwanie ognia na wschodzie. Pewnie trzeba zaczekać jeszcze na szczegóły, w których diabeł tkwi zazwyczaj, a wówczas stanie się jasne, czy autonomia będzie na takiej samej zasadzie, jaka obowiązywała wobec Krymu, z lokalnym rządem, parlamentem i przedstawicielami w Radzie Najwyższej Ukrainy. Czy może będzie miała szerszy zasięg i pozbawi Kijów możliwości ingerowania w lokalne decyzje i ustawy.

Nie wiadomo też, jak na porozumienie mińskie zareagują teraz Ukraińcy, czy nie uznają, że to zdrada ze strony prezydenta i rządzących. Jak zareagują żołnierze? Czy zapytają, po co przelali tyle krwi, czy potrzeba było tylu zabitych, rannych żeby zawrzeć rozejm, korzystny dla przeciwnika w większym stopniu niż dla sił rządowych? Czy prezydent Poroszenko potrafi ich przekonać, że pokój jest w każdym wypadku lepszy niż wojna?

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj