Świat

Polska straci dziesiątki miliardów euro. To cena politycznej izolacji

Polska straci dziesiątki miliardów euro. To cena politycznej izolacji

Unijny koimisarz ds. budżetu Günther Oettinger Unijny koimisarz ds. budżetu Günther Oettinger EPP Group / Flickr CC by 2.0
Komisja Europejska przedstawiła dziś propozycję podziału między kraje Unii funduszy spójności w latach 2021–27. Polska straci 20 mld euro, czyli 23 proc. tego, co ma w obecnej siedmiolatce.

Mniej więcej rok temu spotkałem się z przedstawicielem jednego z unijnych rządów, który przyjechał do Warszawy na rozmowy z naszymi władzami. Gorącym tematem była wtedy kwestia, czy Komisja Europejska wniesie do unijnych stolic o wszczęcie postępowania przeciw Polsce w sprawie ochrony praworządności na podstawie art. 7. unijnego traktatu. Zapytałem, czy procedura może doprowadzić do nałożenia sankcji na Warszawę.

Trochę mniej albo dużo mniej

Rozmówca sceptycznie pokiwał głową. – Nie wiemy, co jest na końcu tej drogi – powiedział tylko. Chodzi o to, że uznanie naruszenia wartości przez jeden z krajów wymaga jednomyślnej decyzji pozostałych państw, a to mało prawdopodobne. Czy w takim razie Unia nic nie zrobi? Tu urzędnik był dużo bardziej stanowczy. – Polski rząd musi się liczyć z konsekwencjami w negocjacjach budżetowych. Dostaniecie mniej niż w obecnym rozdaniu – stwierdził.

O tym, że siedmiolatka 2014–20 jest najlepsza w historii dla Polski, a potem będzie gorzej, było wiadomo już od dawna – przypomniałem. – Ale możecie dostać trochę mniej albo dużo mniej – pokazał gestem. – Rząd w Warszawie mówi, że robi to, czego chcą polscy wyborcy. Ale my też mamy swoich wyborców. Jak mam im wytłumaczyć, żeby przekazywali miliardy euro ze swoich podatków na kraj, który nie przestrzega unijnych wartości i nie chce być solidarny wobec innych, np. w sprawie uchodźców? – zapytał retorycznie.

Wygląda na to, że zapowiadany scenariusz zaczyna się realizować.

Czytaj także: Pięć najważniejszych punktów batalii o unijny budżet

O 20 mld euro mniej niż obecnie

Na początku maja Komisja Europejska przedstawiła zarys unijnego budżetu na lata 2021–27, czyli tzw. perspektywy finansowej. Już ten wstępny projekt był dla Polski niekorzystny: zmniejszyły się pieniądze na unijną politykę spójności (o 10 proc.), czyli wyrównywanie poziomów między bogatymi a biednymi krajami oraz na rolnictwo; z obu tych puli Polska mocno korzystała. W budżecie pojawiły się nowe priorytety i nowe kryteria rozdziału pieniędzy, korzystniejsze dla krajów unijnego Południa. Zagrożeniem dla Polski jest też możliwość zawieszenia wypłat w razie naruszania praworządności, np. niezawisłości sądów.

Dziś Bruksela przedstawiła konkretne wyliczenia, ile pieniędzy mają dostać poszczególne kraje w ramach polityki spójności. Komisja wybrała najgorszy z planowanych wariant dla Polski – zakłada on o 23 proc. mniej pieniędzy niż w obecnej siedmiolatce (64,4 mld euro zamiast 83,9).

Nasz kraj pozostanie największym beneficjentem unijnych funduszy, i to z dużą przewagą (drugie w kolejności Włochy dostaną 38 mld). Jednak relatywnie stracimy, podczas gdy Grecy zyskają 8 proc., Włosi – 6 proc., a Hiszpanie – 5 proc. Spadki finansowania zanotują też inne państwa naszego regionu, w tym Węgrzy – o 25 proc.

Wariant ograniczający straty państw Europy Środkowo-Wschodniej próbował forsować słowacki komisarz Maroš Šefčovič, ale mu się nie udało. Technicznie obniżki wynikają z tego, że kraje naszego regionu wzbogaciły się w stosunku do państw Zachodu. Ponadto wśród kryteriów rozdziału środków mniejszą rolę odgrywać ma PKB, a większą – poziom bezrobocia czy też, prawdopodobnie, liczba przyjętych imigrantów. Co gorsza, istnieje ryzyko, że w toku negocjacji z państwami płatnikami netto do unijnego budżetu (które więcej wpłacają do wspólnej kasy, niż z niej dostają) te sumy jeszcze się zmniejszą.

Czytaj także: Jest projekt unijnego budżetu. Dla Polski dwie wiadomości

Cena dyplomatycznej izolacji

Rozmowy na temat unijnego budżetu potrwają do przyszłego roku. Komisja Europejska chciałaby je zamknąć do majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, ale bardzo prawdopodobne, że przeciągną sie one na drugą połowę roku. Wskutek wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii pieniędzy będzie mniej. Kluczowe decyzje wymagają jednomyślności, więc wszystkie państwa będą musiały poszukać kompromisu. Nie należy się jednak spodziewać, że końcowy rezultat znacząco odbiegnie od obecnej propozycji Brukseli.

Już to, że Komisja przedstawiła projekt w takiej postaci, jest dużą porażką polskiej dyplomacji. Pokazuje, jak bardzo obniżyła się pozycja naszego kraju w Unii od lat 2012–13, kiedy toczyły się negocjacje obecnej perspektywy finansowej. Wtedy wstępna propozycja Komisji była dużo korzystniejsza dla Polski, a w toku rozmów udało się wytargować jeszcze kilka miliardów euro.

Teraz o zyski będzie dużo trudniej. Polska zapłaci wymierną cenę za „wstawanie z kolan”: przejęcie Trybunału Konstytucyjnego i sądów, nieprzejednaną postawę w sprawie polityki migracyjnej, dyplomatyczną izolację w Unii oraz spory z Brukselą i głównymi stolicami.

Reklama

Czytaj także

Rynek

Wojna wódki z piwem

Wódka z piwem toczą wojnę. Obie strony uzbrojone w opinie, ekspertyzy i badania starają się skłonić państwo, żeby wreszcie zrobiło z konkurentem porządek. Od czasów wojny masła z margaryną takiego konfliktu na polskim rynku nie było.

Adam Grzeszak
16.07.2019
Reklama