Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Historia

Historia, jakiej nie znacie: Czy Hiszpanie pobili samurajów?

Samuraj w pełnej zbroi, fotografia z ok. 1860 r. Samuraj w pełnej zbroi, fotografia z ok. 1860 r. Felice Beato-Britannica / Wikipedia
W 1582 r. na Filipinach, w dorzeczu Cagayan, hiszpańscy tercios pokonali japońskich samurajów. Ale czy ta bitwa w ogóle się odbyła?

Nie ma na świecie słynniejszej broni białej niż japońska katana. Miecz samurajski stał się symbolem samuraja, straszliwego, ale honorowego szermierza, potrafiącego w pojedynkę pokonać dziesiątki, jeśli nie setki wrogów. To oczywiście tylko kulturowa kreacja, stworzona w powojennej Japonii, wzmocniona dziełami wybitnych twórców, by wymienić tylko słynne samurajskie kino Kurosawy (jego wcześniejsze, czarno-białe filmy miały wpływ na amerykańskie westerny, a jeden z nich, „Ukryta forteca”, zainspirował George′a Lucasa do napisania scenariusza pierwszych „Gwiezdnych wojen” w stopniu bardzo zbliżającym się do plagiatu).

Wracając do japońskiego miecza – ten ostry kawałek wysokogatunkowej stali w rozmaitych dziełach kultury awansował do symbolu o wprost magicznym znaczeniu i mocy, co w połączeniu z przekonaniem o wyjątkowości azjatyckich, szczególnie zaś japońskich, sztuk walki daje nam kanwę do opowieści o wyjątkowym wojowniku – od Sanjuro Kurosawy, poprzez ulicznych samurajów z „Trylogii ciągu” Gibsona, po Samuraja Jacka z kapitalnej kreskówki Genndy Tartakovskiego, by wymienić tylko te trzy przykłady. No i oczywiście od lat toczy się dyskusja o wyższości katany nad jakąkolwiek europejską bronią oraz wyszkoleniem samurajów, przewyższających jakoby umiejętnościami wszystkich możliwych i niemożliwych wojowników swoich czasów. Pytanie: jak tę dyskusję rozstrzygnąć, skoro samurajowie nigdy nie walczyli ze swoimi europejskimi odpowiednikami? No chyba że znajdziemy jednak taką bitwę.

Czytaj też: Cervantes pod Lepanto

Piraci na Filipinach

Filipiny czy raczej, by być ścisłym, archipelag nazwany tak nieco później dla Europejczyków odkrył Ferdynand Magellan i na nim zresztą zginął (1521), pokonany bardziej przez swą pychę niż przez niewątpliwie walecznych tubylców. Przez ponad 20 lat nic istotnego (z europejskiego punktu widzenia) się tam nie działo; w 1542 r. inny i mniej nam znany odkrywca Ruy López de Villalobos dopłynął do archipelagu, ale skończył żywot w portugalskim więzieniu na Molukach. Zanim to się stało, nadał wyspom nazwę Las Islas Felipinas na cześć następcy Karola V i przyszłego króla Hiszpanii Filipa II.

W 1565 r. Miguel López de Legazpi, kolejny żeglarz i żołnierz, poprowadził ekspedycję na Filipiny. Dysponując większymi środkami i, przede wszystkim, oddziałami hiszpańskich tercios (uważanych, i słusznie, za najlepszych europejskich żołnierzy tamtych czasów), zdołał usadowić się na stałe na archipelagu, zdobyć Manilę i nie tylko formalnie przyłączyć to nowe terytorium do korony hiszpańskiej. I tam Hiszpanie zetknęli się po raz pierwszy z piratami Wakō (lub Wokou).

Czytaj też: Komandosi jego świątobliwości

Piraci ci działali z baz położonych na Morzu Japońskim i Wschodniochińskim. Początkowo w ich szeregach walczyli sami Japończycy, później, jak to zwykle u piratów, przynależność etniczna straciła znaczenie – wśród nich znaleźli się Chińczycy, Koreańczycy i Filipińczycy. Zwalczali ich władcy Japonii i Chin, nieraz bardzo brutalnie (można znaleźć wzmiankę o 20 piratach schwytanych w Japonii i odesłanych do Chin, gdzie ci nieszczęśnicy zostali ugotowani żywcem w wielkich kotłach), ale mimo wojskowych ekspedycji piractwo odradzało się nieustannie z tego prostego powodu, że się opłacało.

W 1573 r. piraci Wakō zainteresowali się Filipinami – pojawili się na Luzonie, gdzie usiłowali zdominować zyskowną wymianę złota na srebro. Założyli bazy w prowincji Cagayan (od rzeki o tej samej nazwie) i zaczęli podporządkowywać sobie miejscową ludność. Rzecz jasna Hiszpanie musieli zareagować. W liście do króla Filipa II z 1582 r. gubernator skarżył się na japońskich piratów, wojowniczych i wyposażonych w nowoczesną broń przez Portugalczyków. Wreszcie zniecierpliwiony gubernator rozkazał zająć się piratami swoim żołnierzom – zadanie to otrzymał kapitan Juan Pablo de Carrión.

Czytaj też: Okrutni i potężni. Dawni piraci na wodach Europy

Samuraje kontra tercios

De Carrión zebrał niewielką flotyllę, złożoną z siedmiu jednostek, wśród których znajdował się mały galeon La Capitana oraz jakiś rodzaj galery, ale raczej nie była to wielka galera admiralska. Jego oddział piechoty liczył ok. 40 weteranów z oddziałów tercios, choć w walce na morzu wspierać go mogły załogi okrętów. Gdzieś na morzu flotylla napotkała dużą dżonkę piracką, którą ostrzelała skutecznie, ciężko ją uszkadzając. Piraci zareagowali, wysyłając przeciw Hiszpanom własną flotyllę – duży sampan i 18 mniejszych łodzi.

W pobliżu ujścia rzeki Cagayan rozegrała się bitwa morska, ostatecznie wygrana przez Hiszpanów. Wakō, jak pamiętamy, byli wyposażeni (choć z pewnością nie wszyscy) również w nowoczesną broń – arkebuzy i europejskie pancerze – w wymianie ognia nie mogli się jednak mierzyć z Hiszpanami, dążyli więc do rozstrzygnięcia poprzez abordaż, a nie mogąc zaatakować galeonu o wysokich burtach, wybrali za pierwszy cel galerę. Zdołali się na nią wedrzeć, zabili dowódcę jednostki, ale ostatecznie zostali odparci przez opancerzonych żołnierzy de Carrióna. Ich lekkie łodzie nie mogły mierzyć się z artylerią Hiszpanów, oddali więc pole (o ile to określenie ma zastosowanie również w bitwie morskiej).

Czytaj też: Zadziwiające dzieje Ceuty

Ścigająca ich flotylla wpłynęła śmiało w koryto rzeki Cagayan; oddziały de Carrióna wylądowały na brzegu, okopały się i ustawiły działa zdjęte z okrętów. Po kilku salwach Wakō, najwyraźniej nie czując się zbyt pewnie, podjęli negocjacje – zgodzili się opuścić Luzon, żądając jednak rekompensaty w złocie za utracone zyski. De Carrión odmówił i rozpoczęła się walka.

Hiszpanie przetrzymali dwa ataki, trzeci, najsilniejszy, w którym udział miało wziąć podobno aż 600 piratów, odpierali, walcząc wręcz, bo skończyły się im zapasy prochu. By przeciwnicy nie mogli chwytać ich włóczni, nasmarowali drzewce tłuszczem. Zatrzymali piratów przed okopem, a potem z niego wyszli, gdzie stoczyli regularną bitwę w starym stylu i, mimo że przeciwnik miał tak dużą przewagę, zwyciężyli. Tam właśnie miało dojść do bezpośredniej konfrontacji z japońskimi roninami (samurajami bez pana), walczącymi w szeregach Wakō – po bitwie ich zbroje i miecze, w tym groźne katany, miały zostać zebrane i odesłane do pałacu gubernatora.

Katana kontra lanza

Wynikałoby z tego, że hiszpańscy tercios potrafili zwyciężyć japońskich wojowników. Jest tu niestety małe ale... Na rozmaitych forach historycznych od kilku już lat toczy się zażarta dyskusja pomiędzy, nazwijmy to w ten sposób, fanklubem samurajów a miłośnikami hiszpańskiego militaryzmu. Ta pierwsza strona sporu podważa nie tylko liczby, ale i nawet sam fakt, że bitwa w ogóle miała miejsce.

W rzeczy samej przesłanki źródłowe są dość wątłe, argumenty o przesadzonych liczbach (40 tercios przeciwko 600 piratom) wydają się rozsądne, podważa się tezę o udziale roninów w bitwie, no i argument ostateczny – skoro Hiszpanie odnieśli tak świetne zwycięstwo dzięki swej zaawansowanej technice militarnej, to dlaczego Magellan (przedstawiciel tej samej cywilizacji i tradycji wojskowej) dał się pokonać tak sromotnie przez uzbrojonych w bambusowe włócznie wojowników wodza Lapu-Lapu?

Czytaj też: Śmierć Magellana

Starając się uniknąć przesadnego nudzenia, niżej podpisany odpowie, że: rzadko który historyk bierze na poważnie liczby zawarte w tekstach źródłowych z tej epoki, szczególnie dotyczące sił przeciwnika, ale samo ich podważenie nie dowodzi, że bitwa nie miała miejsca; o Japończykach wśród Wakō pisał wcześniej do Filipa II gubernator hiszpański, a niby po co miałby w tej sprawie konfabulować? Co więcej, wspomniane przez niego portugalskie arkebuzy i pancerze były z pewnością bardzo drogie, więc jeśli ktoś miałby ich używać, to z pewnością nie głodujący japońscy chłopi z Cuszimy, zaciągający się w szeregi piratów.

Wreszcie: Magellan przegrał z Lapu-Lapu przede wszystkim dlatego, że źle dowodził – dał się złapać w trakcie desantu, jego żołnierze stali praktycznie unieruchomieni w wodzie po pas, a artyleria nie mogła ich wesprzeć, bojąc się razić własnych ludzi. Sprawę mogłoby rozstrzygnąć jedno zdjęcie japońskiej zbroi, stojącej podobno w muzeum w Manili, ale jakoś do dziś nikt nie wpadł na to proste rozwiązanie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną