Recenzja wystawy: „Życie ukryte. Dziecko w polskiej sztuce współczesnej”
Nie ma tu nic o demonach i zagrożeniach, które niesie dla najmłodszych współczesna cywilizacja.
Nie ma tu nic o demonach i zagrożeniach, które niesie dla najmłodszych współczesna cywilizacja.
Czyżby „Damie z łasiczką” przybyła konkurentka w postaci „Alegorii miłości”? Taki tytuł nosi bowiem duży obraz Tycjana zakupiony do wawelskich zbiorów, a teraz po raz pierwszy pokazany publiczności.
Olgę Boznańską znacie? Znamy! A Tolę Certowicz, Natalię Andriolli lub Marię Gerson-Dąbrowską? Zapewne nie. A to one – wraz z kilkoma innymi, raczej niespecjalnie kojarzonymi artystkami – są bohaterkami tej wystawy.
Długa jest lista twórców, którzy udanie łączyli tworzenie sztuki z sukcesami na innych polach kreacji: w teatrze, filmie, muzyce, a nawet literaturze.
Wystawa odkrywa wiele ciekawostek i nieoczywistych narracji.
Swoją sztuką nie chce zastępować publicystyki, ale pokazać, że płótno malarskie może być równie ważnym, choć bardzo specyficznym, miejscem służącym braniu się z rzeczywistością za bary.
Kultura japońska karmi się skrajnościami. Z jednej strony nadekspresyjność i przesada, a z drugiej wstrzemięźliwość, wyciszenie i minimalizm.
Trudno wyobrazić sobie lepszą wystawę towarzyszącą Świętom Wielkanocnym.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej przyzwyczaiło nas do wystaw, w których artystyczna jakość dobrze łączy się z przystępnością i otwarciem na widza średnio zaawansowanego w sekretach współczesnej sztuki. Ta wystawa – z góry uprzedzam – jest inna.
Na wystawie można więc zobaczyć sporo portretów. Niektóre zdradzają talenty satyryczne, inne – rozległość osobistych kontaktów.
Twórcy trudno odmówić biegłości, nie poszukuje przy tym środków wyrazu, ale wypracował sobie własny, bardzo rozpoznawalny styl.
Mariupol i Bucza – dwa miasta-symbole okrucieństwa rosyjskiej armii, stały się motywami dwóch, otwartych niemal równocześnie, choć jakże różnych wystaw.
Po raz drugi szeroka publiczność może obejrzeć prace z kolekcji „m jak malarstwo”. Budowany przez mBank od 2020 r. zbiór młodej sztuki liczy już blisko setkę obiektów, a wspólny mianownik – szeroko rozumiany – sugeruje już tytuł.
Te prace nie są intelektualnie inspirujące, a emocjonalnie raczej nie przyspieszają bicia serca.
Kim Lee była najsłynniejszą warszawską drag queen, wykreowaną przez pochodzącego z Wietnamu Andy’ego Nguyena, który zamieszkał w stolicy w latach 90.
Dla wielu widzów odkryciem może okazać się Stasys jako autor prac zaangażowanych.
Tworzenie prywatnych galerii o niekomercyjnym charakterze jest dość drogim hobby i dlatego ciągle jeszcze należy w Polsce do rzadkości.
Postrzeganie wypełnionej w połowie szklanki pozostawiam widzom, samemu skłaniając się jednak do oceny, że szklanka w tym wypadku jest w połowie pusta.
Tytuł wystawy właściwie wszystko wyjaśnia: w związku z jubileuszem nagrody doświadczona kuratorka Dorota Monkiewicz postanowiła przyjrzeć się uważnie dokonywanym przez te trzy dekady wyborom.
Dawno nie miałem przyjemności obcowania z tyloma mało znanymi lub zgoła nieznanymi ciekawymi dziełami sztuki, które Banasiak wygrzebał z zakamarków zbiorowej niepamięci.