Francja w kryzysie

Kłopoty Sarko
Prezydent Francji musi uporać się z kryzysem, lewicą i z coraz bardziej zaniepokojoną ulicą.

 

Kryzys finansowy i gospodarczy działa na niekorzyść każdej władzy. Francuski prezydent Nicolas Sarkozy ma problem szczególny, gdyż został wybrany przed prawie dwoma laty pod hasłami poprawy sytuacji materialnej Francuzów - mówił wtedy o "zwiększeniu siły nabywczej". Zaostrzający się kryzys nie tylko siły nabywczej nie pozwala zwiększyć, ale wyraźnie ją zmniejsza.

Same kłopoty

Utknęły też reformy Sarkozy'ego. Pod wpływem buntu licealistów, z reform systemu szkolnictwa musiał wycofać się niedawno minister Xavier Darcos. Reforma systemu szkół wyższych też napotyka ostry opór nauczycieli akademickich i studentów. Buntem grozi służba zdrowia w związku z obcinaniem nakładów na szpitale. Seria tragicznych wypadków w szpitalach francuskich pod koniec 2008 r., których ofiarą padły noworodki wykazała, że cięcia budżetowe pogarszają także organizację pracy szpitali, co bywa tragiczne dla pacjentów.

29 stycznia związki zawodowe zorganizowały z powodzeniem wielkie manifestacje w obronie sektora państwowego (szpitali, szkolnictwa, kolei państwowych, poczty) i żądały obiecanego zwiększenia siły nabywczej. Sarkozy zapowiedział spotkanie ze związkowcami na początku lutego. Ale nikt nie ma wątpliwości, że będzie chciał przekonać ich do swoich pomysłów, a nie odwrotnie.

Jednak zarówno związki zawodowe, jak i lewicowe partie polityczne domagają się od Sarkozy'ego nie tyle korekty, co całkowitej zmiany jego polityki wewnętrznej, w tym ekonomicznej. Ogromne sumy przekazane z budżetu na ratowanie upadających banków i sektora produkcji samochodów wywołały oburzenie stosunkowo słabo opłacanych pracowników sektora publicznego. Na nic tłumaczenia pani minister ekonomii, gospodarki i zatrudnienia Christine Lagarde, że pieniądze te nie są darowizną, a jedynie pożyczką. W dodatku pogarszają się statystyki bezrobocia zwiększając i tak olbrzymią dozę niepokoju Francuzów o przyszłość.

Nie podoba się również ręczne sterowanie przez prezydenta nawet na poziomie władz regionalnych i departamentalnych. Sarkozy odwołał prefekta Korsyki (odpowiednik polskiego wojewody), gdyż ten nie zareagował, tak jak oczekiwał prezydent na, w sumie drobny, incydent sprowokowany przez korsykańskich niepodległościowców, którzy wtargnęli do willi przyjaciela prezydenta, znanego aktora Christiana Claviera. Ostatnio prezydent zdymisjonował prefekta Normandii, ponieważ ten nie zapewnił dostatecznej ochrony w trakcie wizyty Sarkozy'ego i demonstrantom udało się zelżyć prezydenta przed kamerami TV. Media oczekują nowych dymisji, tym razem na Lazurowym Wybrzeżu. Miasto Le Lavandou nie potrafiło uporać się w należyty sposób z problemem zatkanego szamba w domu teściowej prezydenta i Sarkozy interweniował osobiście. Jeśli tak dalej pójdzie, to ławka rezerwowych Sarkozy'ego szybko okaże się pusta.

Stare-nowe otwarcie

Obejmując urząd prezydencki, Sarkozy dokonał otwarcia na lewicę. A dokładniej na kilku lewicowych polityków, którzy weszli do rządu Françoisa Fillona: Bernard Kouchner, Martin Hirsch, Fadela Amara czy Eric Besson (tego ostatniego okrzyknięto na lewicy zdrajcą, gdyż przyłączył się do obozu Sarkozy'ego jeszcze w trakcie kampanii wyborczej). Była to pokerowa zagrywka, która skutecznie skłóciła i podzieliła i tak zdezorientowaną po wyborach prezydenckich lewicę. Dzięki temu posunięciu, od prawie dwóch lat sam Sarkozy jak i jego współpracownicy mogą twierdzić, że dawny podział na lewicę i prawicę już nie obowiązuje, co doprowadza lewicę do szału. Obecne kłopoty ekonomiczno-społeczne mogą oznaczać klęskę tej polityki i szybki powrót do zgodnego z dawnym schematem podziału na dwa obozy.

Pierwszym krokiem w tym kierunku było wyraźne przesunięcie akcentów w Partii Socjalistycznej - głównej parlamentarnej sile opozycyjnej w stosunku do prezydenckiej partii UMP. Martine Aubry obejmując po bratobójczej walce z Segolène Royal fotel sekretarza partii pociągnęła socjalistów wyraźnie na lewo. Francuzi od dawna nie widzieli szefów PS w szeregach ulicznych manifestantów. 29 stycznia w Paryżu Martine Aubry szła ręka w rękę ze związkowcami i szefami innych partii lewicowych (komunistycznych i trockistowskich). To może tylko symbol zmian w PS, ale dla Francuzów jakże wymowny.

Lewica francuska jest jednak nadal słaba i rozbita. Aubry i Royal ciągle nie mogą na siebie patrzeć, a ich podwładni zachowują się tak, jakby należeli do dwóch różnych partii. Jeden z zawiedzionych socjalistów, który zawsze ciążył w kierunku skrajnej lewicy, Jean-Luc Mélenchon, zakłada własną partię o nazwie "Parti de gauche", czyli nomen omen "Partia lewicy". Eurosceptyk Mélenchon liczy, że pokaże siłę swej nowej partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu tego roku.  Jego odejście z szeregów PS może nieco złagodzić napięcia wśród socjalistów co do ich postawy wobec UE, ale zdecydowanie osłabi tę partię w eurowyborach.

Problemem socjalistów jest nie tylko ich własne lewe skrzydło, z którego właśnie oderwał się Mélenchon, ale również rosnąca w siłę pozasocjalistyczna skrajna lewica trockistowska pod przywództwem młodego listonosza Oliviera Besancenot. To z nim właśnie chce zacieśnić współprace Mélenchon i to jego posunięcie najbardziej martwi nowe kierownictwo PS. Wspólna lista Partii lewicy i trockistów w wyborach do PE wydaje się bardzo prawdopodobna. Gdyby to przedsięwzięcie miało się powieść, to socjaliści mogliby wyjść z najbliższych eurowyborow jeszcze bardziej osłabieni niż dotychczas.

Taktyka zacierania różnic między prawicą i lewicą wymyślona i wprowadzona w czyn przez Sarkozy'ego wydaje się wydawać zupełnie niezamierzone owoce w postaci przesunięcia bardziej na lewo w łonie samej lewicy. Plan Sarkozy'ego nie brał, bo nie mógł brać, pod uwagę kryzysu. A właśnie towarzyszące mu zjawiska, niepokoje i obawy świetnie sprzyjają takim przesunięciom na politycznej szachownicy.

Jak wygrać eurowybory?

Francuskiego prezydenta jednak nie tak łatwo zniechęcić. Będzie musiał przegrupować własne szeregi i znaleźć odpowiedź na zmiany po lewej stronie sceny politycznej. A najbliższym egzaminem będą czerwcowe eurowybory.

Jednym z takich posunięć ma być mianowanie Erica Bessona na stanowisko ministra ds. imigracji. Były współpracownik Segolène Royal, wyklęty obecnie przez socjalistów, właśnie wszedł do władz UMP. Ma nadać zarówno UMP jak i swemu nowemu ministerstwu lewicujące oblicze. Dotychczasowy minister pracy, Xavier Bertrand, znany tyleż ze swego krasomówstwa co i z wielkich ambicji, objął stanowisko szefa prezydenckiej partii UMP. Jego zadaniem jest przekonać Francuzów, że UMP jest partią nie tylko prawicową, ale i ludową, a więc i po trosze lewicową (trochę jak nasz PiS). Te zabiegi mogą dodać UMP nieco głosów wśród centrowo nastawionego elektoratu socjalistów, ale trudno przewidzieć jaka mogłaby to być część tych wyborców.

Oddelegowanie do wyborów dotychczasowej minister sprawiedliwości Rachidy Dati ma nieco inne tło. Ulubienica prezydenta okazała się bardzo mało popularna w środowiskach prawniczych, zapewne również z powodu słabych kompetencji. Jej reformy systemu prawnego napotykają na duży opór. Sarkozy musi liczyć na to, że nowemu ministrowi będzie łatwiej owe reformy dokończyć. Problem w tym, że Dati była potrzeba w rządzie również jako świadectwo otwarcia na niefaworyzowane do tej pory grupy społeczne wywodzące się z imigracji z krajów Maghrebu. Pod tym względem Rachida Dati może okazać się wręcz niezastąpiona, choć jest już kilku potencjalnych kandydatów z tej grupy społecznej na inne rządowe funkcje.

Sprawdzian skuteczności tych przetasowań politycznych już niedługo. Przy roszadach tych jednak niewiele mówi się o samych problemach europejskich. Wygląda na to, że głównymi problemami kampanii wyborczej będą nadal kwestie i spory francusko-francuskie. Zapatrzenie we własne wewnętrzne sprawy nie wróży najlepiej przyszłej działalności francuskich europosłów na forum PE. Ale to problem szerszy, nie tylko we Francji.
 
 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj