Kim Philby: Potrójny szpieg?
Jak to się stało, że świetnie wykształcony Brytyjczyk z arystokratycznej rodziny został radzieckim szpiegiem? W najnowszej powieści Robert Littell opisuje młode lata Kima Philby’ego – najsłynniejszego szpiega XX wieku.
Kim Philby - znaczek ZSRR, Sowieccy szpiedzy, 1990 r.
Wikipedia

Kim Philby - znaczek ZSRR, Sowieccy szpiedzy, 1990 r.

Artykuł pochodzi z 49 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 5 grudnia.
Polityka

Artykuł pochodzi z 49 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 5 grudnia.

W powieści „Philby: portrait de l’espion en jeune homme”, której bohaterem jest młody Kim Philby, przedstawia pan hipotezę, że był on potrójnym agentem, szpiegującym jednocześnie na rzecz Wielkiej Brytanii, ZSRR i Stanów Zjednoczonych. Postać Philby’ego do dziś otacza tajemnica.
Robert Littell:
Nie znamy prawdy na jego temat. Właśnie dlatego zająłem się początkami jego kariery, gdy zaraz po ukończeniu Cambridge udał się w 1934 roku do Wiednia, żeby wspierać antyfaszystowskie powstanie robotnicze.

Philby wciąż pozostaje najbardziej fascynującym szpiegiem w historii XX wieku. Można wprawdzie przywołać postać Richarda Sorge’a, niezwykłego komunistycznego agenta działającego w Japonii, któremu udało się poinformować Sowietów, że Japonia nie zaatakuje ich na froncie azjatyckim. Była to informacja o kapitalnym znaczeniu, która po części uratowała Moskwę. Po zdemaskowaniu Sorge został w 1944 roku powieszony przez Japończyków. Ale w moim przekonaniu to sprawa Philby’ego jest największą szpiegowską aferą XX stulecia, bo wciąż nie udało się rozwikłać tajemnic dotyczących jego lojalności wobec mocodawców.

Jest to historia Anglika z wyższych sfer, po Cambridge, romantyka, idealisty, człowieka o niezrozumiałych motywacjach, uzależnionego od alkoholu i jąkającego się z powodu swych skomplikowanych relacji z ojcem. Przy czym ów ojciec, Harry St John Philby, który sam był agentem brytyjskich służb na Bliskim Wschodzie i bez skrupułów je zdradził, nadzorował w cieniu jakże mroczną „karierę” swojego syna. Kim Philby jest rzeczywiście modelowym szpiegiem z epoki stalinowskiej, od lat 30. po okres zimnej wojny.

Kim Philby często zastanawiał się: „Co jest większym złem – faszyzm czy komunizm?”. Nie znamy jego odpowiedzi na to pytanie.
To prawda, ale dziś nie ma już faszyzmu ani komunizmu. Kiedy upadł komunizm, napisałem komentarz redakcyjny na łamach „International Herald Tribune”. I wówczas to ja, który nigdy nie byłem komunistą, lecz raczej antykomunistą, napisałem coś takiego: zdajemy sobie sprawę z tego, co zyskaliśmy wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, ale nie dostrzegamy tego, co utraciliśmy. Tym, co straciliśmy, jest ideologiczna i geopolityczna przeciwwaga ze strony ZSRR. Dlaczego w USA w czasach Roosevelta pojawiły się ubezpieczenia społeczne, skoro kapitaliści mieli robotników gdzieś? Za sprawą groźnego komunizmu, który zmusił Amerykanów do uczłowieczenia systemu kapitalistycznego. Tak, my tutaj na Zachodzie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co straciliśmy wraz ze zniknięciem Związku Radzieckiego.

W pańskiej książce jest scena, w której Stalin osobiście uniewinnia Philby’ego od oskarżeń o prowadzenie podwójnej gry wysuwanych przez niektórych członków radzieckich służb.
Odczuwałem złośliwą przyjemność, pisząc tę scenę! Już w poprzedniej książce „Epigram na Stalina” wyobrażałem sobie sceny z udziałem Osipa Mandelsztama i Stalina. Poświęciłem wiele czasu badaniu postaci Stalina, znam jego życie i osobowość. Funkcjonariuszka oskarżająca Philby’ego zostaje wezwana przez Stalina. Zabiera głos, ale zacina się i zaczyna się jąkać. Stalin mówi jej, żeby się nie spieszyła, wiedząc już doskonale, że kiedy tylko ona skończy swoją wypowiedź, skaże ją na śmierć za szpiegostwo na rzecz obcego mocarstwa!

W łonie KGB byli ludzie, którzy wątpili, czy Philby naprawdę działa na rzecz Sowietów. Myśleli, że jest kretem podstawionym przez brytyjskie służby. To ciągłe powątpiewanie wyrażane w Moskwie w toku całej kariery Philby’ego jest czymś oszałamiającym.

Po klęsce Francji wylądował on w Londynie, gdzie został natychmiast zwerbowany przez SIS (Secret Intelligence Service). W 1944 roku brytyjskie służby postawiły go na czele dopiero co utworzonej Sekcji IX: szef działającej w Anglii jednostki mającej zwalczać Sowietów sam był ich szpiegiem!

W latach 30. dwaj radzieccy agenci, którzy zwerbowali Philby’ego, sami zostali straceni w stalinowskich czystkach. Te egzekucje wytworzyły wielką pustkę na Łubiance. Nowi oficerowie służb zetknęli się z Philbym, nie wiedząc, kto zacz, dlaczego go zwerbowano, ani jakie zadania należy mu powierzać. Byli wobec niego nieufni. Kiedy w 1963 roku Philby przybył jako zbieg do Moskwy, po opuszczeniu incognito Bejrutu na pokładzie sowieckiego statku, Jurij Andropow dał do zrozumienia, że nigdy nie ufał Philby’emu. To prawda, że w Moskwie przyjmowano go ze wszelkimi honorami. Ale nie został nigdy awansowany na oficera i odsunięto go na boczny tor. Przed drzwiami jego mieszkania przez całą dobę stał strażnik. Jego noga nigdy nie postała na Łubiance. A kiedy spotykał się z ludźmi z KGB, dbano, by nie mógł zobaczyć niczyjej twarzy.

Jego ojciec, zwany „Hajj” z powodu nawrócenia na islam w 1930 roku, jest również postacią jakby żywcem wyjętą z powieści. Jako brytyjski szpieg odegrał ważną rolę w arabskim buncie przeciwko osmańskiemu zwierzchnictwu.
Lawrence z Arabii i jego sława bardzo przyczyniły się do zepchnięcia w cień ojca Kima Philby’ego, który był awanturnikiem pracującym dla służb brytyjskich. Nie przeszkodziło mu to potem zdradzić ich z korzyścią dla Amerykanów i ich interesów naftowych. W terenie Lawrence i Philby byli rywalami, bo ten pierwszy popierał Haszymidów, a ten drugi w tamtych czasach bliżej nieznane wahabickie plemię Ibn Sauda. I to właśnie St John miał słuszność, bo Saudowie siedzieli na morzu ropy naftowej.

Ojciec Kima Philby’ego zawsze chronił syna, śledząc z oddali jego karierę.
Cała tajemnica Kima Philby’ego leży w jego związku z ojcem. Aby zrozumieć, kim naprawdę był Philby – zwykłym pojedynczym agentem, a może podwójnym albo potrójnym? – należy zgłębić te relacje między ojcem i synem.

Jak pan, jako rusofil, postrzega współczesną Rosję?
Jest ona wyzwolona od komunizmu, który był całkowitą aberracją. Rosjanie odeszli od tej bolszewickiej koncepcji piramidy, gdzie u podstawy stał lud, a na wierzchołku tylko jeden człowiek. Wciąż jednak istnieje kult opatrznościowego przywódcy, choć obecnie słychać też wiele głosów sprzeciwu. Mimo rządów Putina, byłego funkcjonariusza KGB, wszystko może się zmienić i mam nadzieję, że obędzie się bez chaosu.

Tylko wielki naród może mieć taką literaturę i mógł wydać tylu artystów. Zawsze znajdował się tam jakiś człowiek zdolny mówić prawdę. Nawet samemu Stalinowi. Tak jak Osip Mandelsztam zrobił to w wierszu przeciwko Stalinowi, który wciąż pozostaje wzorem odwagi dla intelektualistów z całego świata.

A jak pan postrzega przyszłość republik muzułmańskich?
Długo studiowałem Koran, dużo podróżowałem do Azji Środkowej i spotkałem się tam z wieloma formami islamu. Co dzisiaj znaczy być muzułmaninem? My na Zachodzie pojmujemy tę kwestię bardzo opacznie z powodu naszych lęków. Wielką nadzieją w przypadku wszystkich krajach muzułmańskich, w tym również na rosyjskim Kaukazie, napawa fakt, że połowa ludności jest młoda, a w tej grupie kolejną połowę stanowią kobiety. Nie sądzę, aby ludzie długo akceptowali złych przywódców.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj