Amerykańska strategia nuklearna zakłada, że ryzyko wojny atomowej rośnie
Scenariusze użycia broni jądrowej znowu schodzą na poziom taktyczny. Taki, w którym najbardziej ucierpią kraje frontowe – jak Polska. Tu pytania, kto zaczął i kto ma rację, tracą sens.
Dla Kima amerykańska doktryna ma prostą przestrogę: użycie broni jądrowej przez reżim będzie jednoznaczne z jego zagładą.
Forum

Dla Kima amerykańska doktryna ma prostą przestrogę: użycie broni jądrowej przez reżim będzie jednoznaczne z jego zagładą.

Broń jądrowa wraca na pole walki – taki ogólny wniosek nasuwa się po lekturze projektu amerykańskiej doktryny nuklearnej „Nuclear Posture Review”, której projekt w ubiegłym tygodniu wyciekł do mediów przed formalną publikacją. Ponieważ ani Pentagon, ani prezydent Donald Trump nie nazwali go fake newsem, a za analizę wzięły się poważne media zajmujące się obronnością, można przyjąć, że oficjalna strategia czekająca na opublikowanie będzie identyczna.

W Polsce mało się o tym dokumencie mówi, a szkoda, bo zarówno dla NATO, jego wschodniej, frontowej flanki, jak i dla nas zawiera ważne przestrogi i wnioski.

Kolejne problemy Amerykanów

Po pierwsze, Amerykanie przyznają, że mają problem z rosyjską przewagą w taktycznej broni jądrowej i że zamierzają tę dysproporcję jak najszybciej zrównoważyć poprzez budowę nowych rodzajów uzbrojenia o niższej od strategicznej sile rażenia. Samo stwierdzenie nierównowagi w zakresie taktycznego uzbrojenia jądrowego nie jest niczym zaskakującym ani nowym. Zapowiedź odbudowy takiego arsenału, a nawet dostosowania pewnych rodzajów strategicznego uzbrojenia do taktycznej roli – to już rewolucja. Czy raczej odwrócenie trendu rządzącego rozbrojeniem mocarstw przez ostatnie 30 lat.

Bo właśnie 30 lat temu, w grudniu 1987 roku, podpisany został podstawowy dla atomowego rozbrojenia Europy traktat INF, na mocy którego w cztery lata wycofano i zniszczono po obu stronach żelaznej kurtyny tysiące pocisków i wyrzutni, które miały wyłącznie jeden cel – zamienić Europę Środkową w radioaktywne zgliszcza.

Kiedy żelazna kurtyna opadła, nikt nie myślał, że taka broń kiedykolwiek będzie musiała powrócić. Taka – to znaczy do zastosowania na polu walki, niesłużąca jako strategiczne narzędzie odstraszania. Sformułowanie „taktyczna broń jądrowa” wymyka się bowiem tradycyjnym wyznacznikom zasięgu czy siły rażenia. Mianem tym określano głowice pocisków artyleryjskich o mocy poniżej jednej kilotony, ale też dwustukilotonowe głowice w pociskach przeciwokrętowych. Kilotona to jednostka tak zwanego równoważnika trotylowego – łatwiej sobie go wyobrazić niż jednostki fizyczne teradżuli.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj