szukaj
Ivanka Trump zleca dostawy najtańszym fabrykom z Azji. Głodowe stawki, przemoc i mobbing
Firma odzieżowa córki prezydenta USA buduje swój majątek, przenosząc produkcję do najtańszych fabryk w Azji. Aktywiści, którzy nagłośnili sprawę, zostali zatrzymani.
Ivanka Trump
Michael Vadon/Flickr CC by 2.0

Ivanka Trump

Pierwsza córka Ameryki wycofała się z firmy w styczniu, ale nadal jest jej właścicielką, a ubrania produkowane są pod jej nazwiskiem. Wbrew wyborczym hasłom prezydenta Donalda Trumpa, który obiecywał pobudzenie krajowej gospodarki i poprawę sytuacji amerykańskich robotników, firma odzieżowa jego córki buduje swój majątek, przenosząc produkcję do najtańszych fabryk w Azji.

Warunki, które tam panują, nie są tak „glamour” jak kolekcje ubrań marki „Ivanka Trump”.

O sprawie pisze brytyjski „The Guardian”, który dotarł do kilkunastu szwaczek i szwaczy pracujących dla Ivanki w Subang na wyspie Jawa. Opowiadają oni o głodowych płacach, braku godziwych warunków do pracy, agresji słownej ze strony przełożonych, niemożliwych do spełnienia celach narzuconych przez brygadzistów.

Robotnicy mówią, że płaci im się najmniej, jak tylko można. Jednocześnie wyznacza im się limity nie do spełniania w wyznaczonym czasie pracy – muszą więc zostać po godzinach, a za ten czas rzadko kiedy dostają wynagrodzenie.

Dziennik podaje, że trwającą od 7 rano do 16 zmianę pracy dzieli się na półgodzinne okresy. Podczas każdego z nich należy uszyć od 58 do 92 sztuk odzieży (w zależności od modelu). Ale nawet doświadczeni robotnicy nie są w stanie przeskoczyć 27–40 sztuk. Zostają więc po godzinach, by dokończyć zamówienie i nie stracić pracy. A o to nietrudno. Fabryka zwolniła ok. 300 pracowników przed trwającym właśnie Ramadanem – inaczej musiałaby zapłacić im za okres świąteczny, jak wymaga tego prawo. Po miesiącu mają zostać przyjęci z powrotem.

To bogacenie się na wyzysku tych, którzy nie mają alternatywy

Kolejny raz słyszymy tę pieśń: pogardzanie człowiekiem, bogacenie się na wyzysku tych, którzy nie mają alternatywy. Takie szwalnie istnieją nie tylko w Chinach, Indonezji czy w Bangladeszu. Także w Polsce wykorzystywanie cudzego położenia to często przepis na biznes. Dlaczego ten przypadek jest inny?

Nie tylko dlatego, że okazuje się, iż już kolejny azjatycki dostawca, który zaopatrując biznes córki i doradczyni prezydenta USA, działa w taki sposób. Przede wszystkim dlatego, że usiłuje się uciszyć tych, którzy mają odwagę o tym mówić.

Otóż wkrótce po tym, jak chińska grupa aktywistów ujawniła szereg nadużyć w chińskiej fabryce robiącej buty m.in. na zlecenie Ivanki Trump, jej członkowie zostali zatrzymani przez policję; mają ograniczony kontakt z adwokatami.

Tymczasem wiele miejsca poświęca się gołębim zabiegom Ivanki, która ma łagodzić radykalizm ojca i wchodzi do polityki z misją wzmocnienia roli kobiet. Stoi na czele projektu „Women Who Work”: Kobiety, które pracują. Ma on pomagać spełniać się zawodowo i dodawać skrzydeł tym kobietom, które potrzebują inspiracji.

Tymczasem szwaczki w indonezyjskiej fabryce pracującej dla Ivanki zarabiają ok. 170 dol. miesięcznie – to najniższe możliwe wynagrodzenie, na jakie zezwala tu prawo. Jedna z kobiet, Alia, mówi „Guardianowi”, że nie stać jej na to, by mieszkać razem z dziećmi. Kiedy rodzice pracują, dzieci wychowuje babcia. Jej wyobrażenie popularnego w zachodnim świecie modelu równowagi między pracą a życiem prywatnym jest wymarzoną sytuacją, w której mogłaby widywać swoje dzieci częściej niż raz w miesiącu.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj