Ekspert wyjaśnia, dlaczego Erdogan chce zbojkotować wybory w Niemczech
Erdogan wysyła Angeli Merkel komunikat: jeśli kanclerz będzie sprawiała mu kłopoty, to i on nie pozostanie bierny – tłumaczy Karol Wasilewski, ekspert ds. Turcji w PISM.
Niemcy, uderzając w gospodarkę, wiedzą, że trafiają w czuły punkt. Stabilna gospodarka jest tym, czego obóz rządzący Turcją potrzebuje do wygrania wyborów w 2019 r.
Jrwooley6/Flickr CC by SA

Niemcy, uderzając w gospodarkę, wiedzą, że trafiają w czuły punkt. Stabilna gospodarka jest tym, czego obóz rządzący Turcją potrzebuje do wygrania wyborów w 2019 r.

Agnieszka Mazurczyk: – Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan zaapelował ostatnio do mieszkających w Niemczech Turków, by zbojkotowali jesienne wybory w tym kraju, a jeśli już pójdą do urn, to żeby nie głosowali na chadeków, SPD i Zielonych. To nowy konflikt?
Karol Wasilewski: – Nie. To kolejny incydent z serii nieporozumień turecko-niemieckich. Kolejny cios w tej turecko-niemieckiej wymianie ciosów, która tak naprawdę trwa od ponad roku. To również sugestia dla Angeli Merkel, której miała pokazać, że jeśli kanclerz będzie sprawiała Erdoğanowi kłopoty, to i on w takiej sytuacji nie pozostanie bierny. I wreszcie jest to też sygnał skierowany do elektoratu tureckiego prezydenta, który ma przedstawić Erdoğana jako lidera, który nie ulega groźbom i zdecydowanie przeciwstawia się niemieckim politykom.

Co prezydent chciałby uzyskać, podgrzewając już i tak napiętą atmosferę między Turcją a Niemcami?
Turecka polityka zagraniczna zawsze była dość mocno podporządkowana celom polityki wewnętrznej. Teraz to się jeszcze bardziej nasiliło. Poza tym na terytorium Niemiec przebywa mnóstwo osób, które tureckie władze oskarżają o udział w zeszłorocznym nieudanym zamachu stanu i żądają ich ekstradycji. Są to przede wszystkim oficerowie, którzy służyli w NATO, czy sędziowie albo inne osoby, które według tureckiego rządu uciekły z Turcji do Niemiec. Między innymi prokurator Zekeriya Öz, przez władze tureckie oskarżany o to, że na zlecenie Ruchu Gulena zainicjował śledztwo w sprawie Ergenekonu, która przyczyniła się do osłabienia wpływów wojska na politykę.

A jak to wygląda z perspektywy Niemiec?
W Niemczech podejście do spraw tureckich też się zmienia. Stanowisko Angeli Merkel wobec Turcji usztywnia się. Również Martin Schulz, który jest jej wyborczym kontrkandydatem, a jako socjaldemokrata powinien mieć, zdawałoby się, bardziej koncyliacyjne podejście do Turcji, nie jest postrzegany jako osoba, która sprzyja Turcji. Dość popularne stały się w Niemczech postulaty, które Turcy nazywają „antytureckimi”, a Niemcy „asertywnymi” wobec Turcji.

Jeśli Erdoğan zaognia i tak już napięte stosunki niemiecko-tureckie, to jaką ma gwarancję, że osiągnie swoje cele?
Jeśli chodzi o relacje z Niemcami, to gwarancji nie ma żadnych. Trudno np. spodziewać się, że niemiecki rząd wpłynie na sądownictwo i doprowadzi do ekstradycji żądanych przez Turcję osób. I długofalowo chyba najniebezpieczniejsze w tych relacjach niemiecko-tureckich, a nawet szerzej: turecko-europejskich, nie jest to, że co chwila dochodzi do jakichś turbulencji, tylko właśnie to, że od jakiegoś czasu widać proces rozejścia się perspektyw partnerów w sferze wartości. Na przykład, jak wskazuje część tureckich dziennikarzy, Erdoğan nie potrafi zrozumieć, że niemieckie władze mają naprawdę ograniczony wpływ na sądownictwo. To rozjeżdżanie się stanowisk prawdopodobnie będzie powodowało coraz większe napięcia w relacjach turecko-europejskich.

Jak te spory wpłyną na relacje turecko-unijne?
Niemcy zaostrzyli podejście do Turcji. I to wcale nie w ostatnich dniach, kiedy jesteśmy świadkami kolejnego etapu sporu, ale od lipca, czyli momentu zatrzymania w Turcji Petera Steudtnera – niemieckiego obywatela i działacza na rzecz praw człowieka. Wtedy Niemcy zapowiedzieli rewizję swojej polityki wobec Turcji i podjęcie bardzo konkretnych kroków. Minister Sigmar Gabriel oświadczył np., że rząd nie będzie mógł dać gwarancji niemieckim firmom, które chcą inwestować w Turcji, i zwrócił uwagę, że obywatele niemieccy być może nie są w Turcji najbezpieczniejsi, skoro się ich tam zatrzymuje, co może uderzyć w turystykę – sektor bardzo istotny z punktu widzenia funkcjonowania tureckiej gospodarki.

Ale to nie wszystko. Niemiecki rząd przeniósł spór na poziom europejski – jego przedstawiciele wspominali np., że nie wyobrażają sobie, żeby w takich okolicznościach możliwe było rozpoczęcie rozmów na temat reformy Unii celnej pomiędzy Turcją a Unią Europejską, a na tym Turcji bardzo zależy. Zapowiadali również, że zamierzają rozpocząć z europejskimi partnerami rozmowy na temat rewizji funduszy przedakcesyjnych, które przecież wciąż są Turcji przyznawane.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj