Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Kobe Bryant nie żyje. Koszykarz zginął w wypadku helikoptera

Nie żyje Kobe Brayant. Zginął w wypadku śmigłowca. Nie żyje Kobe Brayant. Zginął w wypadku śmigłowca. Forum
Siedem razy wychodził na boisko, by zdobyć z zespołem tytuł mistrzowski NBA. Udało się aż pięciokrotnie. Był wybierany na najlepszego gracza ligi i finałów tych rozgrywek. W 2018 r. zdobył jeszcze jedno trofeum – Oscara. Miał 41 lat.

Z telefonu „wypuścił” jeszcze w niedzielę tweeta z wyrazami szacunku dla LeBrona Jamesa, który właśnie przeskoczył go w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów (LeBron jest trzeci w statystykach NBA). Więcej tweetów nie będzie. 41-letni Kobe Bryant zginął w katastrofie swojego śmigłowca w pobliżu Calabasas w Kalifornii. W maszynie było jeszcze kilka osób, wśród nich jedna z córek, 13-letnia Gianna Maria Onore.

20 lat w Los Angeles Lakers

Całe zawodowe, koszykarskie życie spędził w Los Angeles Lakers. Gdy w 2016 r. odchodził z NBA po 20 latach gry, żegnała go inna legenda „Jeziorowców” Magic Johnson, który powiedział, że już nigdy nie będzie drugiego Kobego Bryanta. I nikt z fanów koszykówki na świecie nie pomyślał sobie, że Magic przesadził. Bryant był wyjątkowy na wiele różnych sposobów.

Trafił do najlepszej ligi świata tuż po szkole średniej. Ojciec także biegał po parkietach NBA, więc kariera syna była trochę do przewidzenia. 20 lat w jednej drużynie to rekord sam w sobie. Jego osiągnięciami można zapisać wiele stron, a mogłoby być ich jeszcze więcej, gdyby nie liczne kontuzje, które przerywały karierę.

Każdy, kto choć trochę interesuje się sportem, musiał o nim słyszeć. Był nie tylko jednym z najwybitniejszych koszykarzy, był jednym z najwybitniejszych sportowców w ogóle. To postać pomnikowa, choć na tym monumencie są także rysy. W 2003 r. został oskarżony o napaść seksualną na pracownicę hotelu. Do procesu nie doszło, prawnicy doprowadzili do pozasądowej ugody.

Pięć mistrzowskich pierścieni

Siedem razy wychodził na boisko, by zdobyć z zespołem tytuł mistrzowski NBA. Udało się aż pięciokrotnie. Był wybierany na najlepszego gracza ligi i finałów rozgrywek. Od 1998 r. (poza jednym sezonem) zawsze typowano go do udziału w Meczu Gwiazd. Z reprezentacją dwukrotnie sięgał po mistrzostwo olimpijskie.

Amerykanie od dawna kochają rozbierać efekty gry zespołów i poszczególnych graczy na tysiąc różnych statystycznych sposobów. W wielu zestawieniach bryluje Kobe Bryant. Pamięta się np. jego 81 punktów w meczu z Toronto Raptors. Niebotyczne osiągnięcie! No i 33 643 punktów w ogóle. Do tego weekendu ustępował tylko Kareemowi Abdulowi Jabbarowi i Karlowi Malone. I choć wyprzedził go LeBron James, to inna legenda – Michael Jordan – jest w tej statystyce za Bryantem.

Cztery lata temu jego koszulki z zastrzeżonymi numerami 8 i 24 powędrowały pod sufit hali Lakersów. Zaczął się kolejny etap w życiu Kobego. Po chwili sięgnął po kolejne trofeum w zupełnie nieoczywistej dla siebie dziedzinie. Wraz z Glenem Keanem odebrał w 2018 r. Oscara za „Dear Basketball”, który okazał się najlepszym krótkometrażowym filmem animowanym. Dzieło powstało na podstawie utworu napisanego przez koszykarza.

Występował przeciwko rasizmowi. Uważał, że można osiągnąć sukcesy w tej walce, prowadząc konsekwentną edukację.

W sieci od kilku godzin co chwila ktoś żegna jednego z największych koszykarzy w historii: m.in. raper Drake, prezydent Trump i inni przywódcy, sławni sportowcy i miliony kibiców na całym świecie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Jak pokroić morze? Przybywa chętnych na kawałek Bałtyku. A rybakom wiatr w oczy

To tylko złudzenie, że na Bałtyku jest bezmiar przestrzeni. Jest coraz ciaśniej i coraz więcej chętnych, którzy chcą wyrwać kawałek morza dla siebie.

Ryszarda Socha
24.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną