Po katastrofie rosyjskiego samolotu pasażerskiego Airbus A321 nad Półwyspem Synaj część krajów zdecydowała się zawiesić loty do kurortów nad Morzem Czerwonym. Polskie MSZ alarmu jednak nie podnosi, do wycieczek nie zniechęcają też lokalne biura podróży. A chętnych nie brakuje.
Nie stwierdzono oficjalnie, czy do katastrofy samolotu rosyjskiej linii Metrojet doszło wskutek zamachu terrorystycznego, który miałoby zainicjować na przykład tzw. Państwo Islamskie. Po zbadaniu czarnych skrzynek francuscy eksperci orzekli, że na pokładzie doszło do wybuchu (istnieje zatem niepotwierdzone podejrzenie, że do samolotu wniesiono bombę). Aktu terrorystycznego nie wykluczają prezydent USA Barack Obama i premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Władimir Putin wypowiada się w tej sprawie powściągliwie.
W katastrofie zginęli głównie turyści wracający z kurortów w Szarm el-Shejk. Loty w te rejony – popularny cel wycieczek, ale też ważne centrum konferencyjne – wstrzymały władze rosyjskie, brytyjskie oraz dwie niemieckie linie lotnicze. Turyści, którzy teraz tam przebywają (w tym m.in. 80 tys. Rosjan i 20 tys. Brytyjczyków), mają niezwłocznie wrócić do ojczyzn – ich bagaże, po dokładnym prześwietleniu, będą podróżować osobno.
Polskie MSZ nie podjęło tak radykalnych działań. Biuro Rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych zapewnia POLITYKĘ, że wraz z ambasadą RP w Kairze „na bieżąco monitoruje aktualną sytuację w Egipcie”. Wypada odnotować, że resort zamieszcza na swoich stronach internetowych tzw. ostrzeżenia dla podróżujących, którymi ci mogą się zasugerować (choć oczywiście nie muszą – w dowolny rejon świata wybieramy się na ogół na własne ryzyko).
Aktualny komunikat dotyczący Egiptu brzmi co prawda „Nie podróżuj”, ale nie odnosi się to do całego kraju. Czytamy wręcz: „Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróże do Egiptu z wyłączeniem wyjazdów grupowych do miejscowości turystycznych położonych po stronie afrykańskiej nad Morzem Czerwonym (Hurghada, El-Gouna, Safaga, Marsa Alam) oraz Szarm el-Shejk na Półwyspie Synaj”. Powtórzmy: ostatnie z wymienionych to miejsce katastrofy z ubiegłego tygodnia.
Ocena ryzyka i rekomendacja „nie podróżuj” z wyłączeniem wyjazdów zorganizowanych pozostaje niezmieniona. Informacje na temat podróży do Egiptu nie były aktualizowane od 26 października (do tragedii doszło pięć dni później).
Dodatkowych ostrzeżeń nie znajdziemy także na stronie internetowej Polskiej Izby Turystyki.
Zresztą Polacy najwyraźniej nie widzą lub nie obawiają się zagrożeń. Doniesienia o ofensywie Państwa Islamskiego najwyraźniej nie zniechęcają rodaków do podróży w ten rejon Afryki. Przeciwnie, wciąż chętnie wykupują wycieczki.
Przedstawiciel biura podróży Rainbow Tours potwierdza, że obecnie ponad stu Polaków korzystających z jego usług przebywa w kurortach nad Morzem Czerwonym. Biuro, przynajmniej jak dotychczas, nie planuje ściągać turystów z Egiptu, do kraju wrócą oni najpewniej zgodnie z wyznaczonym terminem. Biuro nie wstrzymuje także sprzedaży wycieczek. Co ciekawe – ujawnia jego przedstawiciel – zainteresowanie podróżami w tym kierunku świata w ostatnim czasie jeszcze wzrosło.
Podobnie w Itace, która na swojej stronie internetowej proponuje wycieczki last minute m.in. właśnie do Szarm el-Szejk.
Z kolei biuro podróży TUI wycieczek do wspomnianego kurortu nie oferuje (turyści przebywają w Hurgadzie), ale zapewnia, że jeśli scenariusz z zamachem terrorystycznym się potwierdzi, podróże do Egiptu na pewien czas zawiesi.
Na tle działań innych państw polskie MSZ wydaje się powściągliwe. Oferty wielu biur podróży również zdają się nie uwzględniać sytuacji wewnętrznej Egiptu. Nie słyszy się w Polsce o zawieszonych lotach ani o potrzebie ściągnięcia rodaków do kraju. Sami Polacy zresztą chętniej udaliby się w te rejony na urlop, niż dali zastraszyć.
Tylko na początku tego roku doszło do zamachów terrorystycznych w Tunisie i na plażach w tunezyjskiej Susie. Polskie media obiegły scenki z lotnisk, kiedy to poirytowani Polacy z trudem godzili się przedwcześnie wracać z urlopów. Czyżbyśmy byli narodem nieustraszonym?