NewAssignment.net: amatorstwo profesjonalne
W Ameryce amatorzy współpracują z profesjonalnymi dziennikarzami poprzez nową stronę internetową.

New.Assignment.net jest nie nastawioną na zyski amerykańską stroną internetową, której celem jest "zapoczątkowanie innowacji w dziennikarstwie". Założona w zeszłym miesiącu, wynosi dziennikarstwo obywatelskie na szczyty wiarygodności: doświadczeni dziennikarze są redaktorami tekstów przysyłanych przez ludzi. Jej założyciel, Jay Rosen, 50-letni profesor dziennikarstwa na Uniwersytecie Nowojorskim i piewcy dziennikarstwa obywatelskiego nazywali to "pro-am" - (profesjonalno-amatorskim) dziennikarstwem.

"Demokracja" i "otwarte źródło" są słowami kluczowymi definiującymi to nowe zjawisko. Jego pierwsze zadanie, "Assignment Zero" jest skoncentrowane na "czerpaniu z tłumu". projekt przyjął styl pracy wzorowany na Wikipedii: dossier jest umieszczane w Internecie z listą tematów i "zamówień" na teksty, z którymi każdy może pracować i za które jest odpowiedzialny, tak jak w internetowej encyklopedii. Profesjonaliści więc nawiązują dialog z "informatorami", dostarczając opinie i koordynując artykuły czy wywiady. Co ciekawe, ponad 700. Amerykanów przystąpiło do projektu, tworząc materiał o rzeczach, których "zwykłe media nie robią, nie mogą robić, nie zrobiłyby albo już popsuły". Wszystko to, bez skaz i ograniczeń czysto amatorskiego projektu.

Ogólnoświatowa współpraca

Europa doznała olśnienia po tym jak "zwykli" amerykanie wyciągnęli na światło dzienne, niczym najlepsi reporterzy śledczy, niezwykle historie. Na przykład, British Broadcasting Corporation (BBC) połączone z Cable News Network (CNN) i Associated Press (AP), postanowiły zaszczepić nieco amatorskiego wkładu w ich produkt. Redakcje globalnych gigantów korzystały już z pomocy amatorów, choćby po zamachach bombowych w Londynie, 7 lipca. Narodowe media używały tego samego zdjęcia z telefonu komórkowego sanitariusza pomagającego kobiecie z poparzoną twarzą pokrytą dla bezpieczeństwa białą maską.

NewAssignment.net ma wielu poprzedników. Jako pierwszy internetową gazetę ("Ohmynews") założył w lutym 2000 pochodzący z Korei Południowej dziennikarz Oh Yeon Ho. Wówczas ogłosił, że "każdy obywatel jest reporterem", dziś zatrudnia dziesiątki pracowników, zarówno piszących zawodowo, jak i zwykłych obywateli, z każdego zakątka świata.

W Europie zapoczątkowało to powstawanie kolejnych stron, jak flix.dk1, założona w 2003 roku przez trzech duńskich dziennikarzy. Francuski Agoravox został założony w 2005 roku. Zapewnia opracowanie artykułów, komentarzy, opinii, przesyłanych z blogów i prywatnych stron internetowych ponad 3000 internautów.

W styczniu 2006, Wielka Brytania podążyła za modą. Powstała strona The Latest. Jeden z jej założycieli, Marc Wadsworth, skrytykował media jako "białe, robione dla klasy średniej, męskie, które ignorują sprawy i poglądy mniejszości". Według niego dzięki projektom podążającym inną drogą i angażującym fachowców i amatorów, media przestaną być niedostępną fortecą.

Pieniądze na marzenia
Niestety, marzenia potrzebują pieniędzy, aby się spełniać. NewAssignment.net twierdzi, że będzie polegać na kombinacji "dotacji internetowych, drobnych wpłat, tradycyjnego kwestowania, reklamie, sponsorach i na każdej innej metodzie, która nie zaszkodzi niezależności czy reputacji witryny". Craig Newmark, popularny 54-latek, założyciel "Craiglist", grupy stron internetowych, która jest obecnie uważana za główną konkurencję dla mediów tradycyjnych, podarował New.Assignment.net 10.000 dolarów. Jego darmowe ogłoszenia zastępują te płatne, dzięki którym wiele gazet wiąże koniec z końcem. Teraz chce powołać obywatelskie dziennikarstwo do życia.

W międzyczasie Europa usiłuje wspomóc projekt: niemiecko-angielski serwis Reuters włożył w niego 100.000 dolarów. Goliat pomaga Davidowi, ale nie bez powodu. Obecnie Reuters stara się odzyskać zaufanie po czarnym lecie 2006, kiedy to został przyłapany przez blogerów na publikowaniu cyfrowo zmienionych zdjęć z bombardowań w Bejrucie.

Jeszcze za wcześnie, aby stwierdzić czy projekt Rosena wypali, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie kilka takich eksperymentów zdołało zgromadzić obywateli czy też "duchowieństwo" - jak szyderczo profesjonalna dziennikarska elita nazywa bloggerów.


Tekst pochodzi z Magazynu Europejskiego cafebabel.com.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj