Afera z nadużywaniem danych o użytkownikach trzęsie Facebookiem
Z liberalnej idei platformy swobodnej wymiany myśli nie zostało nic. Wiele wskazuje na to, że złota era mediów społecznościowych tonie właśnie w manipulacjach i krętactwach.
Dzięki dziennikarskiemu śledztwu wszyscy dowiedzieli się, że Facebook w niejasnych okolicznościach przekazał dane o swych użytkownikach w ręce manipulatorów.
geralt/Pixabay

Dzięki dziennikarskiemu śledztwu wszyscy dowiedzieli się, że Facebook w niejasnych okolicznościach przekazał dane o swych użytkownikach w ręce manipulatorów.

Nie dzięki dociekliwości państwowych instytucji, ale za sprawą „skruszonego” świadka i dziennikarskiego śledztwa reporterów „Observera”, „Guardiana” oraz telewizji Channel 4 wszyscy dowiedzieli się, że Facebook w niejasnych okolicznościach przekazał dane o swych użytkownikach w ręce manipulatorów. Wiadomo o 50 milionach profili, które firma Cambridge Analytica po odpowiedniej obróbce użyła do manipulowania procesami wyborczymi, wywierania wpływu na decyzje wyborców oraz budowania atmosfery wrogiej liberalnej demokracji i jej elitom. Stworzone narzędzie mikrotargetowania oferowała w różnych miejscach świata, głównie osobom o marnej reputacji, także tym posługującym się „obcym alfabetem”.

Tropy prowadzą też do Kremla

Wiadomo, że przynajmniej w przypadku dwóch ważnych dla przyszłości zachodniego świata głosowań – referendum w Wielkiej Brytanii w 2015 roku oraz w wyborach prezydenckich w USA w 2016 roku – opracowane przez CA narzędzie dało pozytywny skutek. Oczywiście zarówno obficie zasilana gotówką przez wielkiego donatora antysystemowej prawicy Roberta Mercera Cambridge Analytica, jak i korporacja Marka Zuckerberga zaprzeczają, by działały niezgodnie z prawem. Pamiętajmy jednak, że wiarygodność obu panów już wcześniej nie była zbyt duża. Szczególnie Zuckerberga, który przypomina żeglarza w środku tropikalnej burzy, w którą zresztą wpłynął zupełnie rozmyślnie.

Różne dowody i poszlaki wskazują, że cel – szczególnie w przypadku CA – był nie tylko merkantylny, ale i polityczny. Trudno w tym ostatnim przypadku znaleźć inny niż taki wpływ na wynik wyborów, by wydrzeć władzę z rąk polityków trzymających się zasad liberalnej demokracji. Trudno, skoro jedną z najważniejszych osób w firmie był kluczowy dla Donalda Trumpa współpracownik Steve Bannon.

Wiele tropów prowadzi też do Kremla, który – wszystko na to wskazuje – doskonale znał narzędzie stworzone przez CA i prawdopodobnie sam je stosował rękami trolli ze słynnej Internet Research Agency z Petersburga. Tak rysuje się dość przerażający obraz międzynarodowej siatki, która używając różnych internetowych narzędzi i wytrychów, rozbija spoistość Zachodu.

Dla Cambridge Analytica cała afera za sprawą śledztw prowadzonych w USA i Wielkiej Brytanii oznacza prawdopodobnie koniec działalności. Dla Facebooka, czyli „najbardziej nieprzejrzystej spółki medialnej świata” („Economist”), czas wielkiej smuty, który może być początkiem jego końca przynajmniej w tej formie, w jakiej działa. A trudno sobie wyobrazić, że gigant z Kalifornii i jego szef nie wiedzieli, do czego służą dane użytkowników wykorzystywane przez Cambridge Analityca, i co na Facebooku robią petersburskie trolle.

Czytaj także: Spowiedź rosyjskich trolli w „New York Timesie”: Pracowaliśmy jak roboty

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj