Austria „europeizuje islam”

Jeśli Koran, to po niemiecku
Parlament austriacki uchwalił zmiany w prawie regulujące status mniejszości muzułmańskiej nad Dunajem. Konserwatywny minister integracji i spraw zagranicznych Sebastian Kurz tłumaczył mediom światowym, że chodzi o „islam o europejskim charakterze”.
JCB Prod/PantherMedia

Minister jest bardzo młody i chyba nie odrobił lekcji. Czy byłby gotów promować w Austrii „chrześcijaństwo o europejskim charakterze” lub taki judaizm? Nonsens.

Jednak hasło „europeizacji islamu” jest chwytliwe. Mimo że w Austrii do tej pory nie doszło do żadnych islamistycznych aktów terroru, a tutejsza półmilionowa muzułmańska mniejszość nie wydała z siebie imamów wzywających do wojny z „bezbożnym” Zachodem – strach przed islamem rośnie i tutaj.

Pożywką są niedawne ataki fanatyków w Paryżu i Kopenhadze, ale także bestialstwo dżihadystów tzw. Państwa islamskiego. Dołączyło do nich także kilkuset obywateli austriackich należących do mniejszości muzułmańskiej. Większość Austriaków uważa, że należy im odebrać obywatelstwo. Ale z drugiej strony, kiedy w połowie lutego austriaccy zwolennicy islamofobicznej niemieckiej Pegidy zebrali się na demonstracji w Linzu, okazało się, że ponad dziesięć razy większa była kontrmanifestacja przeciwników islamofobii.

Przyjęta ustawa poszerza prawa muzułmanów: mogą np. korzystać z posługi religijnej i rytualnie czystych posiłków w szpitalach. Ale mocno kontrowersyjne wydają mi się paragrafy zakazujące zagranicznego finansowania organizacji i duchownych muzułmańskich oraz nakazujące imamom głoszenie kazań po niemiecku i używania niemieckiego tłumaczenia Koranu.

To prawda, że finanse każdej instytucji powinny być przejrzyste, ale czy Austria zabroni teraz przyjmowania zagranicznej pomocy finansowej przez austriackie instytucje katolickie lub żydowskie? Powstaje wrażenie, że nowa ustawa jakby z góry zakłada, że chodzi o jakieś brudne pieniądze na brudne cele. Co gorsza, pojawia się skojarzenie z Rosją Putina, gdzie przyjmowanie pomocy zewnętrznej przez niektóre organizacje obywatelskie przedstawia się jako finansowanie rzekomej „piątej kolumny” Zachodu. Jeśli to ma być wzór do naśladowania w innych państwach europejskich, to jest on mało zachęcający.

W islamie przekład Koranu na jakikolwiek język niearabski jest możliwy, ale przekładu nie uważa się za nic więcej niż rodzaj interpretacji, a na pewno nie pismo święte. Publicznie Koran można recytować jedynie po arabsku. Tak było przez długie wieki w świecie katolickim, gdzie językiem liturgicznym była łacina, a lud mógł wysłuchać w swoim języku tylko kazania. Narzucanie muzułmanom tłumaczenia zamiast oryginału Koranu zostanie odebrane przez jako dyskryminacja.

Apel ministra Kurza o „europeizację islamu” odczytuję jako replikę na hasło „islamizacji Europy”. Straszą nim muzułmańscy radykałowie, ale także islamofobiczni politycy i aktywiści w Europie, w tym w Polsce. Ale to słaba odpowiedź. Hasło przeciwko hasłu.

Niebezpiecznej radykalizacji części europejskich muzułmanów nie da się powstrzymać represjami finansowymi czy odgórną obowiązkową inkulturacją przy pomocy Koranu po niemiecku. Trzeba ciąć u źródła, wyszukiwać fanatyków i ich mocodawców, pozbawiać ich możliwości działania. A to jest zadanie dla służb specjalnych.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną