Świat

Europosłowie o aborcji w Polsce: Stawką jest przyszłość UE

Sesja Parlamentu Europejskiego Sesja Parlamentu Europejskiego European Parliament / Flickr
Frances Fitzgerald z irlandzkich ludowców grzmiała, że gdyby Polki nie były objęte swobodą przemieszczania się wewnątrz UE, „chciałyby natychmiast składać wnioski o azyl”.

Jeśli po dzisiejszej debacie w Parlamencie Europejskim coś możemy stwierdzić na pewno, to że gdzieś po drodze, niepostrzeżenie, zmienił się świat. Zdecydowana większość wypowiadających się europosłanek i europosłów uważa dostęp do aborcji na żądanie za prawo człowieka. Dotyczy to także posłanek i posłów z grupy Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL.

Aborcja. Stawka w grze o UE

I nie mówią w próżni: nawet jeśli w Polsce możemy czasem odnieść wrażenie, że to deputowani mówią elektoratowi, co ma myśleć i jak się zachowywać, to esencją demokracji jest debata publiczna i rozliczanie swoich przedstawicieli. I tak niemal wszyscy przemawiający wiązali „faktyczny zakaz aborcji w Polsce” (taki był oficjalny temat dyskusji) z problemami z praworządnością, prawomocnością orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, a raczej jej brakiem, a także ignorowaniem masowych protestów społecznych, które z demokratycznego punktu widzenia wydaje się nie do pomyślenia. Kwestia uruchomienia art. 7 wobec polskiego rządu zdecydowanie wróciła do agendy.

Europosłowie, przemawiając w imieniu obywateli swoich krajów, dali do zrozumienia, że kwestia prawa Polek do aborcji to stawka w grze o – ni mniej, ni więcej – samą Unię Europejską. Jeśli struktury UE pozostają bezsilne w obliczu takiego naruszania praw podstawowych, to również legitymacja wspólnoty staje pod znakiem zapytania. Z tej perspektywy niewątpliwie rozczarowało wystąpienie komisarz ds. równości Heleny Dalli, której otwierające oświadczenie było wyznaniem bezradności wobec rozstrzygnięć traktatowych oddających kwestie ochrony zdrowia w całości w gestię państw członkowskich. Europosłowie odpowiadali na to, że zobowiązaniem Unii jest gwarancja przestrzegania praw podstawowych, a to one są tutaj łamane.

Jak zaznaczyła jako pierwsza Samira Rafaela z Włoch, Europa jest świadoma, że wydarzenia w Polsce stanowią efekt szerokiej międzynarodowej kampanii lobbingowej na rzecz ograniczania fundamentalnych praw kobiet. Wtórowała jej Hiszpanka Eugenia Rodriguez Palop z Podemos: „To część międzynarodowej organizacji – agendy mającej na celu rozsadzenie równości płci”, której elementami są działania rządów krajowych. Iratxe Garcia Perez, hiszpańska lewicowa posłanka, która podobnie jak Terry Reindtke problemy z aborcją w Polsce monitorowała jeszcze w poprzedniej kadencji z ramienia komisji FEMM, zadeklarowała: „Zajmowanie się tym tematem to zajmowanie się nie tyle regulacją prawną, ile zdrowiem i życiem tysięcy kobiet. Nie zostawimy tego tematu”. Z kolei Frances Fitzgerald z irlandzkich ludowców grzmiała, że polski „rząd prześladuje własnych obywateli”. Zaznaczyła, że gdyby Polki nie były objęte swobodą przemieszczania się wewnątrz UE, „chciałyby natychmiast składać wnioski o azyl”.

Chadecy zmieniają stanowisko

Polscy europosłowie bili na alarm. Robert Biedroń wniósł o rozszerzenie wniosku o uruchomienie art. 7 wobec Polski o naruszanie praw kobiet. Sylwia Spurek skrytykowała Komisję Europejską, że jej działania są tak samo nieskuteczne w kwestii przywracania praworządności w Polsce co w przypadku wciąż nieprzyjętej horyzontalnej dyrektywy równościowej, która likwidowałaby różnice w dostępie do usług zdrowotnych (aborcja także do nich należy). Leszek Miller stwierdził z kolei, że „zmuszanie kobiet do rodzenia jest aktem państwowej przemocy”. W związku z tym, że Komisja nie chce podejmować działań na rzecz dostępu do refundowanych zabiegów na terenie UE, wezwał do uruchomienia budżetowych instrumentów bezpośredniego wsparcia organizacji pozarządowych zajmujących się „edukacją, antykoncepcją i gwarancją praw reprodukcyjnych”.

Elżbieta Łukacijewska z PO przypieczętowała proaborcyjny zwrot w łonie polskich chadeków, który od kilku dni obserwujemy również nad Wisłą. Przypomnijmy: w ubiegły czwartek w dyskusji Donalda Tuska z Adamem Michnikiem obaj panowie zgodzili się, że należy „dać kobietom wybór”, podczas gdy w łonie Platformy pojawiają się sugestie o dopuszczalności aborcji „na receptę”, tj. obwarowanej uprzednią rozmową z psychiatrą bądź księdzem (mówił o tym np. Rafał Grupiński dla portalu donald.pl). Łukacijewska ze znacznie większym wyczuciem podkreśliła tymczasem, że „nikt nie ma prawa być sumieniem dla polskich kobiet. (…) Kobiety muszą mieć wybór i muszą mieć poczucie, że w tym wyborze są bezpieczne”.

PiS walczy o płody czy obywateli RP?

Na tym tle wypowiedzi przedstawicielek PiS brzmiały słabo i niewiarygodnie. Poza zwyczajowym powoływaniem się na – potwierdzone niestety przez Komisję – traktatowe uzgodnienia autonomii państw członkowskich w obszarze polityki zdrowotnej padały oskarżenia o ingerowanie w wewnętrzny konflikt polityczny. Mówiła o tym europosłanka Jadwiga Wiśniewska, która oskarżyła organizatorów debaty o podsycanie konfliktu w Polsce, podczas gdy rządowi udaje się „wygaszać protesty”. Powołała się też na stan pandemii. I kiedy oświadczyła: „walczymy o życie obywateli”, nie bardzo było wiadomo, czy ma na myśli nienarodzone płody, czy protestujących.

Prawdziwy pocałunek śmierci zadał jednak polityce PiS niemiecki polityk Joachim Kuhs, cytując jednego z założycieli UE Roberta Schumanna, według którego „demokracja będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale”. Problem w tym, że Kuhs reprezentuje Alternatywę dla Niemiec, partię o jawnie faszyzującym profilu. Dla PiS będzie to bardzo trudny sojusznik na niwie europejskiej.

Podsumowanie debaty daje nadzieję na pewną korektę kursu Komisji Europejskiej. Choć Strategia UE na rzecz Równości Płci na lata 2021–25 jest niesłychanie progresywna i szczegółowa, Helena Dalli do tej pory wydawała się działać w tym obszarze dość letargicznie. Przypomnienie w konkluzji, że Komisja związana jest nie tylko traktatami członkowskimi, ale także prawem międzynarodowym, w tym Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ, w których prawa i zdrowie reprodukcyjne są wskazane wprost, pozwala oczekiwać w najbliższym czasie bardziej zdecydowanych i kreatywnych reakcji. Ana Paula Zacarias, szefowa portugalskiej prezydencji, również zadeklarowała zaangażowanie: „Prezydencja przykłada ogromną wagę do ochrony praw podstawowych, zwłaszcza w okresie pandemii. Musimy zewrzeć szyki w celu ochrony praw podstawowych kobiet w całej Unii”.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Losy władczyń, które nie mogły dać mężom potomka

Kobieta, która nie mogła urodzić następcy tronu, była narażona na niebezpieczeństwa.

Tomasz Targański
23.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną