Kolejna rzeź w wykonaniu islamistów. Tym razem w Kenii
Półtora roku po zamachu na centrum handlowe w Nairobi islamska milicja Al Shabab uderza ponownie. Zamach we wschodniej Kenii zebrał żniwo 150 zamordowanych. Większość z nich to studenci.
Atak islamistów na centrum handlowe w Nairobi w 2013 roku.
StarSuperVideos/Youtube

Atak islamistów na centrum handlowe w Nairobi w 2013 roku.

Zaczęło się w nocy ze środy na czwartek: grupa uzbrojonych milicjantów wpadła do akademików położonych na terenie kampusu Uniwersytetu Garissa we wschodniej Kenii, niedaleko granicy z Somalią – i rozpoczęła rzeź. Pierwsza bomba podłożona w jednym z budynków spowodowała – według relacji świadków – masakrę, ale dokładna liczba zabitych w wyniku wybuchu nie jest w tej chwili znana.

Zamachowcy wzięli ponad 800 zakładników – studentów i wykładowców – i przetrzymywali ich przez około 12 godzin. Z powodu ataku sił bezpieczeństwa prawdopodobnie nie byli w stanie więzić ich dłużej i musieli ratować samych siebie.

Docierające z Kenii szczegóły o zamachu nie zawsze są klarowne. Niektóre źródła podają, że zamachowców było nie mniej niż czterech i nie więcej niż dziesięciu. Czterech zginęło na terenie kampusu, jeden został podobno zatrzymany. Sporo mówi się o jednym, za schwytanie którego władze wyznaczyły nagrodę 200 tys. euro. Nie jest jasne, czy brał udział w zamachu, czy „tylko” uczestniczył w jego zaplanowaniu.

Prócz 150 zabitych w zamachu raniono 79 osób, niektóre ciężko, więc liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć.

Do ataku przyznała się somalijska milicja Al Shabab, która uważa się za regionalną odnogę Al Kaidy. Dwa lata temu w centrum handlowym Westgate w Nairobi zamachowcy z Al Shabab zabili 67 ludzi. Pod koniec zeszłego roku w regionie Mandera zatrzymali autobus i zamordowali 36 osób, niepotrafiących wyrecytować zadanych wersów Koranu.

Schemat zamachów tej grupy powtarza się: Al Shabab oddziela muzułmanów od niemuzułmanów i na tych ostatnich wykonuje egzekucje. Jeden z rzeczników milicji, szejk Ali Mohamud Rage, twierdzi, że milicja stawia sobie za cel zabijanie niewiernych i wrogów. Niewierni to niemuzułmanie, a wrogiem jest Kenia jako państwo – lokalny sojusznik USA w wojnie z politycznym islamem. Rząd Kenii wysłał swoją armię do Somalii, żeby ścigała tamże milicjantów z Al Shabab. We wrześniu zeszłego roku w wyniku amerykańskiego ataku z powietrza zginął współzałożyciel tej milicji Ahmed Abdi Godane.

Przerażenie zamachami Al Shabab w Kenii jest tak wielkie, że niektórzy politycy zaczynają mówić o wzniesieniu muru na liczącej około 600 km granicy kenijsko-somalijskiej. To jednak wątpliwe rozwiązanie: Al Shabab skutecznie rekrutuje nowych bojowników wśród muzułmańskiej biedoty w Kenii, szczególnie na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, w okolicach Mombasy.

Hotele tego kurortu turystycznego od kilku lat mają coraz mniej klientów, co potężnie uderza w lokalny rynek pracy i całą tamtejszą ekonomię. Mimo spadających systematycznie cen wczasów w Mombasie niewielu Europejczyków i Amerykanów decyduje się na kenijskie „wakacje z dreszczykiem”. Po ostatnim zamachu chętnych z pewnością jeszcze ubędzie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną