Starcie przemysłu biotechnologicznego z bioróżnorodnością
Ziarno z globalizacji
Arktyczny bunkier biotechnologii.

 

Indie stały się głównym polem walki między przemysłem biotechnologicznym a obrońcami bioróżnorodności. To największy rynek dla upraw żywności modyfikowanej genetycznie, a decyzje, które tu zapadną, będą miały wpływ na cały region południowej Azji i pozostałe kraje rozwijające się, ostrzegają organizacje pozarządowe.

Arktyczny skarbiec z nasionami

W Arktyce, na norweskiej wyspie Svlabard około tysiąca kilometrów od bieguna północnego, został uruchomiony gigantyczny bank nasion. GSV (Global Seed Vault), ochrzczony jako Arka Noego, albo Krypta Dnia Sądu Ostatecznego, to trzy chłodnie wkopane w wieczną zmarzlinę, które pomieszczą nawet 4,5 miliona próbek nasion, W przypadku wojny nuklearnej albo niespodziewanej klęski żywiołowej, kraje całego świata będą mogły poprosić tutaj o ziarna siewne, które pozwolą im odbudować rolnictwo.

Niektórzy twierdzą, że arktyczny bank nasion służy zupełnie innym celom.

„GSV został wybudowany raczej dla potrzeb przemysłu biotechnologicznego, który ograbia rolników z wypracowanej tradycją wiedzy", twierdzi Shalini Bhutani z organizacji GRAIN w New Delhi, która ma także oddziały w większości rozwijających się krajów w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej. (za IPS: NGOs Wary of Doomsday Seed Vault; Plan by TNCs to Control Seeds Bound to Fail). Beneficjentami arktycznego banku nasion będą głównie ponadnarodowe koncerny, które już obecnie kontrolują ponad połowę światowego rynku ziaren siewnych, wartego 30 miliardów USD, twierdzą krytycy. Zarząd GSV (wspólnie stworzony przez rząd norweski, Global Crop Diversity Trust i Nordyckie Centrum Badań nad Zasobami Genetycznymi), utrzymuje kontakt wyłącznie z państwowymi i prywatnymi depozytorami, w ogóle nie biorąc pod uwagę rolników - zwłaszcza, że ci z krajów rozwijających są w większości niepiśmienni i nie wiedzą jak kontaktować się z instytucjami, które wprowadziły nowy system. Zostają więc z systemu wykluczeni, co stwarza idealną sytuację dla koncernów patentujących nasiona.

Panie Przewodniczący

„Jestem zdziwiony, że wiele organizacji pozarządowych krzyczy tak głośno przeciwko wprowadzaniu upraw żywności GMO. To albo ignoranci, albo mają inne motywy", mówił niedawno w wywiadach dla indyjskiej prasy przewodniczący specjalnego urzędu mającego stać na straży. różnorodności biologicznej Indii. Organizacje nazwane ignorantami (m.in. GRAIN, Centre for Sustainable Agriculture, Forum for Biotechnology and Food Security) w odpowiedzi wystosowały do niego otwarty list. „Pan S. Kannaiyan spełnia krytyczną rolę, ryzykują bogactwem i zróżnicowaniem biologicznym Indii, związaną z tym kulturą i źródłami utrzymania milionów ludzi", napisały. Komitety do zarządzania bioróżnorodnością są de facto wykorzystywane do wprowadzania na rynek upraw roślin transgenicznych, które tą różnorodność niszczą, ze szkodą dla i tak już przeoranego sektora rolniczego. Nie jest jasne z czyjej mocy, za czyją zgodą i w oparciu o jakie dowody wywnioskowano, że uprawy roślin transgenicznych są jedynym rozwiązaniem dla Indii, pada oskarżenie.

 

Zgodnie z Konwencją o różnorodności biologicznej, podpisaną w 1992 roku na konferencji ONZ, bioróżnorodność to zróżnicowanie wszystkich żywych organizmów występujących na ziemi. Ubożenie zaś bioróżnorodności wyraża się m.in. poprzez zmniejszanie zróżnicowania genowego w populacjach. Według przeciwników forsowania upraw żywności transgenicznej, bogactwo naturalne gatunków ma szanse przetrwać, jeśli będzie kultywowane także w warunkach naturalnych - na farmach i wśród społeczności rolniczych. Organizacje takie jak Green Foundation, GRAIN, Deccan Development Society, wierzą, że najbezpieczniejszym sposobem zachowania genetycznej różnorodności roślin uprawnych jest utrzymanie tradycyjnych metod uprawy i swobodnej wymiany między rolnikami. Tworzony obecnie system międzynarodowych banków nasion, odbiera lokalnym społecznościom prawa do unikalnych odmian roślin uprawnych, które zostały przez nie wyhodowane, wyselekcjonowane i swobodnie wymieniane.

Pięć sióstr biotechnologii

W swojej publikacji indyjskie Centrum Zrównoważonego Rolnictwa (Centre for Sustainable Agriculture) wymienia zagrożenia związane z forsowaniem upraw roślin transgenicznych. Lista jest długa.

Po pierwsze wiąże się to z nieprzewidywalnymi skutkami. Już teraz uprawy GMO zaowocowały nieudanymi zbiorami, ponieważ niektóre modyfikowane genetycznie rośliny okazały się nieprzystosowane do ekstremalnych warunków. Rolnicy indyjscy nie są od takich skutków ubezpieczeni, ale co roku muszą podnosić wysokie nakłady na zakup opatentowanych nasion.

Po drugie, uprawy GMO eliminują alternatywy. Nie da się powstrzymać rozprzestrzeniania się nasion, więc ci, którzy chcą pozostać przy rolnictwie organicznym nie mają szans. Dochodzi też do sytuacji, kiedy farmerzy, na których polach wykryto opatentowane nasiona, muszą udowodnić, że nie zastosowali ich bez licencji producenta. Ponadto, przechodząc na produkowane przez korporacje ziarna, rolnicy oduczają się tradycyjnych umiejętności wypracowanych przez pokolenia. Po trzecie uprawy GMO niszczą miejsca pracy (takie jak choćby pielenie, które jest tradycyjnym zajęciem dla milionów indyjskich kobiet). Niszczą też samowystarczalność rolników, którzy stają się zależni od wielkich producentów nasion.

Transgeniczna żywność jest także zagrożeniem dla bezpieczeństwa handlu zagranicznego Indii, twierdzą krytycy. Eksport produktów rolnych stanowi ogromną część indyjskiej wymiany handlowej, a gros krajów ją importujących - póki co - zabroniło, lub ograniczyło możliwość upraw GMO. Większość konsumentów pozostaje wobec modyfikowanej żywności nieufna.

Wreszcie, forsowanie takich upraw to pogwałcenie praw demokratycznych. Nie wiadomo jak, gdzie, kiedy i dlaczego zadecydowano, że technologie transgeniczne są w indyjskim rolnictwie nieodzowne. Samo wdrażanie tej decyzji jest równie kontrowersyjne. W wielu przypadkach próbne uprawy odbywają się bez zgody rolników, na których polach się je przeprowadza. Regulacje prawne są wprost importowane z krajów takich jak Stany Zjednoczone i dyktowane przez firmy takie jak Monstano. Koncerny dostarczają formularze protokołów z testów bezpieczeństwa biologicznego własnych produktów, a te są bezdyskusyjnie przyjmowane przez przedstawicieli władz. Z różnych względów, m.in. z powodu niedostępności funduszy, w Indiach nie prowadzi się niezależnych badań nad takimi uprawami. W hierarchii przemysłu agrotechnologicznego indyjskie przedsiębiorstwa zajęły miejsce sprzedawców nasion na umowach licencyjnych. Wyłączne prawo dystrybucji i sprzedaży, w połączeniu z prawami własności intelektualnej, daje Pięciu siostrom biotechnologicznym kontrolę nad właściwie całością własności intelektualnej dotyczącej genów.

Luksus wolnego wyboru

Organizacje krytykujące obecną politykę rządu indyjskiego, proponują, żeby zajął się raczej wspieraniem rodzimych rolników i lokalnych rynków niż międzynarodowych banków ziaren. Nasiona powinny pozostać w rękach lokalnych rolników, którzy powinni zachować prawo do udoskonalania wypracowanych przez pokolenia technik upraw i swobodnej ich wymiany. Skoro zastosowanie inżynierii genetycznej w rolnictwie ma wpływ na miliony ludzi - zarówno farmerów jak i konsumentów - to konieczna jest ostrożność i kompleksowe zbadanie tego skutków, również tych polityczno-ekonomicznych, uważają „zieloni".

Źródła:
 

IPS: NGOs Wary of Doomsday Seed Vault
IPS: Plan by TNCs to Control Seeds Bound to Fail
EurActive: Are EU GMO rules starving the poor?
Open letter to chairman National Biodiversity Authority
Centre for Sustainable Agriculture, "Genetic Engineering in Indian Agriculture"

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj