Świat

Czy prezydenci Serbii i Kosowa wreszcie się dogadają?

Belgrad nie uznaje niepodległości Kosowa. Belgrad nie uznaje niepodległości Kosowa. Franco Pecchio / Flickr CC BY SA
Chęć zawarcia porozumienia i normalizacji stosunków w zamian za poparcie dla pomysłu zmiany granic między obu krajami wygląda na formę szantażu.

Prezydenci Serbii Aleksandar Vucić i Kosowa Hashim Thaçi zaskoczyli Brukselę i Waszyngton, ogłaszając na oficjalnym forum polityków i politologów w austriackich Alpach chęć zawarcia porozumienia i normalizacji stosunków w zamian za poparcie dla pomysłu zmiany granic między obu krajami.

Czytaj także: Skąd na świecie tyle parapaństw, czyli krajów nieuznawanych?

Belgrad nie uznaje niepodległości Kosowa

Sam pomysł padł już kilka tygodni temu, tyle że mniej oficjalnie. Ale już wówczas wywołał sprzeciw. Oficjalne ogłoszenie i to niemal w przededniu spotkania w Brukseli, gdzie obaj przywódcy mieli wspólnie z szefową unijnej dyplomacji Federicą Mogherini rozmawiać o dalszej normalizacji, wygląda raczej na formę szantażu.

Obaj prezydenci znają się od lat i nienawidzą serdecznie. Thaçi był liderem kosowskiej UCK, walczącej przeciwko Belgradowi, Vucić – ministrem informacji u Miloszevicia, a potem jednym z liderów Serbskiej Partii Radykalnej, która nawet słyszeć nie chciała o odłączeniu Kosowa i swoją siłę budowała na sprzeciwie wobec utraty tej serbskiej prowincji. Trudno uwierzyć, że nagle zmienili przekonania.

Belgrad nie uznaje niepodległości Kosowa i Vucić wielokrotnie podkreślał, że uznanie tej suwerenności jest dla Serbii nie do przyjęcia. Po jego stronie były sondaże – większość Serbów odrzucała taką możliwość, nawet za cenę rezygnacji z członkostwa w UE. Tym bardziej że tego członkostwa nikt nie obiecywał szybko, jasno i w określonym czasie. W ogóle o tym nie mówiono, posługując się twardymi datami. Nawet podczas niedawnego szczytu Unia–Bałkany Zachodnie w Sofii żadna konkretna data nie padła. Belgrad wprawdzie prowadził z Brukselą negocjacje akcesyjne, a jeden z otwartych rozdziałów dotyczył właśnie pokojowego sąsiedztwa z Kosowem, Vucić obiecywał zakończenie rozmów w 2019 r. – ale to były jedynie zapewnienia wypowiadane przy okazji kampanii wyborczych.

Waszyngton za Kosowem

Pod naciskiem Brukseli zawarto porozumienie między Belgradem a Prisztiną w 2013 r., ale kosowska opozycja oraz władze prowincji robiły wszystko, żeby porozumienie utrudnić, obalić, żeby Belgradowi zaleźć za skórę. Za plecami wciąż Kosowo miało Waszyngton, który wykreował tę niepodległość i nie szczędził poparcia, choć Prisztina regularnie łamała rezolucje i uzgodnienia. Na przykład postanowiła powołać własną armię, czym mocno zdenerwowała Biały Dom. Porozumienie, choć zawarte, nie było respektowane. Tymczasem od Belgradu wymagano coraz to nowych ustępstw, zwłaszcza dotyczących administrowania północnymi gminami i Kosowską Mitrovicą, zamieszkałą przez mniejszość serbską. Ta mniejszość także o uznaniu suwerenności Kosowa nawet słyszeć nie chciała. Porozumienie miało się odbyć w dużej części jej kosztem.

O zmianie granic czasem wspominano, zwłaszcza gdy w Mitrovicy dochodziło do starć i demonstracji. Ale o takim rozwiązaniu nie chciał słyszeć Berlin, wiodący prym w rozmowach o przyszłości Bałkanów Zachodnich, także o przyszłości w UE. Waszyngton jak zwykle stawał po stronie Prisztiny. Nic sobie nie robiąc z faktu, że teraz właśnie mści się polityka, jaką uprawiał, i restrykcje wobec Moskwy za aneksję Krymu wyglądają jak podwójne standardy.

Czytaj także: Handel organami i inne zbrodnie w Kosowie. Czy ktoś za to odpowie?

Granice na Bałkanach to temat delikatny

Zmiana granic mogłaby dotyczyć Kosowskiej Mitrowicy, kilku gmin sąsiednich oraz Doliny Preszewa zamieszkałej przez albańską mniejszość (w tym wypadku większość). Ale granice na Bałkanach to temat niezmiernie delikatny. Wojna, jaka się tam rozegrała, jest dowodem, że każda zmiana jest lub może być punktem zapalnym i prowadzić do destabilizacji. Każdy, kto tego nie rozumie, niech trochę poczyta o wojnie w Bośni czy Chorwacji.

No i właśnie teraz jest obawa, czy zmiana granic nie zburzy ładu układanego z takim trudem. Czy nie wpuści na Bałkany Rosji, Turcji i Chin, którym destabilizacja polityczna i gospodarcza jest cudownie na rękę? A przecież to środek Europy i Bruksela nie może sobie pozwolić na wrogą dominację tuż pod bokiem. Tyle że trzeba było pomyśleć o tym wcześniej, nie przyjeżdżać na Bałkany z kijem zamiast marchewki.

Czytaj: Bałkanów nie można zostawić samopas. Rosja chętnie z tego skorzysta

Bruksela żąda pokojowych relacji

W każdym razie Bruksela ma twardy orzech do zgryzienia. Musi dobrze rozważyć, na ile ryzyko jest opłacalne i na ile można zaufać obu politykom, a zwłaszcza prezydentowi Kosowa, który nigdy nie odciął się ani od przeszłości, ani od metod działania UCK.

Waszyngton chętnie widziałby Kosowo w ramach Unii, żeby zrzucić odpowiedzialność, jaką na siebie wziął. Również przez to, że wspierał niedemokratyczne, skorumpowane rządy. Berlin sprzeciwia się zmianie granic. Bruksela żąda pokojowych relacji między Belgradem a Prisztiną. To wszystko naraz może się nie udać. Zwłaszcza że Kosowo nigdy nie zamierzało uporać się z mafią, handlem ludźmi i narkotykami. Ani reformować gospodarki. Ale toczący się konflikt też dobrze nie wróży.

Takie są efekty zgniłych kompromisów i nietrafionych decyzji. Gdzieś to zwykle wraca, nawet odsunięte w czasie na wiele lat.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama