Świat

Wszystkie dzieci Putina

Kariery kremlowskich dzieci

Wyśledzona przez Reutersa córka prezydenta Putina Katerina Tichonowa jest multimilionerką, ale także uczestniczy w zawodach akrobatycznych rock and rolla. Wyśledzona przez Reutersa córka prezydenta Putina Katerina Tichonowa jest multimilionerką, ale także uczestniczy w zawodach akrobatycznych rock and rolla. Paweł Dudzik / EAST NEWS
Specyfika rosyjskiego neofeudalizmu polega na tym, że dzieci elity nie dziedziczą statusu rodziców, ale prawo do każdego stanowiska, które im się spodoba.
Biznesmen Kirył Szamałow, mąż córki Putina i syn jego przyjaciela.Dmitri Dukhanin/Kommersant Photo/Getty Images Biznesmen Kirył Szamałow, mąż córki Putina i syn jego przyjaciela.
Minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu z córką Ksenią.Ekaterina Chesnokova/Sputnik Photos Minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu z córką Ksenią.
35-letni Siergiej Iwanow, dyrektor Gazprombanku i szef zarządu w Sogazie, biegł ze zniczem podczas uniwersjady w Kazaniu.Alexandr Kryazhev/Sputnik Photos 35-letni Siergiej Iwanow, dyrektor Gazprombanku i szef zarządu w Sogazie, biegł ze zniczem podczas uniwersjady w Kazaniu.

Artykuł w wersji audio

Można oczywiście przyjąć, że Igor Sieczin, szef naftowego giganta Rosnieftu, Aleksiej Miller z Gazpromu i inni „kremlowscy prezesi” to tak wysokiej klasy menedżerowie, że zasługują na krągłe sumki wypłacane im przez państwo. Według oficjalnych informacji opublikowanych przez Rosnieft Sieczin zarabia rocznie niecałe 12 mln dol., chociaż inne źródła, jak np. rosyjski „Forbes”, podają kilkukrotnie wyższe kwoty. Pensja Władimira Jakunina, do niedawna wieloletniego prezesa rosyjskich kolei, miała, według oficjalnych danych, wynosić nieco ponad milion dolarów rocznie. Tak czy inaczej, choć niższe niż dochody zachodnich prezesów, to sumy zupełnie fantastyczne w warunkach rosyjskich. Ale jeszcze większe wrażenie robią błyskotliwe kariery potomków kremlowskich prezesów i urzędników.

Nie odchodząc daleko od Rosnieftu, warto wspomnieć o – najwyraźniej – niezwykłym talencie syna szefa firmy, 25-letniego Iwana. W styczniu prezydent Putin nagrodził tego młodego specjalistę, pierwszego zastępcę dyrektora departamentu wspólnych projektów na szelfie – orderem „Za zasługi dla ojczyzny” II klasy. W ciągu niespełna roku pracy w korporacji Iwan Sieczin zasłużył na nagrodę za „istotny wkład” i „długotrwałą sumienną pracę” w sektorze naftowo-gazowym. Córka Sieczina seniora jest z kolei żoną syna byłego prokuratora generalnego Władimira Ustinowa.

Dziękujemy Władimirowi Putinowi

Rodzina jest najważniejsza – mogłoby być hasłem przewodnim tej nowej rosyjskiej arystokracji. Synowie, córki i żony, a nierzadko i dalsi krewni wysokich urzędników państwowych to główni beneficjenci rosyjskiego systemu, w którym mieszają się polityka i gigantyczne pieniądze.

Ta arystokracja bez żadnej przesady mogłaby od rana do wieczora cytować zmodyfikowane tylko nieco propagandowe hasło, ukute niegdyś dla towarzysza Stalina: „Dziękujemy Władimirowi Putinowi za nasze szczęśliwe dzieciństwo”. To jemu i doskonalonemu przez lata jego rządów systemowi kapitalizmu państwowego dzieci rosyjskiej elity zawdzięczają wszystko, co mają: wykształcenie, wielkie pieniądze, biznesy, koneksje, możliwości. Nie bezgraniczne, bo w państwie Putina nigdy nie należy zapominać, komu zawdzięcza się swoje bogactwo. Ale na tyle duże, by prowadzić beztroskie życie bon vivantów i biznesmenów z najwyższej półki.

Ich rodzice – na wysokich państwowych posadach – ciężko pracują. Oficjalnie – ku chwale ojczyzny, ale przede wszystkim, jak mawiano niegdyś w Rosji, wszystko „w imię człowieka, dla dobra człowieka. I nawet wiadomo, jak ten człowiek ma na imię”. Zapłatą za lojalność i przynależność do tej putinowskiej arystokracji są profity, o jakich nie śniło się zwykłym Rosjanom.

Szczęśliwie urodzeni

Głośnym echem w ostatnich tygodniach odbiły się ustalenia agencji Reuters, dotyczące córki samego prezydenta, dotychczas skutecznie unikającej mediów. Reuters nie tylko podał jej tożsamość – jest nią niejaka Katierina Tichonowa – ale ustalił sporo faktów dotyczących jej życia osobistego i zawodowego. Z jakiegoś powodu Putin jako prezydent zawsze otaczał swoją rodzinę, zwłaszcza córki (oprócz Katieriny ma jeszcze młodszą – Mariję), tajemnicą i pilnie strzegł je przed mediami. Nic więc dziwnego, że i rewelacji Reutersa Kreml nie potwierdził.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że Tichonowa jest najprawdopodobniej małżonką Kiryła Szamałowa, syna wieloletniego przyjaciela Władimira Władimirowicza, akcjonariusza Banku Rossija. Pracuje na Uniwersytecie Moskiewskim, gdzie robiła karierę naukową, a także prowadzi w ramach tej wiodącej rosyjskiej uczelni projekt Innopraktika, który czerpiąc ze środków bogatych darczyńców (również, dziwnym zbiegiem okoliczności, z bliskich okolic Kremla), działa na rzecz wspierania i rozwoju młodych naukowców i bierze udział w rozbudowie uniwersyteckiego kampusu.

Jej mąż to młody (33 lata) biznesmen, który również od dawna działa na wyżynach rosyjskiego biznesu. Szamałow od siedmiu lat jest członkiem zarządu i współwłaścicielem energetycznego holdingu Sibur. Udziały warte dziś ok. 2 mld dol. nabył od innego starego przyjaciela Putina – miliardera Giennadija Timczenki. Od niego kupił również imponującą willę w Szwajcarii, wartą 3,7 mld dol., wylicza Reuters. Można więc powiedzieć, że młodzi małżonkowie jakoś wiążą koniec z końcem.

W swoim obszernym artykule Reuters dokonuje również szybkiego przeglądu innych „szczęśliwie urodzonych” młodych biznesmenów z okołokremlowskiej elity. Starszy brat Kiryła Szamałowa, Jurij, jest zastępcą szefa Gazprombanku, do którego należy m.in. holding medialny Gazpromu. Siergiej Iwanow młodszy, 35-letni syn szefa prezydenckiej administracji, jest dyrektorem w Gazprombanku i szefem zarządu w Sogazie – dużej firmie ubezpieczeniowej. Iwanow starszy to dawny kolega prezydenta jeszcze z czasów KGB. W putinowskiej Rosji był m.in. ministrem obrony i wicepremierem, słynie z twardego antyzachodniego stanowiska i jest prominentnym przedstawicielem tzw. grupy siłowików na Kremlu.

Pokusa wykorzystania państwowych funkcji do osiągnięcia prywatnych korzyści to problem stary jak świat i nie dotyczy tylko Rosji. A jednak – może ze względu na wielowiekową tradycję, może z powodu wielkich dysproporcji między bogactwem „państwa” i biedą zwykłych obywateli, a także nieskutecznej i głównie deklaratywnej walki z korupcją i nadużyciami – w Rosji problem ten jest wyjątkowo ostry. Na „służbie ojczyźnie” dorabiają się urzędnicy wszystkich szczebli – od samego Kremla po lokalne struktury.

Benefity krewnych rosną paradoksalnie wraz z nasileniem działań antykorupcyjnych. Oto np. obowiązek deklaracji majątkowych sprawia, że wiele firm, nieruchomości, rachunków bankowych, w Rosji i za granicą, przepisywanych jest na bliższą i dalszą rodzinę.

Fundacja Walki z Korupcją (ros. skrót FBK), założona i kierowana przez Aleksieja Nawalnego, który od dawna śledzi nielegalne powiązania między polityką i biznesem, znalazła ostatnio w prestiżowej podmoskiewskiej miejscowości Barwisze niesamowity dom zbudowany w stylu chińskiej pagody. Po krótkim śledztwie okazało się, że blisko hektar ziemi wart 10 mln dol. kupiła w 2009 r. 18-letnia córka ówczesnego ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergieja Szojgu. Później ta sama Ksenia Szojgu rozpoczęła budowę wartej kolejne 18 mln pagody. By uniknąć nadmiernego rozgłosu, nieruchomość przepisano na nieznaną nikomu bliżej Jelenę Antipiną, która okazała się… siostrą żony Szojgu – obecnie ministra obrony Federacji Rosyjskiej.

Zepsuty Zachód

W czasach antyzachodniego wzmożenia cały proces uwłaszczania dzieci nabiera dodatkowej pikanterii. Oto bowiem z parlamentarnych mównic i z ekranu telewizora bezustannie płyną głosy potępienia pod adresem zepsutego Zachodu i peany na cześć rodzimych wartości, produkcji, edukacji, możliwości. W tej sytuacji wyjątkowo niezręcznie wyglądają np. miliony rubli wydawane na kształcenie urzędniczych latorośli za granicą. Dzięki prostym rachunkom, opartym właśnie na deklaracjach majątkowych, można łatwo ustalić, że dochody budżetówki (nawet po sowitych podwyżkach zatwierdzonych w ostatnich latach przez prezydenta) nie są w stanie pokryć kosztów nauki w prestiżowych uczelniach w Szwajcarii czy USA.

Nawet jednak abstrahując od pochodzenia tych środków, uporczywe wysyłanie dzieci na Zachód, którym tak bardzo się pogardza i z którym toczy się bezustanną walkę ideologiczną, jest co najmniej dwuznaczne.

Okazuje się na przykład, że córki posła Siergieja Żelezniaka, gorącego orędownika ustaw ograniczających wolność słowa, aneksji Krymu i „tradycyjnych wartości”, uczyły się w Szwajcarii i w Londynie. Syn posłanki Mizuliny, której walka z gejowską propagandą i zachodnim „nihilizmem” nie znajduje sobie równych, mieszka w Belgii. Rodzina Pawła Astachowa, rzecznika praw dziecka, który trzy lata temu agitował za zakazem zagranicznej adopcji rosyjskich sierot, mieszka w willi na Lazurowym Wybrzeżu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który niedawno porzucił rodzinę, by ożenić się z byłą olimpijką Tatjaną Nawką, w podróż poślubną ruszył w rejs po Morzu Śródziemnym, chociaż podobno najlepsze i jedyne dla wszystkich patriotów jest Morze Czarne i krymskie wybrzeże.

W 2012 r. z inicjatywy Putina rozpoczęto w Rosji proces tzw. nacjonalizacji elit, polegający m.in. na wprowadzeniu zakazu posiadania majątku i kont za granicą. Bardzo szybko jednak, również na wniosek prezydenta, przepisy złagodzono – zakazano tylko posiadania rachunków zagranicznych przez urzędników, przedstawicieli resortów siłowych i deputowanych, a ich rodziny zwolniono z tych ograniczeń. Przyczyna była oczywista – zbyt surowe przepisy groziły wzrostem niezadowolenia w jednej z najważniejszych grup poparcia dla prezydenta.

Teoretycznie narzędzia pozwalające wyśledzić korupcję i przekręty wśród urzędników państwowych istnieją, czego dowodzi działalność fundacji Nawalnego, która regularnie demaskuje kolejne nadużycia, korzystając z państwowych rejestrów, deklaracji majątkowych i internetu. Oczywiście za każdym razem pojawiają się pod adresem opozycjonisty i jego ludzi zarzuty, że stali się narzędziem a to Departamentu Stanu, a to przeciwników politycznych tego czy innego delikwenta, jednak „śledczy” z FBK dość przejrzyście wykazują, skąd czerpią informacje. Dlaczego jednak tego samego nie robią państwowe organy do tego powołane? Częściowej odpowiedzi na to pytanie udzieliło najnowsze śledztwo Nawalnego, dotyczące samego prokuratora generalnego Jurija Czajki i jego rodziny.

Wynika z niego, że syn Czajki, Artiom, młody prawnik i biznesmen, nie tylko wykorzystał rodzinne koneksje do rozwijania własnych biznesów, ale także trudnił się rekietem. Mało tego, ze śledztwa wynika, że w Rosji działa mafia prokuratorska, w którą zaangażowani są przedstawiciele struktur prokuratury z różnych części kraju. Zaś biznesowa partnerka Artioma Czajki to była żona zastępcy prokuratura generalnego Olga Łopatina. Ona z kolei prowadziła wspólny biznes z żonami krasnodarskich gangsterów, odpowiedzialnych za jedno z najbrutalniejszych i najgłośniejszych morderstw w Rosji w ostatnich latach: zginęła wtedy cała rodzina konkurenta biznesowego, w tym spalone żywcem 9-miesięczne dziecko.

Władza czuwa

„I z mojego kranu płynie czasem rdzawa woda” – to słowa wypowiedziane przez prezydenta Rosji w 2013 r. Władimir Putin stara się, najwyraźniej skutecznie, przekonać rodaków, że doświadcza tych samych co oni problemów i doskonale rozumie ich codzienne zmagania. Choć tu i ówdzie ukazują się informacje o rzekomych bogactwach rosyjskiego lidera, skutecznie ukrytych na kontach zaprzyjaźnionych biznesmenów, oficjalna deklaracja majątkowa prezydenta jest bardziej niż skromna. Władimir Władimirowicz jest właścicielem dwóch zabytkowych wołg, łady niwy, kawałka ziemi, dwóch skromnych mieszkań i miejsca garażowego, a jego roczny dochód to ok. 151 tys. dol.

Walkę z korupcją i nadużyciami „sług narodu” Putin ma na sztandarach od dawna, a przeprowadzane od czasu do czasu pokazowe procesy antykorupcyjne mają przekonać rodaków, że władza czuwa. Dlaczego więc społeczeństwo milczy, gdy rosną kolejne wysokie płoty na bogatej Rublowce, a prokurator generalny sam wygląda na kryminalistę?

To nie jest wiedza powszechna. Informacja o korupcji na najwyższych szczeblach władzy i jej skali nie dociera do zwykłych Rosjan – tłumaczy socjolog Centrum Lewady Denis Wołkow.

Jak przekonuje badaczka rosyjskich elit Olga Krysztanowska, w takich właśnie warunkach kwitnie „nowa arystokracja”. Sam Nawalny mówi wręcz o „neofeudalizmie”: „W dzisiejszej Rosji to zupełnie normalne, że rady nadzorcze w bankach państwowych są kierowane przez dzieci urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, które w chwili obejmowania stanowiska nie mają nawet 30 lat”. Jego zdaniem to więcej niż po prostu sukcesja dynastyczna. Dzieci nie tylko dziedziczą po prostu funkcje swoich rodziców, ale także prawo do wyboru każdego stanowiska, które im się spodoba. Nawalny snuje dość mroczną wizję, według której wkrótce wszystkie kluczowe zasoby mogą zostać skupione w rękach pięciu, siedmiu rodzin.

W końcu dla większości Rosjan rodzina jest najważniejsza. Władza jest tego samego zdania. Problem w tym, że obu stronom chodzi tylko o własne rodziny.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pokolenie iGen: jakie jest i co mu zagraża

Przedstawiciele młodego pokolenia iGen nie wyobrażają sobie życia bez stałego kontaktu z całym światem, który jest zamknięty w małym pudełeczku, na dodatek w kieszeni – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog, profesor na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu.

Teresa Olszak
25.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną