„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Walka o nazwę Macedonii trwa. Uda się wyjść z pata?

Teraz w sprawie nazwy kraju piłka jest po stronie macedońskiej. Teraz w sprawie nazwy kraju piłka jest po stronie macedońskiej. Marjan Lazarevski / Flickr CC by 2.0
Grecy i Macedończycy, przeciwnicy zmiany nazwy, protestują, zarzucając swoim premierom, że poszli na zbyt daleki kompromis.

Porozumienie między Atenami a Skopje w sprawie zmiany nazwy tej byłej jugosłowiańskiej republiki na Republikę Macedonii Północnej od początku miało tylu zwolenników, co przeciwników i rozpalało nacjonalistyczne emocje po obu stronach granicy – w Macedonii i Grecji. Po trwających ponad ćwierć wieku negocjacjach udało się je podpisać zaledwie kilkanaście dni temu, a macedoński parlament już porozumienie ratyfikował – niespełna tydzień temu, 20 czerwca.

Teraz musiałby ustawę podpisać prezydent Macedonii Gjorge Iwanow z prawicowej, nacjonalistycznej partii WMRO-DPMNE. Z kolei Ateny zobowiązały się do nieblokowania dłużej przystąpienia Macedonii do NATO i europejskich aspiracji sąsiada: czerwone światło ze strony Aten stało na drodze integracji Macedonii do NATO i UE, co powodowało wiele komplikacji politycznych i ekonomicznych.

Macedonia decyduje o swojej przyszłości

Teraz decyzja Brukseli o rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Macedonią mogłaby zapaść nawet na najbliższym posiedzeniu Rady UE 28–29 czerwca. A pozytywna decyzja Sojuszu Północnoatlantyckiego mogłaby zostać podjęta na lipcowym szczycie w Brukseli. Porozumienie wymaga jednak zmiany w konstytucji Macedonii i to od tej regulacji Ateny uzależniają swą decyzję. Gdyby harmonogram, uzgodniony między obiema stolicami, został dotrzymany, spór o nazwę mógłby zmierzać ku szczęśliwemu zakończeniu. Jesienią zapowiedziano jeszcze referendum, w którym Macedończycy mieli się wypowiedzieć w sprawie zmiany konstytucji, czyli także nazwy kraju.

Macedończycy i Grecy protestują przeciwko

Ale po drodze zdarzył się pierwszy kłopot – protesty po obu stronach granicy, gdzie dochodzi do starć z policją. Grecy i Macedończycy, przeciwnicy zmiany nazwy, protestują, zarzucając swoim premierom, że poszli na ugodę i zbyt daleki kompromis. Że to już zdrada. W Macedonii to jeszcze większy problem niż w Grecji. Lewicowy premier Zoran Zaew może mieć trudność w zmobilizowaniu społecznego poparcia dla porozumienia i zmian. Macedończycy już niezbyt silnie wierzą, że Bruksela poważnie myśli o rozszerzeniu, choć kiedyś sami byli liderami reform na Bałkanach. Ale nikt się tym nie przejął, zachodnie Bałkany zostały przez Unię zlekceważone. Czy uda się wskrzesić w ludziach dawny entuzjazm – nie wiadomo.

Tymczasem Zaew uczynił poprawę stosunków z sąsiadami, zwłaszcza z Grecją, jednym z najważniejszych celów swego rządu. Protesty społeczne mogą nawet ten rząd przewrócić. Prezydent nominował Zaewa pod warunkiem, że jego rząd nie będzie działał na szkodę Macedonii.

I tu kolejny kłopot się pojawia – czyli oficjalne stanowisko prezydenta Iwanowa, który od początku był przeciwny negocjacjom z Grekami, oficjalnie zapowiedział, że nie podpisze ustawy ratyfikującej porozumienie właśnie dlatego, że narusza ona konstytucję kraju i prowadzi do podporządkowania Macedonii innemu państwu, czyli Grecji. A takie działanie przeciwko własnemu państwu jest karane więzieniem.

Parlament obali prezydenckie weto?

Pat na szczęście nie jest całkowity, bo ustawa wraca teraz do parlamentu, który musi ją zatwierdzić większością co najmniej 61 głosów w liczącej 120 posłów izbie. To może być trudne, ale nie jest niewykonalne. Wtedy prezydent z mocy prawa będzie musiał już ustawę podpisać. Jeśli jednak wydarzyłoby się coś jeszcze po drodze i porozumienie zostałoby storpedowane, byłaby to wielka strata i z pewnością nie pomogłaby budowaniu stabilizacji w regionie.

Bałkany interesują Putina. I nie tylko jego

Warto pamiętać, że Rosja jest zainteresowana chaosem na Bałkanach, podobnie zresztą jak Turcja i kraje arabskie, które chcą poszerzać strefę swych wpływów. Piłka jest po stronie macedońskiej, ale i po stronie Brukseli, która nie może bałkańskich państw i ich problemów nie dostrzegać. Tymczasem niedawny unijny szczyt bałkański takich nadziei nie gwarantuje.

Czytaj także: Bałkanów nie można zostawić samopas. Rosja chętnie z tego skorzysta

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Zaszczepieni też chorują. Dlaczego trzecia dawka jest niezbędna?

Coraz więcej osób wątpi w szczepionki przeciwko covid, skoro nawet po trzech dawkach przytrafia im się zakażenie. Czy zatem decyzję o szczepieniu przypominającym lepiej odłożyć do czasu, aż pojawią się skuteczniejsze preparaty?

Paweł Walewski
04.12.2021
Reklama