Iran głosuje, ale większych zmian – przynajmniej na razie – nie będzie

Barany i osły
Wprawdzie większość w parlamencie zachowają prawdopodobnie twardogłowi, lecz czarny beton nabierze nieco jaśniejszego odcienia.
.
Ben Piven/Flickr CC by 2.0

.

W Iranie zaczyna się oficjalne liczenie głosów oddanych w wyborach parlamentarnych i na członków tzw. Zgromadzenia Znawców, które wybiera Najwyższego Przywódcę Republiki Islamskiej. Liczenie może potrwać, więc ostateczny wynik poznamy później. Władze ogłosiły, że liczą się tylko wyniki oficjalne. Na razie musimy więc spekulować.

Irański system polityczny jest tak zawiły, że trudno go nazwać demokracją w naszym rozumieniu tego słowa. Kandydatów do parlamentu i zgromadzenia prześwietlają cenzorzy polityczni. W tym roku przepuścili połowę spośród 20 tysięcy, w tym tylko 200 tzw. reformistów. Sczyścili nawet wnuka założyciela Republiki, ajatollaha Chomeiniego („jeszcze brak mu doświadczenia”).

Przed piątkowymi wyborami do parlamentu (290 miejsc) mnożyły się komentarze, że w kraju panuje apatia. Zryw „Zielonego Ruchu” w 2009 r. nie zmienił reguł gry. Iran jest nadal konserwatywną teokracją, w której prawa kobiet i mniejszości są ograniczone, elita rządząca ma mocarstwowe ambicje, a ostatnie słowo należy zawsze do Najwyższego Przywódcy, którym jest jeden z tzw. Ajatollahów, czyli wyższego kleru. W tej sytuacji trudno spodziewać się w wyborach wielkiej niespodzianki.

Jednak latem zeszłego roku politykom irańskim udało się dojść do (kontrowersyjnego) międzynarodowego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Iran zdeklarował, że będzie to wyłącznie program pokojowy. W zamian Zachód uchylił część sankcji ekonomicznych na Iran, które dotkliwie uderzały w irańską gospodarkę i poziom życia milinów Irańczyków. W reformistycznie nastawionej części społeczeństwa obudziły się nadzieje na zmiany na lepsze.

Piątkowe wybory miały być okazją, by w parlamencie wzmocnić grupę przedstawicieli tej części obywateli. Warunek był jeden: jak najwyższa frekwencja przy urnach. Wygląda na to, że dopisała, bo aż pięciokrotnie przedłużano czas oddawania głosów (co w Iranie się nie zdarza).

Głosować przyszli nie tylko zwolennicy status quo, ale i zwolennicy reform, wśród których jest dużo ludzi młodych. Aż 60 proc. 80-milionowego społeczeństwa ma poniżej 30 lat. Pojawiła się szansa, że „barany i osły” (określenie jednego z komentatorów na Irańczyków ignorujących wybory) poszły po rozum do głowy. Wprawdzie większość w parlamencie zachowają prawdopodobnie twardogłowi, lecz czarny beton nabierze nieco jaśniejszego odcienia.

To może pomóc w przyszłorocznych wyborach prezydenckich kandydatowi reformistów. Nieco mniej antyzachodni i nieco bardziej otwarty na świat Iran to od lat marzenie świata zachodniego. Na razie dalekie od spełnienia.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną