Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Umarł premier, niech żyje premier. Hiszpański kryzys polityczny

Dzień Dziecka przyniósł Hiszpanii wiele nowości. Dzień Dziecka przyniósł Hiszpanii wiele nowości. Emilio Naranjo Pool / Forum
W Madrycie doszło do zmiany władzy. Nowy rząd jest jednak jeszcze słabszy niż ten poprzedni.

Wszystkie dotychczasowe problemy pozostają nierozwiązane, a parlament myśli raczej o nadchodzących za dwa lata wyborach niż ustabilizowaniu targanymi kolejnymi politycznymi kryzysami kraju.

Nieoczekiwane nowości w Hiszpanii

Dzień Dziecka przyniósł Hiszpanii wiele nowości. Pierwsze udane wotum nieufności w jej historii. Pierwszego premiera, który nie jest równocześnie posłem. Pierwszy przypadek, że partia tworząca rząd nie ma wystarczającej liczby głosów, by chociaż mianować marszałka izby niższej. I pierwszą izbę wyższą, w której większość absolutną ma partia opozycyjna.

Premierem przestał być prawicowy Mariano Rajoy, najbardziej niepopularny polityk w kraju. Choć przez kilka lat po prostu przeczekiwał wszelkie problemy, dopóki same się nie rozwiązały, to ostatnio miał wyjątkowo złą passę. Jego strategia wobec Katalonii nie przyniosła żadnych rezultatów, znów rządzą tam separatyści. Jedna z jego najbliższych współpracowniczek musiała podać się do dymisji po tym, jak udowodniono jej kupienie tytułu magistra oraz... kradzież kremu z supermarketu. Były skarbnik jego partii został skazany na kilkadziesiąt lat więzienia za prowadzenie tajnej księgowości ugrupowania, w ramach której rozliczano wielomilionowe łapówki.

Czytaj także: Dlaczego Unia nie zajmuje się kryzysem w Hiszpanii?

Pedro Sánchez przejmuje ster

Ten ostatni wyrok, choć dla nikogo nie był zaskoczeniem, stał się pretekstem do odwołania Rajoya. Jeszcze w poniedziałek wydawało się, że wotum nieufności wobec niego nie ma szans w wyjątkowo skłóconym parlamencie – ale za doprowadzenie go do końca odpowiadał Pedro Sánchez, który po raz kolejny udowodnił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Przywódca socjalistów w ciągu ostatnich kilku lat zaliczał spektakularne porażki i jeszcze bardziej zadziwiające powroty. Po tym jak na początku kadencji nie udało mu się zmontować koalicji, zarząd jego własnej partii przeprowadził przeciw niemu pucz i zastąpił go zarządem komisarycznym – Sánchez w odpowiedzi złożył mandat poselski, błyskawicznie zjechał samochodem cały kraj i przekonał szeregowych działaczy, żeby po kilku miesiącach znów wybrali go szefem. Teraz, nie zasiadając nawet w parlamencie, zdołał wbrew wszelkim wcześniejszym przewidywaniom namówić podzieloną izbę, żeby zastąpiła nim Rajoya.

Hiszpańska polityka jak latynoski serial

Choć właśnie osiągnął największy sukces życia, to dopiero teraz czeka go prawdziwe wyzwanie. Po poprzedniku dziedziczy trudny budżet i napięty do granic kryzys w Katalonii. Korupcja trawiąca całą hiszpańską politykę nie znika wraz z Rajoyem: w Andaluzji, bastionie socjalistów, właśnie trwa proces w sprawie ich największej afery, który może się zakończyć równie kłopotliwymi wyrokami dla nowego premiera, co niedawny proces dla odchodzącego. Sánchez przewodzi gabinetowi mającemu najmniejszą liczbę głosów w historii madryckiego parlamentu, a ugrupowania, które jeszcze w piątek udzieliły mu poparcia, będą teraz się od niego dystansować – tym mocniej, im bliżej do przypadających za dwa lata wyborów.

Hiszpańska polityka przypomina trochę latynoską telenowelę: jest wiele zwrotów akcji, dużo niespodziewanych zdrad i pojednań, dramatycznych przemówień oraz słabego aktorstwa. Szkoda tylko, że dla przeciętnego obywatela tego kraju nie wynika z tego tyle radości co z oglądania telewizyjnego serialu.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama