Dlaczego szefowa ochrony Baracka Obamy straciła posadę
W ciągu ledwie trzech tygodni ochrona prezydenta zaliczyła więcej wpadek niż przez ostatnich pięć lat.
Stefan Fussan/Flickr CC by 2.0

Kierowniczka ochrony Baracka Obamy Julia Pierson podała się do dymisji, którą natychmiast przyjął minister ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Jeh Johnson.

Odejście szefowej Secret Service jest skutkiem kilku niefortunnych incydentów z udziałem jej agentów. Sam prezydent zachował się bardzo powściągliwie i w krótkiej rozmowie telefonicznej podziękował jej za współpracę.

O ewentualnym zwolnieniu Pierson, pierwszej w historii kobiety na czele Secret Service, mówiło się w Waszyngtonie już od kilku dni. W ciągu ledwie trzech tygodni ochrona prezydenta zaliczyła więcej wpadek niż przez ostatnich pięć i pół roku, czyli odkąd Obama przeniósł się do Białego Domu.

Rezygnacji szefowej obstawy prezydenta domagali się kongresmeni i senatorowie, ale podobno stanowcza postawa Pierwszej Damy w tej sprawie przelała szalę goryczy.

10 lat za 10 cm

Przypomnijmy: 19 września cierpiący na zespół stresu pourazowego 42-letni weteran irackiej wojny Omar J. Gonzalez przeskoczył okalające prezydencką siedzibę ogrodzenie i pobiegł w kierunku głównych drzwi do budynku. Przy drzwiach udało mu się obezwładnić strażnika i wejść do środka. Agenci Secret Service dogonili go dopiero w tzw. Wschodnim Pokoju. Dużej sali, w której głowa państwa od czasu do czasu organizuje przyjęcia, głównie dla zagranicznych delegacji. Przy mężczyźnie znaleziono niemal dziesięciocentymetrowy składany nóż.

Ochrona bała się użyć broni, gdyż przed rokiem wielkim skandalem skończył się incydent, kiedy nadgorliwi strażnicy pilnujący dostępu do siedziby Kongresu zastrzelili nieuzbrojoną kobietę, która, najprawdopodobniej przez przypadek, staranowała dzielącą ulicę barierkę. Obezwładniony Gonzalez został aresztowany. Grozi mu dziesięć lat więzienia. Baracka Obamy ani jego rodziny nie było wówczas w budynku.

Ledwie osiem dni wcześniej przez płot broniący dostępu do Białego Domu przeskoczył szaleniec w czapce przypominającej Pikachu, bohatera japońskiej kreskówki o Pokemonach. Wśród ochroniarzy wybuchła panika, a intruza udało się obezwładnić, gdy dobiegał już do marmurowej kolumnady gmachu.

Tymczasem o losie Julii Pierson przesądził raport z działań Secret Service podczas wizyty prezydenta w Centers for Disease Control and Prevention w Atlancie, gdzie Obama miał ogłosić szczegóły projektu pomocy afrykańskim krajom walczącym z epidemią wirusa ebola. Do windy, jaką jechał przywódca USA, wszedł zatrudniony przez wspomnianą placówkę ochroniarz i zaczął szczególnemu gościowi robić zdjęcia telefonem komórkowym. Zaraz po tym incydencie został on zwolniony z pracy i poproszony o zdanie służbowej broni, którą okazał się... nabity pistolet. Potem wyszło na jaw, że intruz był kilkakrotnie karany za bójki i napady.

Moralny upadek

Cała sprawa jest dla Baracka Obamy nieco kłopotliwa. Z jednej strony jest szefem szefa Secret Service, czyli ministra ds. bezpieczeństwa narodowego. Z drugiej – klientem tej, w każdym tego słowa znaczeniu, służby specjalnej. Obamie niezręcznie byłoby otwarcie krytykować ludzi towarzyszących mu przez 24 godziny na dobę. Ale też nie ma on czasu być przesadnie skupionym na tym, czy on i jego najbliżsi są bezpieczni.

– Prezydent może mieć twardą skórę i się specjalnie nie przejmować sobą, ale nie zapominajmy, że jest on mężem i ojcem i nie może się cały czas martwić, czy z jego rodziną wszystko w porządku – mówi POLITYCE Andrew S. Tanenbaum, informatyk i politolog, który prowadzi jeden z bardziej popularnych blogów o amerykańskiej scenie politycznej.

Tym bardziej nie służy gospodarzowi kolejna w ciągu ostatnich 18 miesięcy dymisja dyrektora Secret Service. W marcu 2013 r. ze służby odszedł Mark Sullivan po tym, jak grupa agentów przygotowujących wizytę Obamy w Kolumbii w czasie pracy zorganizowała imprezę, na którą zaprosiła kilkanaście prostytutek. Jedna z kobiet po awanturze z klientem wezwała policję i wybuchł skandal.

Przed nowym szefem prezydenckiej ochrony stoi kilka wyzwań. Nie tylko musi on uszczelnić system pilnowania najważniejszej osoby w kraju i jego rodziny, ale też podnieść morale w agencji. Jej pracowników dotknęły ostatnio cięcia w budżecie, a coraz gorszy piar służby wpływa na ich samopoczucie.

– Popkultura utrwaliła wizerunek Secret Service jako najlepszej tego rodzaju formacji na świecie. To przyciągało do niej ludzi i dawało im ogromną satysfakcję. Dziś ten mit rozpada się na naszych oczach, więc czas ratować to, co jeszcze z niego zostało – dodaje Tanenbaum.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną