Europosłowie stracili cierpliwość. Chcą przejąć inicjatywę w ocenianiu demokracji w Polsce
Komisja Europejska doszła do ściany. Wie, że w Polsce źle się dzieje, ma szereg zastrzeżeń, ale poprawy działań nie udaje jej się uzyskać.
Do Polski niestety nie trafia argument utraty dobrego wizerunku czy wiarygodności.
European Parliament/Flickr CC by 2.0

Do Polski niestety nie trafia argument utraty dobrego wizerunku czy wiarygodności.

W ciągu ostatnich dwóch lat Parlament Europejski piąty raz debatował na temat sytuacji w Polsce. Za każdym razem było ostro i nieprzyjemnie. Publiczne pranie polskich brudów nigdy nie jest dobre. Padają oskarżenia i ostre słowa. Europosłowie patrzą na ten sam kraj, ale sytuacje w nim widzą zupełnie inaczej. Jedni, jak poseł Janusz Lewandowski, mówili o upadku demokracji, propagandzie i sobotnim marszu rasistów, a inni, jak poseł Ryszard Legutko, opowiadają o antypolskiej obsesji i kłamstwach. Legutko na koniec jeszcze demonstracyjnie opuścił salę obrad.

Bruksela straciła cierpliwość?

Przegłosowana rezolucja świadczy jednak o tym, że Bruksela straciła cierpliwość. Europosłowie przyznali, że już nie Komisja Europejska, a więc unijni biurokraci, powinna prowadzić postępowanie, tylko powinien to robić parlament, bo to on ma legitymację demokratyczną do tego, żeby móc zbadać, czy obecny polski rząd rzeczywiście nie stara się kumulować władzy, i czy nie próbuje funkcjonować poza jakąkolwiek kontrolą.

Parlament przejął inicjatywę nawet mimo działań Komisji Europejskiej, która przecież od miesięcy bada polską praworządność. Zrobił tak, ponieważ Komisja doszła do ściany. Wie, że w Polsce źle się dzieje, ma szereg zastrzeżeń, ale poprawy działań nie udaje jej się uzyskać. Nie ma też dialogu, a obecny podczas debaty wiceszef Komisji Frans Timmermans przypomniał, że od lipca wysłał cztery zaproszenia do przedstawicieli polskiego rządu. Odpowiedzi brak.

Atmosfera jest coraz gorsza

Opisy sobotniego marszu też zrobiły swoje. I pewnie dlatego za rezolucją głosowało 438 posłów, 152 było przeciw, a 71 wstrzymało się od głosu. Parlament zacznie procedować niezależnie od działań Komisji Europejskiej. Sprawą praworządności w Polsce zajmie się parlamentarna Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE).

W ciągu kilku miesięcy LIBE przygotuje raport, który będzie poddany głosowaniu w PE, a potem ewentualnie będzie można przedłożyć go Radzie UE, gdzie odbędzie się głosowanie nad tym, czy zawiesić Polsce część praw członkowskich. Droga do tego jeszcze daleka, ale widać, że sprawa sankcji nie jest już wcale tak mglista, jak choćby przy okazji pierwszej debaty.

Profesor Barbara Kudrycka, która jest członkiem parlamentarnej Komisji LIBE, twierdzi, że przegłosowana właśnie rezolucja jest już ostatnim krzykiem PE wobec rządu polskiego, ostatnim wołaniem o zmianę dotychczasowego postępowania. Apelem o to, żeby polski rząd nie łamał swojej konstytucji i przestrzegał traktatów międzynarodowych, bo do tego Polska się zobowiązała, wstępując do Unii.

Teraz Komisja Europejska będzie prowadziła swoje działania, a parlament swoje. – I nie ma w tym nic wyjątkowego. Europosłowie zajmowali się sytuacją na Malcie, w Hiszpanii, a wcześniej na Węgrzech i w Rumunii. Wszędzie, gdzie działo się coś niepokojącego. I zawsze chodziło o to, żeby poruszyć sumienie rządzących. I w większości przypadków to się udawało. Rządy zaczynały dialog i merytoryczną współpracę – przekonuje prof. Kudrycka.

Z Polską niestety tak nie jest. Do nas nie trafia argument utraty dobrego wizerunku czy wiarygodności. My, podobnie jak pozostali członkowie Unii, zobowiązaliśmy się do przestrzegania pewnych reguł, ale teraz te reguły nam się odpodobały i nie chcemy ich już przestrzegać. Co więcej, teraz chcemy je zmieniać.

W dodatku zamiast merytorycznej dyskusji zaczyna się opluwanie Unii. Pisarz i były redaktor „Gazety Polskiej” Piotr Wierzbicki na łamach „Rzeczpospolitej” pisze, że „w miejsce organizacji oferującej współpracę mamy w Brukseli do czynienia z agresywną, opresyjną strukturą, która sama sobie przyznała prawo do najbardziej brutalnej, totalnej ingerencji w wewnętrzną sytuację poszczególnych państw członkowskich”.

Tyle że to nie Bruksela sama przyznała sobie to prawo, tylko wszystkie państwa członkowskie tego prawa jej udzieliły. A wstępując do Unii, wchodząc do tej rodziny, przystaliśmy na to i zobowiązaliśmy się do przestrzegania określonych reguł.

Daliśmy też prawo do działania różnym instytucjom unijnym, w tym też deputowanym Parlamentu Europejskiego. I teraz, wobec dzisiejszego głosowania, może warto się zastanowić, czy to możliwe, żeby 438 posłów Parlamentu Europejskiego miało antypolską obsesję, czy może rzeczywiście coś idzie w złym kierunku.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną