Recenzja wystawy: „Stocznia. Człowiek. Przemysł. Miasto”
Stocznia w Gdańsku to ogromny przemysł, a zaraz potem ruch Solidarności.
Stocznia w Gdańsku to ogromny przemysł, a zaraz potem ruch Solidarności.
Niekiedy to artysta gra z nami w interpretacyjnego kotka i myszkę, ale widz też potrafi zaskoczyć go siłą swojej wyobraźni. I o tym mniej więcej traktuje ta wystawa.
Zgromadzenie 500 obiektów budzi szacunek, choć ta mnogość nie sprzyja skupieniu i delektowaniu się szczegółami.
W Galerii Leica zawsze można liczyć na interesujące i ważne wystawy fotografii.
Tak różne od wielkich narracji, ale czy mniej ważne?
To w gruncie nie pomnik, tylko antypomnik postawiony nie ku chwale, ale ku przypomnieniu hańby działań polskich władz na białoruskiej granicy, znieczulicy, rasizmu.
Ucieczka w sztukę jest samoobroną przed bezbronnym poddaniem się – tę myśl Szajny umieszczono przed wejściem na wystawę. I trafnie definiuje ona to, co czeka nas wewnątrz.
Metafora goni tu metaforę, śmierć splata się z erotyką, młodość nieoczekiwanie przechodzi w starość.
W pięknie odremontowanych salach pałacu Czapskich pokazano, na co dzień niedostępne, prace z kolekcji Muzeum ASP, wsparte silną artystycznie depozytową sekwencją z kolekcji Krzysztofa Musiała.
To doskonała okazja do rozważań, w jakim stopniu narodowa kultura może kształtować tak asemantyczne zjawisko jak sztuka abstrakcyjna.
Trudno tu mówić o wystawie – to raczej prezentacja.
Bywa straszno, smutno, rzadko wesoło, bo polityka to jednak teren mało zabawny.
Kuratorka Kinga Dunin wybrała dziesięć rysowniczek, by zaprezentować „dziesięć spojrzeń na ten sam świat.
Wprawdzie wojna w Ukrainie chwilowo wytłumiła spory o wzajemne historyczne krzywdy, ale one zapewne kiedyś wrócą. Wystawa Sobczaka wzbogaca je o bardzo ważny artystyczny głos.
W ostatnich latach podjęto wiele prób korygowania historii polskiej powojennej sztuki. Ta wystawa idealnie i efektywnie wpisuje się w ów trend.
Już od pięciu lat stołeczne muzeum organizuje charytatywne aukcje, których beneficjentem jest pomagająca imigrantom Fundacja Ocalenie.
Wystawa osadzona głęboko w historii nieoczekiwanie nabrała bardzo aktualnych i dramatycznych sensów.
Trudno mówić, że Erna Rosenstein jest artystką zapomnianą. Ale jej pozycja w historii polskiej sztuki zapewne nie oddaje jej artystycznych osiągnięć.
Tytuł wystawy odsyła nas w przeszłość, ale cała reszta pachnie nowością.
Wystarczy zobaczyć w życiu jeden obraz Dobkowskiego, by już zawsze rozpoznawać jego prace, nawet z daleka.