Theresa May dostała od królowej misję utworzenia rządu
Theresa May po rozmowie z królową Elżbietą II poinformowała, że podejmie się misji utworzenia rządu.
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May
Number 10/Flickr CC by 2.0

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May

„Bierzmy się do roboty” – powiedziała premier. Zapowiedziała, że przeprowadzi kraj przez kluczowe rozmowy brexitowe, które rozpoczyną się za 10 dni.

May poinformowała, że dąży do zbudowania sprawiedliwszego społeczeństwa. Obiecała, że wypełni wolę Brytyjczyków, aby opuścić Unię Europejską i zwalczać ekstremizm.

W przemówieniu wygłoszonym przy Downing Street wiele uwagi poświęciła DUP, czyli unionistycznej partii Irlandii Północnej. Według komentatorów May będzie musiała polegać na wsparciu tego ugrupowania przy tworzeniu rządu. Nie oznacza to jednak formalnej koalicji. Demokratyczna Partia Unionistyczna wprowadziła do parlamentu dziecięciu posłów. W ten sposób mniejszościowy rząd konserwatystów uzyska poparcie 328 posłów, a wymagana większość to 326.

Przypomnijmy, że konserwatyści wygrali wybory w Wielkiej Brytanii, ale utracili większość w parlamencie. Partia Pracy wezwała May, by podała się do dymisji. Ona zaś ogłosiła, że powoła rząd mniejszościowy.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn w piątek rano wezwał May do dymisji i „zrobienia miejsca dla rządu, który naprawdę będzie reprezentował wolę ludzi”. Z kolei brytyjska premier oświadczyła, że Wielka Brytania potrzebuje stabilności, i podkreśliła, że „jeśli Partia Konserwatywna uzyskała największą liczbę głosów i mandatów, to naszym obowiązkiem jest troska o stabilność”. Jej wypowiedź została odebrana jako sugestia, że nie zamierza rezygnować z zajmowanego stanowiska.

Samej May udało się utrzymać mandat poselski w okręgu w Maidenhead, gdzie zdobyła prawie 65 proc. wszystkich głosów. Corbyn, jej głowny rywal, również obronił miejsce w Izbie Gmin, uzyskując rekordowo dużo, bo 73 proc. głosów w Islington North w północnym Londynie.

Brytyjczycy wybierali posłów spośród ponad 3,3 tys. kandydatów w 650 okręgach jednomandatowych.

Premier May się przeliczyła

Decyzję o przedterminowych wyborach Theresa May ogłosiła 18 kwietnia. Brytyjska premier chciała zapewnić Partii Konserwatywnej więcej mandatów w Izbie Gmin i tym samym wzmocnić pozycję swojego rządu w negocjacjach z Unią Europejską w sprawie Brexitu.

Kiedy May ogłaszała decyzję o wcześniejszym pójściu do urn, Partia Konserwatywna miała aż 20 punktów procentowych przewagi nad Partią Pracy (odpowiednio 44 i 23 proc.). Na Liberalnych Demokratów chciało zagłosować 12 proc. wyborców, a na Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) 10 proc.

Ostatnie sondaże przed wyborami znacznie się od siebie różniły: od przewagi aż 13 punktów procentowych dla laburzystów do zaledwie 0,9 punktu procentowego.

Kampanię wyborczą ostatnich tygodni zdominowały zamachy terrorystyczne w Manchesterze i Londynie. W sumie w ciągu trzech miesięcy doszło do aż trzech ataków. Opozycja ostro punktowała cięcia, jakie rząd konserwatystów wprowadził w policji, co doprowadziło do zmniejszenia liczby funkcjonariuszy oraz tych, którzy mają uprawnienia do używania broni palnej. Zdaniem opozycji miało to również wpływ na bezpieczeństwo na Wyspach. Sama premier bezpośrednio odpowiada za wspomniane cięcia – nie tylko jako szefowa rządu, ale również wcześniej, jako minister spraw wewnętrznych.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj