Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Trump bije sobie brawo, Zełenski gorzko o bierności Europy. Davos pieczętuje koniec starego świata

Trump bije sobie brawo, Zełenski gorzko o Europie. Davos pieczętuje koniec starego świata

Donald Trump, Davos 2026 Donald Trump, Davos 2026 Peng Ziyang / Xinhua News Agency / Forum
Po tegorocznej edycji Światowego Forum Ekonomicznego zostało przeświadczenie, że porządek, który definiował naszą rzeczywistość przez ostatnie 80 lat, przestaje istnieć. A Donald Trump jedynie przyspiesza ten proces.

Historia powojennego sojuszu transatlantyckiego, najbardziej ambitnego i udanego eksperymentu w dziejach stosunków międzynarodowych, w tym roku w Davos zdaje się szukać swojego finału. Sojusz trzeszczał już za pierwszej kadencji Donalda Trumpa, jego reputację nadszarpnął blamaż Amerykanów pod rządami Joe Bidena przy wyjściu z Afganistanu, a zjednoczenie wokół wsparcia Ukrainy czy dołączenie Szwecji i Finlandii do NATO okazały się jedynie krótkotrwałym spowolnieniem agonii.

Kiedy w środę 21 stycznia prezydent USA przemawiał jako gość główny forum, po raz kolejny zrobił to, co kocha najbardziej – skupił na sobie uwagę całego świata. Już w kwietniu w rozmowie z Ashley Parker i Michaelem Shererem z „The Atlantic” przyznał, że ma w tej kadencji dwa zadania: rządzić krajem i kierować światem. Zgromadzeni w Davos delegaci zatańczyli tak, jak zagrał: tłumnie wypełnili salę główną – do tego stopnia, że organizatorzy musieli wypraszać z niej nawet posiadaczy wejściówek najwyższego priorytetu, z reguły zarezerwowanych dla ministrów, szefów gabinetów czy prezydentów i premierów. Trump wprawdzie powiedział, że Grenlandii nie przejmie siłą, jednak niedługo później w rozmowie z Fox News stwierdził jasno, że i tak doprowadzi do „pełnej kontroli USA” nad wyspą.

Ego Donalda Trumpa

Dlaczego Trumpowi tak na Grenlandii zależy? Militaryzować mógłby ją do woli, a kontrakty wydobywcze leżą w gestii półautonomicznego rządu Grenlandii, więc amerykańskie firmy nie musiałyby pytać o zgodę Kopenhagi w tym zakresie. W internecie i szwajcarskich kuluarach na wartości zyskują dwie teorie.

Pierwsza sugeruje manipulacje giełdą i cenami obligacji na imponującą skalę. Analitycy ekonomiczni zbudowali już nawet model opisujący zachowania Trumpa w związku z ogłaszaniem taryf. Cykl trwa z reguły 7 do 10 dni, rozpoczyna się przed weekendem, żeby zasiać niepewność inwestorów, wywołać tzw. double dip, czyli dwukrotny spadek cen i notowań, potem rozpoczyna się teatr związany z wycofaniem ceł, wspomagany deklaracjami kogoś z administracji. Model sprawdził się co do joty i tym razem. Teorię tę łatwo pogodzić z kolejną, sugerowaną w rozmowie z „Polityką” przez byłego urzędnika Narodowej Rady Bezpieczeństwa USA w administracji Bidena: eskalacja wokół Grenlandii to po prostu „manipulacja indeksami giełdowymi i gigantyczny projekt zaspokojenia ego” Donalda Trumpa.

O ile jednak model straszenia i wycofywania się z ceł do tej pory działał, bo dotyczył jedynie kwestii handlu międzynarodowego, o tyle po tegorocznym Davos można odnieść wrażenie, że Trump mógł przelicytować. Po raz pierwszy do haraczu gospodarczego dodał kwestię przejęcia kontroli nad terytorium innego państwa – czego nie zrobił nawet w przypadku Wenezueli. Ogólne wrażenie jest takie, że nawet jeśli Europa z Trumpem jakoś się dogadają, to stara relacja transatlantycka została już ostatecznie złożona do grobu. Wprawdzie nie doszło jeszcze do wielkich wybuchów, takich jak odpalenie unijnego instrumentu antyprzymusowego względem USA, ale sam fakt, że delegacje francuska i niemiecka, reprezentujące dwie największe gospodarki Unii, mówią o możliwości jego użycia, jest przełomem. Najważniejsi polityczni gracze na kontynencie, nawet ci o bardzo prawicowych i antyunijnych poglądach, przestali Trumpa bezkrytycznie chwalić. Coś się skończyło.

Gra na dwóch fortepianach

Jednocześnie boleśnie widać, kogo na walkę o niezależność w ogóle stać. Całej Europy na pewno nie. Kraje nordyckie, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię – być może. Ale Europa Środkowo-Wschodnia, z Polską i krajami bałtyckimi na czele, jest zbyt mocno uzależniona od amerykańskich (choć na razie czysto teoretycznych) gwarancji bezpieczeństwa, żeby publicznie krytykować USA. Dlatego akurat to, co działo się w Davos, dla Polski jest niekorzystne.

Premier Kanady Mark Carney podkreślił, że światowy porządek powojenny był „iluzją, która służyła nam wszystkim”. Problem w tym, że przez ostatnie 35 lat Polska była tej iluzji beneficjentem. Obudzenie się Europy, która próbuje uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych, jest dla Warszawy mocno niekomfortowe. Póki co może ona grać na dwóch fortepianach, tworząc politykę ambiwalencji – chwalić Amerykanów za zmuszenie Europy do ponownego uzbrojenia się, a Europę za próbę ustanowienia strategicznej autonomii. Może jednak przyjść taki moment, że ta autonomia zacznie się materializować, a europejscy partnerzy wymuszą na Polsce wybór: Stary Kontynent albo Stany Zjednoczone. I wtedy zaczną się kłopoty.

W Davos rozpoczęło się formowanie nowego porządku. Mark Carney, premier Kanady, okazał się najlepszym od lat kandydatem na przywódcę tzw. middle powers, czyli mocarstw średniej rangi, co sygnalizuje, że przynajmniej Kanadyjczycy o nowych sojuszach myślą poważnie. Wołodymyr Zełenski też dał dowód zrozumienia nowych zasad gry, uderzając w europejską bierność otwarcie i – jak na niego – nad wyraz ostro. Być może wszyscy poza europejskimi przywódcami rozumieją już, że dotychczasowy porządek świata nie istnieje, bo w obecnym chaosie, momencie przejścia, nie ma żadnych praw, a nowe zasady dopiero się tworzą.

Najbliższe tygodnie pokażą, na ile zmiana w postawie Merza, Macrona, von der Leyen czy Costy jest trwała i czy rzeczywiście pogodzili się oni z ostatecznym końcem sojuszu transatlantyckiego. Nie oznacza on końca NATO, rozpadu Unii Europejskiej czy załamania się pozostałych struktur multilateralnych. Koniec starego świata oznacza po prostu koniec udawania. W tym roku w Szwajcarii o rozpadzie porządku międzynarodowego, ale też powojennej umowy społecznej, po raz pierwszy mówiono głośno.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną