Recenzja książki: Jarosław Sawic, „Bogdan Loebl. Słucham głosu serca”
Jest w tej opowieści kawał historii polskiej muzyki i literatury.
Jest w tej opowieści kawał historii polskiej muzyki i literatury.
Autor opowiada historie, których nie znamy, i jak zawsze robi to z biglem i efektowną, mięsistą frazą.
Jako samodzielna książka nie byłby szczególnie odkrywczy, ale jako kolejna odsłona tego procesu poznania, jakim jest cały cykl – okazuje się o wiele ciekawszy.
Na mikołajki oddajcie nam starego Mikołajka!
Książka jest jednocześnie literacką ciekawostką i przyjemnością dla dużych i małych.
Morski świat stworzony przez Wilkonia jest piękny, niepokojący i wciągający.
Brawurowa próba opisu na nowo tego, co widać, i jednocześnie mały traktat filozoficzny o istnieniu.
Dzieło uwodzi – nie tylko szerokim wachlarzem tematyki, ale przede wszystkim osobowością pisarki, której przenikliwość, dystans i poczucie humoru sprawiają, że do książki będziemy wracać wielokrotnie.
Autor, objaśniając istotę islamu i sporne fragmenty Koranu, każe nade wszystko oddzielić religię od interpretacji, którą nadali jej fundamentaliści.
Najlepiej udała się współczesna panorama Stambułu, zwłaszcza że to miasto okazuje się kruche i nietrwałe, może zniknąć.
Poza doskonale zindeksowaną i sklasyfikowaną zawartością książek, twórca między wierszami opowiada o słabości, jaką polscy autorzy mają do snucia historii alternatywnych i SF bliskiej rzeczywistości.
Autor w kolejnych rozdziałach rozważa i odrzuca światopogląd oparty na założeniu, że „bóg” istnieje.
Całość jest połączeniem pensjonarskiej, drętwej ramotki z patetycznymi mowami politycznymi.
Nie da się ukryć, że literacka gwiazda Harukiego Murakamiego nieco w ostatnich latach przygasła – nie chodzi tu naturalnie o nakłady jego książek, bo te nieustająco rosną, lecz o jakość jego pisarstwa.
Książce najbliżej jest do powieści sensacyjnej, ale wątki zemsty i zabójstwa, bo i ono pojawia się w tej historii, stanowią jedynie pretekst do opowieści o zderzeniu absolutnych inności.
Dzieło Wojciecha Dudzika jest jednym z trzech napisanych specjalnie z okazji jubileuszu Teatru Narodowego.
Nieduża (i jedna z najlepszych) powieść Huberta Klimko-Dobrzanieckiego jest z ducha Bernharda, i to nie tylko dlatego, że rozgrywa się w Wiedniu.
W powieści Richarda Flanagana jest wszystko, czego oczekujemy od wielkiej literatury – językowa świeżość i kunszt, poruszająca historia, miłość i śmierć, bohaterowie z krwi i kości, ludzka wspaniałość i słabość, a wreszcie zdania, które zostają w głowie.
W nadmiarze wywiadów rzek trudno odpędzić myśl, że ich autorzy idą na łatwiznę, zamiast tworzyć reporterskie, wielogłosowe sylwetki, po prostu włączają dyktafon. Podobny zarzut można postawić tej książce.
Ten obszerny tom wciąga(562 teksty, w tym 192 publikowane po raz pierwszy w książce), chętnie porzucamy lektury obowiązkowe, by poczytać o czymś zupełnie oderwanym.