Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1431. dzień wojny. Waszyngton już spisał nas na straty. Czy Europa zbuduje swój system obrony powietrznej?

1431. dzień wojny. USA spisały nas już na straty. Czy Europa zbuduje swój system obrony powietrznej?

Ukraiński żołnierz przygotowuje do pracy szwedzki przenośny system obrony powietrznej RBS 70. Czerwiec 2023 r. Ukraiński żołnierz przygotowuje do pracy szwedzki przenośny system obrony powietrznej RBS 70. Czerwiec 2023 r. Valentyn Ogirenko / Reuters / Polityka
Europa będzie musiała się uniezależnić na polu obronnym od USA, tak na własne potrzeby, jak i w zakresie wsparcia Ukrainy w dalszej obronie przed Rosją. Systemy dowodzenia obroną powietrzną to jedno z największych wyzwań.

Władimir Putin zgodził się na trójstronne spotkanie przedstawicieli USA, Rosji i Ukrainy w Abu Dhabi w ciągu tego weekendu. Tymi rozmowami już naprawdę nikt się nie interesuje, bo chyba do wszystkich dotarło, że nic z nich nie wyniknie. Rosja żadnego pokoju nie chce i nie spocznie, dopóki Ukrainy nie złamie. Dmitrij Uszakow powiedział, że nie ma możliwości zawarcia pokoju z Ukrainą, dopóki ta nie odda Rosji ziem żądanych przez Moskwę. Ponieważ na Kremlu wiedzą, że na coś takiego Kijów się nie zgodzi, mogą śmiało stawiać takie żądania, a amerykańska administracja myśli, że to Ukraina nie chce pokoju. Tymczasem jest tak, że gdyby jakimś cudem Kijów się na te żądania zgodził, Moskwa wysunęłaby kolejne – i tak w nieskończoność. Bo wiadomo, że nie chodzi o żaden pokój, co zresztą powtarzamy od roku, kiedy Donald Trump mówił o zakończeniu tej wojny w 24 godziny czy ewentualnie w tydzień.

Rosjanie mają kłopot z Czeczenią. Ramzan Kadyrow jest podobno poważnie chory, a potencjalnego następcy nie ma. Jego młodziutki syn Adam jest lekkoduchem, rozpieszczonym dzieckiem czeczeńskiego dyktatora, który nie ma ani autorytetu w Czeczenii, ani charyzmy do objęcia władzy. Rosjanie, jak donoszą opozycyjne źródła działające na emigracji, obawiają się walki klanów w Czeczeni o sukcesję po Kadyrowie i zamierzają przygotować jakieś możliwe gładkie przejęcie władzy. Obserwujemy to z ciekawością i zastanawiamy się, czy podobny plan istnieje co do ewentualnej sukcesji po samym Putinie.

Tymczasem po kolejnych atakach dronowo-rakietowych sytuacja w Kijowie i w innych miastach Ukrainy jest katastrofalna. Jeśli teraz Ukraina nie upadnie, to stanie się tak dzięki heroicznemu wysiłkowi i wielkim poświęceniom ludności ukraińskiej.

Front w Ukrainie jest nadal stabilny. Rosjanie ponownie zdobyli skrawki terenu pod Słowiańskiem i pod Dobropilią. Poza tym ukraińskie wojska twardo się bronią, a warunki atmosferyczne nie sprzyjają operacjom ofensywnym. Obie strony intensywnie się natomiast ostrzeliwują i zadają sobie dotkliwe straty.

Dlaczego musimy być samowystarczalni obronnie?

Polska nadal żyje oburzającymi słowami Donalda Trumpa o sojusznikach, na których Stany Zjednoczone nie mogły polegać. Ale połączmy trzy rzeczy.

Po pierwsze, w nowej Strategii Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych od razu uderza w oczy to, że Amerykanie koncentrują się na obu Amerykach (półkuli zachodniej) – to dla nich jeden z najważniejszych elementów własnego bezpieczeństwa: „Siły Zbrojne USA będą priorytetowo traktować obronę kraju i odstraszanie Chin, zapewniając jednocześnie „bardziej ograniczone” wsparcie sojusznikom w Europie”. A zatem Europa ma bronić się sama, to nie jest obszar żywotnie istotny dla Stanów Zjednoczonych.

Po drugie, Donald Trump deprecjonuje pomoc sojuszników z NATO. Uważa, że gdy USA uruchomiły artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, nie wnieśli oni nic do działań Stanów Zjednoczonych. Można z tego wnioskować, że właściwie nie ma powodu, dla którego USA miałyby pomagać w obronie Europy, w tym też duchu napisano cytowany wyżej dokument.

Po trzecie, choć to niedorzeczne, Amerykanie nalegali na przejęcie Grenlandii. Tymczasem sama Europa może z łatwością pokonać rosyjską flotę płynącą ku Grenlandii, bo w rejonie północnego Atlantyku ma zdecydowaną przewagę na morzu i absolutną w powietrzu. Mowa wyłącznie o siłach europejskich przeciwko rosyjskim siłom zdolnym do operowania na północnym Atlantyku.

Jedyna sytuacja, w której Grenlandia byłaby zagrożona przez Rosjan, wystąpiłaby, gdyby cała Europa została podporządkowana Rosji. Tylko wówczas zabezpieczenie Grenlandii przez Amerykanów nabiera sensu i jest naprawdę istotne.

I w tym momencie dociera do nas, że Waszyngton działa tak, jakby to już się stało lub było pewne w najbliższej przyszłości. Waszyngton z góry skazuje nas na pastwę Moskwy, nie mając zamiaru brać udziału w obronie Europy (po co się angażować przeciwko Rosji? Wiadomo, że nic dobrego na wojnie), a jednocześnie nie wierzy, by Europa przetrwała w obecnej formie. Dlatego trzeba się umocnić w swojej połowie świata, odciąć wszystkie macki rosyjskie i chińskie i stworzyć swoje wielkie Alamo oblężone przez samych wrogów, ale za to na tyle silne, że w pełni samowystarczalne. I żadnych pasażerów na gapę w naszym raju, emigranci niech wracają do siebie.

Jeśli Waszyngton tak właśnie widzi świat i jeśli jest w tym konsekwentny (a najwyraźniej jest), to Unia Europejska musi ewidentnie sama zadbać o to, by ta wizja się nie ziściła. Oczywiście Stany Zjednoczone raczej też nie chcą, by Europa wpadła w objęcia Rosji, ale jednocześnie są na taką możliwość przygotowane. Czy istnienie niepodległej Europy Zachodniej służy interesom USA – jak to widzi obecna administracja? Odpowiedział na to sam Donald Trump 23 stycznia 2025 r. w Davos, na początku swojej prezydentury. Jak Europa traktuje USA? „Very, very unfairly, very badly” (bardzo niesprawiedliwie, bardzo źle), tak to określił. Czy słyszeliście, by powiedział coś podobnego o Rosji? Czy jest zatem powód, by Europę przed Rosją bronić?

Na taką rzeczywistość musimy być gotowi. Trzeba ocenić, w jakich dziedzinach Europa będzie musiała rozwinąć swoje własne, niezależne od amerykańskich, zdolności obronne. Proponujemy zacząć od systemu obrony powietrznej.

Systemy dowodzenia obroną powietrzną dawniej

Jak pokazują ukraińskie doświadczenia, rosyjskie lotnictwo nie przekracza linii frontu z obawy zestrzelenia przez silną ukraińską obronę przeciwlotniczą. Ale to, z czym mierzą się Ukraińcy, to setki uderzeniowych dronów Shahed i kilkadziesiąt pocisków manewrujących, jakie są wystrzeliwane na Ukrainę dzień w dzień. Ukraińska obrona powietrzna działa w tych warunkach poprawnie tylko dlatego, że dysponuje znaczącą liczbą środków przeciwlotniczych rozmieszczonych w całym kraju oraz myśliwcami i nawet śmigłowcami uzbrojonymi, które uganiają się za Shahedami. Ta obrona jest taka skuteczna także dlatego, że Ukraina rozwinęła własne systemy obrony powietrznej i oddzielny system kierowania uderzeniami lotniczymi na cele naziemne. Na szczeblu całego systemu obrony powietrznej działa specjalna aplikacja z własnym sprzętem komputerowym znana jako „Wiraż-Planszet”, zaś użytkownicy „na dole” piramidy dowodzenia mają swoje końcówki podsystemu znanego jako „Wiraż-Tablet”. Do obrony przeciwlotniczej doprowadzony jest moduł SkyMap, który informuje pododdziały przeciwlotnicze wojsk lądowych o lecących w ich stronę obiektach powietrznych i o własnych samolotach czy śmigłowcach w okolicy. To pozwala Ukraińcom na właściwą reakcję: skierowanie swoich systemów w stronę nadlatującego wroga i ostrzelanie go, jak tylko pojawi się on w zasięgu rażenia.

Jak właściwie działają systemy dowodzenia obroną powietrzną? Kiedy na początku lat 80. XX w. po raz pierwszy zetknąłem się z systemami zautomatyzowanego dowodzenia używanymi w ówczesnym PRL, spodziewałem się, że same dowodzą wojskami, a dowódca siedzi i patrzy, jak taka maszyna cyfrowa wydaje właściwe rozkazy. Nic bardziej błędnego, żaden skomputeryzowany system dowodzenia nie zastąpi człowieka, dowódcy, który podejmuje decyzje, kierując się rozumem, własną oceną posiadanych informacji, przewidywaniem i po trosze intuicją wynikającą z doświadczenia. System dowodzenia jest narzędziem, który dostarcza dowódcy zestawione w całość i uporządkowane informacje i może wspomóc w ich analizie. Sam system natomiast długo jeszcze nie będzie w stanie podejmować ważnych decyzji, nie mówiąc już o przyjmowaniu za nie odpowiedzialności. Systemy, które prezentują aktualną i dokładną sytuację oraz zestawiają na bieżąco najróżniejsze informacje, dają jednak dowódcy pełną świadomość sytuacyjną i możliwość oparcia decyzji na pewnych danych.

Na przykład tamte systemy, jakie poznałem, opierały się na lampowych analogowych układach wyliczających i jak na technologię z lat 70., były niesamowicie zaawansowane. Sowiecki system Wektor 1M zbierał dane z posterunków radiolokacyjnych, automatycznie je łączył ze sobą (czasami 2–3 radary widziały ten sam wrogi samolot, więc trzeba było wypośrodkować jego położenie) i pokazywał całą sytuację na pionowym ekranie za pomocą rzutnika. Dodatkowo ten analogowy komputer w jego module Wozduch 1P dla dowodzenia brygadą rakiet przeciwlotniczych potrafił wskazać na zobrazowaniu zasięgi rażenia poszczególnych pozycji rakiet przeciwlotniczych dla danej wysokości celu i jego prędkości oraz kierunku jego zbliżania się. Wskazywał on automatycznie ten dywizjon przeciwlotniczy, który miał dogodniejsze warunki do strzelania, dzięki czemu dowódca (dyżurny zmiany operacyjnej na Połączonym Stanowisku Dowodzenia Obrony Powietrznej) mógł wydać odpowiednie rozkazy podległym jednostkom rakietowym. Kolejny moduł Wektor 2WE potrafił sam obliczyć takie tory lotu myśliwców, które wyprowadzały je najszybciej na wskazane samoloty wroga i jeszcze dzięki systemowi transmisji danych Lazur potrafił te komendy naprowadzania wysłać na pokład myśliwca MiG-21 czy MiG-23. Na przyrządach samolotu były ruchome znaczniki, które odbierały komendy Lazura, pokazując pilotowi, jaki ma obrać kurs, na jaką wysokość się wznieść i z jaką prędkością ma lecieć. To wszystko robił lampowy analogowy Wektor, zasilany informacją o położeniu wszystkich samolotów w powietrzu, obliczający optymalny tor lotu myśliwców kierowanych na cele i wysyłanych na ich pokład łączem danych Lazur. Nad całością czuwał nawigator naprowadzania myśliwców, który mógł wydawać swoje komendy pilotowi, dając mu ostateczną zgodę na odpalenie rakiet i wskazując odpowiednie cele do zwalczania.

A dziś? Europa odpowie na IBCS

Takie rzeczy Sowieci robili już w latach 70. A dziś? Obecnie polegamy w NATO głównie na systemach amerykańskich, choć w Polsce mamy własny system Dunaj II. Spełniają one dokładnie te same funkcje, ale analizują znacznie większą liczbę danych i obliczenia wykonują w technice cyfrowej, procesorowej, ze zobrazowaniem na monitorach LCD różnej wielkości. Amerykański IBCS (Integrated Battle Command System) jest w stanie obliczyć zasięgi wszystkich połączonych z nim baterii rakiet przeciwlotniczych, głównie Patriotów, ale nie tylko, jest w stanie określić, kiedy i która bateria powinna ostrzelać dane cele wroga, uwzględnia stan załadowania wyrzutni rakietami, czas potrzebny na załadowanie nowych rakiet po odpaleniu poprzednich itd. Istotą zaletą IBCS jest to, że jest w stanie śledzić i przeliczać rozwiązania ogniowe dla setek obserwowanych celów i przekazywać te dane na dziesiątki pozycji przeciwlotniczych – w przeciwieństwie do starych systemów, które „obsługiwały” kilkanaście wrogich celów na raz, kierując pracą kilkunastu własnych baterii rakiet przeciwlotniczych i kilku myśliwców. Powstaje więc pytanie: czy sami jesteśmy w stanie zbudować coś podobnego do ICBS siłami europejskimi? Odpowiedź jest tu raczej pozytywna, choć trzeba zrobić zastrzeżenie, że wiedza o możliwościach ICBS jest ograniczona. To, co wiadomo, to że ICBS jest w stanie wyliczyć najbardziej optymalne warunki zestrzeliwania wrogich obiektów przez wpięte w ten system baterie rakiet i dział przeciwlotniczych, wskazując te, które mają największe szanse na likwidację powietrznego wroga. Jest on też w stanie dynamicznie przewidywać, która bateria wystrzeli swoje rakiety, do których celów i czy zdąży je przeładować do przylotu kolejnych środków napadu powietrznego już obserwowanych przez własne radary. Potrafi też łączem danych Link-16 wysłać dane o sytuacji powietrznej na pokład własnych myśliwców.

Otóż jesteśmy w stanie zrobić w Europie coś podobnego bez Amerykanów, a właściwie w zaistniałej sytuacji powinniśmy to zrobić. I znów warto popatrzeć na Ukrainę, na ich własne systemy Wiraż-Planszet i Wiraż-Tablet, które doskonale integrują przeróżne typowe i nietypowe dla NATO środki przeciwlotnicze. Mimo że Ukraina nie ma dostępu do bardzo wielu natowskich technologii, norm skodyfikowanych w dokumentach STANAG, kodów źródłowych do systemów wymiany informacji w protokole Link-11 i Link-16 (choć samymi systemami tego typu dysponuje). Tym bardziej jesteśmy w stanie zbudować sobie w Europie architekturę systemu dowodzenia, który zamieni oddzielnie działające myśliwce i baterie rakiet przeciwlotniczych w śmiertelnie skutecznego zsynchronizowanego smoka pożerającego cele powietrzne w imponującym tempie i liczbie. A wykorzystując ukraińskie doświadczenia i nasze umiejętności na polu IT, może nawet jesteśmy w stanie zrobić coś lepszego. Tylko trzeba się tak wziąć do roboty, byśmy wszyscy w Europie mogli się dzielić obrazem sytuacji nad naszymi krajami.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną