Rosja straszy, Polska obserwuje. Dobra strategia na niedźwiedzia?

Nie larum, ale siła spokoju
Mówi się o Rosji, że dobrze wyczuwa realia i rozumie język siły. Polska nie ma co odkrzykiwać Rosji na zaczepki, natomiast musi pilnować, by plany obronne nakreślone na szczycie NATO w Newport były realizowane.
Twitter

Rosja nie ustaje w prowokacjach. W wielu rejonach, ale zwłaszcza nad Bałtykiem, rosyjskie samoloty straszą w powietrzu, a do obwodu kaliningradzkiego, z którym graniczymy, mają zostać skierowane rakiety balistyczne Iskander-M.

Z pewnością Rosja straszy tych naszych zachodnioeuropejskich partnerów, którzy słabiej się orientują w sytuacji na Wschodzie i chcieliby już Kremlowi odpuścić. Przecież na Ukrainie się już uspokoiło, krew się nie leje – zdają się mówić w krajach szczęśliwiej ogrzanych słońcem niż Polska i republiki bałtyckie. Dajmy więc już spokój sankcjom antykremlowskim i wróćmy do tego, co było. Nie ma co szarpać za wąsy rosyjskiego niedźwiedzia, kiedy wygląda na to, że może chce iść spać.

Miejmy nadzieję, że Unia Europejska zachowa jedność i utrzyma sankcje antykremlowskie. Jedność Unii jest nawet ważniejsza niż głębokość czy dolegliwość tych sankcji. Putin chce poróżnić sojuszników, to jasne.

Unia trzyma się tezy pani Merkel, że skoro nie popieramy rozwiązań militarnych na Ukrainie, bo i nie chcemy wojny, i Ukraina przecież na polu militarnym nie dorównuje Rosji, to Zachód musi grać na tym polu, na którym jest nieporównanie silniejszy, czyli w gospodarce. Dlatego utrzymanie sankcji jest takie ważne.

Nie jesteśmy w stanie wojny – ani my, ani nawet Ukraina. Przecież mimo tragedii, zniszczenia i śmierci Ukraina realizuje kontrakty z Rosją, w tym kupuje od niej gaz, Ukraińcy jeżdżą do Rosji do pracy, Polska kupuje ropę i gaz, obroty handlowe specjalnie nie spadły, Nordstream funkcjonuje jak funkcjonował, a główny nasz sojusznik, Stany Zjednoczone, utrzymują całą listę dziedzin, w których współpraca z Rosją przebiega przyzwoicie.

Niedawno w naszym tygodniku pisaliśmy o stosunkach z Rosją, proponując dla nich określenie: polityka zwodzonych mostów. Tam, gdzie można i trzeba – mosty są, ale kiedy należy, musimy się bronić, by most podnieść.

Co to oznacza? Generalnie w świecie zachodnim – tak w Ameryce, jak wśród naszych europejskich sojuszników – utrzymuje się diagnoza sformułowana przez gen. Jamesa Clappera, dyrektora amerykańskiego wywiadu. Otóż ocenił on, że Rosja zdaje sobie sprawę z różnicy bezpieczeństwa, jaka istnieje między krajami NATO, związanymi art. 5 NATO i innymi krajami: szanowała dotychczas i szanuje granice krajów NATO, czyli wie, którędy przebiegają czerwone linie.

Polska jest więc bezpieczna i ma rację nasza premier Kopacz, kiedy mówi, że nadaktywność Rosji na Bałtyku i w przestrzeni powietrznej trzeba bacznie obserwować, ale nie ma powodu, żeby podnosić larum.

Nie larum więc, ale poważne i systematyczne zwiększanie własnej i sojuszniczej sprawności obronnej. Mówi się na ogół o Rosji, że dobrze wyczuwa realia i rozumie język siły. Polska nie ma co odkrzykiwać Rosji na zaczepki, natomiast musi pilnować, by plany obronne nakreślone na ostatnim szczycie NATO w Newport były realizowane. Żeby szykowany na przyszły rok w Warszawie szczyt pokazał konsekwencję i zwartość Sojuszu, by wojska, bazy i broń były tam, gdzie trzeba.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną